Reklama

W głębi lasu

Ocena
serialu
8,1
Bardzo dobry
Ocen: 78
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Hubert Miłkowski, Wiktoria Filus: To była nasza ulubiona część pracy [wywiad]

O castingu do serialu "W głębi lasu", swoich bohaterach, współpracy z młodymi aktorami, kreacji postaci rozmawiamy z odtwórcami młodej Laury i Pawła, czyli Wiktorią Filus i Hubertem Miłkowskim.

Katarzyna Ulman, Interia: Jak przebiegał casting do serialu  "W głębi lasu"?

Reklama

Wiktoria Filus: To może ja zacznę Hubert? Dlatego się śmieję, że ja wcześniej byłam na etapie castingów i zaczęłam tę przygodę z serialem "W głębi lasu". To był dla mnie taki wieloetapowy casting, gdzie na pierwszym spotkaniu jeszcze nie wiedziałam, do której roli będę przesłuchiwana. Dostałam dwie sceny dwóch różnych postaci i to był taki etap selekcyjny. Następnie próbowaliśmy grać w różnych konfiguracjach. Dowiedziałam się, że będę grać faktycznie postać Laury Goldsztajn, kiedy były już po dwie albo trzy osoby typowane do jednej roli.

- Gdy spotkaliśmy się właśnie w tej grupie oprócz odgrywania scen mieliśmy za zadanie w różnych konfiguracjach stanąć przed kamerą - reżyserka castingu Nadia Lebik z ogromną intuicją daje świetne zadania, aby pokazać aktorów od strony, która byłaby oczekiwana - powiedziała, że na tym etapie w miarę wszyscy moglibyśmy dostać tę rolę, a teraz szukamy jak będzie wyglądać ta historia i jak energia w całej grupie się rozłoży. Potem dowiedziałam się, że będę grała Laurę, ale dalej szukają Pawła. No i spotkaliśmy się z Hubertem.

Hubert Miłkowski: Ja na pierwszy etap castingu trafiłem pod koniec lipca; na początku sierpnia. Byłem wtedy na Festiwalu Nowe Horyzonty, odebrałem rano telefon z informacją, żebym przyjechał do Warszawy jak najszybciej bo jest casting - to był najwidoczniej jakiś uzupełniający etap, młody Paweł był tą rolą najpóźniej dopasowaną do pozostałych. Po drugim etapie castingu, gdzie byłem dobierany już razem z potwierdzonymi odtwórczyniami innych ról, do odtwórcy starszego Pawła [Grzegorz Damięcki - przyp. red.] i do energii tej młodej grupy. Sześć dni po drugim etapie castingu byłem już na planie.

I dzięki temu wszystkiemu mamy doskonały rezultat. Wracając jeszcze do castingu i do kreowania postaci. Mamy te dwie płaszczyzny czasowe - 1994 i 2019 rok; mamy młodego Pawła i młodą Laurę. Czy konsultowaliście wykreowanie swojej postaci, dopasowanie starszej oraz młodszej wersji z Grzegorzem Damięckim i Agnieszką Grochowską w jakiś sposób?

WF: My też musieliśmy ćwiczyć te dwie płaszczyzny. Jak próbowałam opowiedzieć mojej rodzinie, o czym jest ten serial to w ogóle niemożliwe. Na planie oczywiście nie spotkaliśmy się z odtwórcami naszych  ról w teraźniejszości dlatego, że to były zupełnie inne sceny w innych realiach. Miałam jedno spotkanie z Agnieszką Grochowską, kiedy ją poznałam po raz pierwszy. To była próba charakteryzacji i tam tworzyłyśmy obraz nastoletniej i dorosłej Laury.

- Przerodziło się to w rozmowę o postaci, o scenariuszu z reżyserami oraz producentką. Obserwowałyśmy się nawzajem z Agnieszką i miałyśmy niewiele czasu, ale próbowałyśmy wspólnie stworzyć taką logiczną całość, żeby "połączyć" nastoletnią oraz dorosłą Laurę. Padały różne pomysły, jak np. blizna pod okiem; że Laura na obozie zraniła się, a blizna po tej ranie będzie jej towarzyszyć przez całe życie na twarzy. To też trochę metaforyczne.

HM: Ja z kolei spotkałem Grzegorza pierwszy raz dopiero po jakimś miesiącu pracy na planie, kiedy się przypadkowo w charakteryzacji minęliśmy ze sobą, bo akurat mieliśmy zdjęcia na tej samej lokacji. Oczywiście sceny nie miałem z nim przyjemności zagrać, natomiast jeżeli chodzi o postać Pawła, to tutaj przede wszystkim łącznikiem był casting, gdzie ta energia starszych odtwórców i młodszych już była na tym etapie wyłuskiwana, żeby była podobna.

- Zresztą coraz bardziej mam wrażenie, że naprawdę jestem bardzo podobny do Grzegorza Damięckiego. Kiedy go poznaję i słucham, co o sobie mówi... więc tutaj już część tej pracy była wykonana. Później też czujne oko reżyserów, czyli Leszka [Dawida - przyp. red.] i Bartka [Konopki - przyp. red.] sprawiało, że te postaci miały takie łączniki między sobą. Oni tak naprawdę stojąc po drugiej stronie kamery dbali o to, żeby to wszystko wyglądało i miało kontynuacje w tych postaciach. A z takich drobiazgów to tak jak Laura ma bliznę, to Paweł jest leworęczny, ponieważ Grzegorz Damięcki jest leworęczny. Kiedy się o tym dowiedziałem, to też się borykałem z tym mańkuctwem.

Jaka była atmosfera na planie? Jak układała się współpraca pomiędzy wami i resztą "obozowiczów"?

HM: To była chyba nasza ulubiona część pracy w ogóle, prawda? Kiedy mieliśmy te zdjęcia na obozie, to tak naprawdę sami poczuliśmy się jak uczestnicy obozu. Ta grupa też sprawiła, że ja np. miałem takie wrażenie, że do niej doskakuję bardzo. Dołączyłem do niej troszkę później i byłem wśród wszystkich odtwórców tych młodych ról najmłodszy, a musiałem się wcielać w ich opiekuna na obozie. To była więc taka pierwsza granica do przekroczenia, do przewalczenia w sobie.

- To byli ludzie, którzy byli na ostatnim roku szkoły teatralnej, czy już po szkole, ja byłem wtedy po pierwszym roku i gdzieś musiałem przełamywać taki początkowy respekt. Natomiast oni mnie do tej grupy tak wspaniale wpuścili, że tak jak na co dzień tak nie mam, to tam tak naprawdę szybko miałem wrażenie, że udało się przełamać lody i zintegrować się z tą grupą, poczuć się tam wspaniale. Potem już zdjęcia się działy tam gdzieś dokoła nas, a my się obrzucaliśmy szyszkami i dobrze bawiliśmy.

WF: Tak i pomiędzy zdjęciami razem jedliśmy, razem śpiewaliśmy. Nawet są nagrania jak razem tańczymy i każdy po kolei proponuje jakiś nowy utwór. Spędzaliśmy też  czas wspólnie nie tylko na zdjęciach, żeby  jakoś energię grupy wytworzyć. Padł taki pomysł, żeby spotkać się prywatnie. I faktycznie te osoby, które odgrywały takie postacie bardziej do przodu, to były takie, a te, które zajmowały pozycję obserwatora w grupie to też takie były.

- Tu więc bardzo zaważył casting, ale też atmosfera i to, że faktycznie na tle doświadczonych twórców, których było bardzo wielu przy okazji tworzenia tego serialu, byliśmy taką właśnie bandą dzieciaków, która na dodatek nie dość poważnie traktuje jakieś sytuacje w przerwach. Ekipa nas tak też troszeczkę traktowała jak młodych obozowiczów.

Czyli też dużo zabawy na planie i śmiesznych sytuacji. To dobra rzecz na materiał zakulisowy. Chciałam jeszcze zapytać - co najbardziej przyciągnęło i zaintrygowało was w postaciach, które gracie w serialu?

WF: Ja np. tworząc Laurę oprócz wyłuskania ze scenariusza wszystkich faktów o niej, odwoływałam się trochę do swoich może nie konkretnych zdarzeń z życia, ale takiej pamięci emocjonalnej i wrażliwości z tego okresu, kiedy miałam te 16 lat. I takim ciekawym zwrotem w budowie tej roli był taki pomysł, żeby Laura zamiast ubierać się jak pozostałe dziewczyny na obozie - w pastelowe kolory, w kwiatowe sukienki - ubierała się trochę na czarno, miała taki trochę grunge’owy styl. Ja też coś takiego sobą chciałam reprezentować mając 16 lat.

- I wtedy uznałam, że ona jest po prostu bardzo wrażliwą dziewczyną, która szuka siebie, myśli o tym, kim będzie w przyszłości; nie boi się swoich uczuć, ma też bardzo dobry kontakt z ojcem, taki ugruntowany wspólnym zaufaniem. Bardzo był ciekawy jej punkt widzenia, również jej pasja, czyli fotografia, świadczy o tym, że jest dobrym obserwatorem rzeczywistości, która ją otacza - głównie fotografuje ludzi. Interesuje ją natura ludzka; zresztą Laura w przyszłości będzie pracować na wydziale psychologii.

HM: Jeśli chodzi o Pawła... Dla mnie bardzo istotne było, że to człowiek, który jest takim młodym dorosłym i właśnie z tego chłopaka będzie się w mężczyznę przekształcał, więc chciałem oddać taki moment, kiedy chcąc jeszcze być dzieckiem muszę się już  mierzyć z tym światem dorosłych, z kompletnie inną rangą problemów. W przypadku Pawła Kopińskiego to właśnie ta ranga problemów jest bardzo wysoka - są wydarzenia, które bardzo bezpośrednio dotknęły jego bliskich. Na coś takiego nie byłby przygotowany - prawdopodobnie nikt na żadnym etapie swojego życia nie jest - a u niego to się dzieje jeszcze na tym etapie, kiedy on się jeszcze kształtuje.

- Echo tych wydarzeń będzie słyszalne w jego głowie już do końca życia; te wydarzenia odbiły się na Pawle 25 lat później, w 2019 roku. I właśnie to, że to  jest  postać, która ma taką bliznę, która pulsuje cały czas, gdzieś tam wewnątrz czaszki. Miałem okazję uchwycić go jeszcze chwilę przed tym, w tej sielankowej atmosferze obozu i potem, kiedy zaczął się w tej całej sytuacji szamotać, gubić. To było prawdopodobnie najciekawsze i też najbardziej obciążające emocjonalnie, żeby właśnie tę całą szamotaninę emocjonalną oddać.

Premiera 12 czerwca. Serial będzie dostępny od razu w 190 krajach; będą was oglądać tysiące widzów? Jak się z tym czujecie?

HM: Ja za każdym razem, kiedy to słyszę mam wrażenie, że pierwszy raz dostaję tę informację. W sensie wypieram to chyba i jakoś tak nie mogę się na tym skupić. Potem, kiedy to słyszę tak na chwilę to do mnie dociera i potem z powrotem muszę to chować. Nie wiem jak się do tego odnieść tak naprawdę. Ja byłem bardzo skupiony na tym, żeby zajmować się na planie  tym, co jest do zrobienia. Chciałbym po prostu nadal to robić - jeśli będzie to oglądało więcej osób, właśnie tak jak właśnie w przypadku Netflixa, który jest po prostu szeroko dostępny, to wspaniale, bo nie chciałbym tego robić tylko w piwnicy.

WF: Mam podobne odczucia jak Hubert. I takie to jest, szczególnie teraz w tym okresie, kiedy siedzimy w domu i mamy mało kontaktu z ludźmi, takie niemożliwe do objęcia, że tyle osób będzie miało możliwość obejrzenia tego serialu. I nie wiem -  jest to przerażające i ekscytujące.

Serial "W głębi lasu" (sześć odcinków) zadebiutuje na Netflixie 12 czerwca.

Jesteś fanem amerykańskich seriali? Zalajkuj nasz fan page "Zjednoczone Stany Seriali", czytaj najświeższe newsy zza oceanu oglądaj trailery, galerie, komentuj i czytaj opisy odcinków już dwa tygodnie przed emisją w Polsce.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje