Dziewczyny ze Lwowa

Ocena
serialu
8,2
Bardzo dobry
Ocen: 878
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Dziewczyny ze Lwowa": Nie jest to czysta komedia

- Z każdego, bez wyjątku, kraju na świecie ludzie wyjeżdżają i każdy, bez wyjątku, kraj przyjmuje obcokrajowców, którzy przyjeżdżają albo po to, żeby szukać szczęścia, dobrobytu, albo los rzuca ich poza ojczyznę z zupełnie innych powodów - mówi Wojciech Adamczyk, reżyser serialu "Dziewczyny ze Lwowa".

Czy ten serial to pochodna dramatycznych wydarzeń za naszą wschodnią granicą i nasilonego napływu Ukraińców do Polski?

Reklama

- W większym stopniu inspiracją był ogólny fakt pewnej radykalnej zmiany, jaka nastąpiła w przypadku sytuacji Polski. Z kraju, którego przedstawiciele od niepamiętnych czasów wyjeżdżali za granicę dla polepszenia swojego bytu, staliśmy się także krajem imigracji.

- Dopiero teraz możemy sobie wyobrazić pewne odczucia, problemy czy dylematy Niemców, Francuzów, Brytyjczyków, czy Amerykanów. Warto poznać imigrantów, nie tylko jako potencjalnych pracowników, ale także jako ludzi po prostu, z ich życiem osobistym, emocjonalnym włącznie. Przekonać się, że są to ludzie w potrzebie, tak jak i my bywaliśmy i bywamy ludźmi w potrzebie.

Czyli ta historia jest bardziej uniwersalna niż lokalna...

- Tak, bo z każdego, bez wyjątku, kraju na świecie ludzie wyjeżdżają i każdy, bez wyjątku, kraj przyjmuje obcokrajowców, którzy przyjeżdżają albo po to, żeby szukać szczęścia, dobrobytu, albo los rzuca ich poza ojczyznę z zupełnie innych powodów. Warto spojrzeć na tych ludzi, wczuć się w nich. A ponieważ akcja serialu w sporej części rozgrywa się w Warszawie, warto przyjrzeć się nie tylko temu jak nas postrzegają, ale także jak nam się wydaje, że nas postrzegają. Chciałem, żeby miał on akcenty - zabrzmi to może zbyt górnolotnie - humanistyczne.

Ale poważna problematyka nie odetnie serialu od akcentów humorystycznych?

- Nie, bo w serialu obyczajowym, jak w życiu, akcenty humorystyczne muszą się pojawić. Gatunkowo nawet postawiłbym "Dziewczyny ze Lwowa" na półce pod nazwą "komedia obyczajowa", choć na pewno nie jest to czysta komedia.

Do obsady składającej się głównie z młodych kobiet dołączył Pan doświadczonego artystę o wszechstronnym dorobku aktorskim, reżyserskim, pisarza, scenarzystę Stanisława Brejdyganta. Dlaczego akurat jego?

- Pan Stanisław to kawał historii polskiego teatru, głośny Hamlet koszaliński z 1960 roku, literat o cennym dorobku. Potrzebna mi była postać o tym ciężarze gatunkowym, potrafiąca spojrzeć na życie z dystansu długiego i bogatego doświadczenia.

Dziękuję za rozmowę.

Jesienią 2016 roku widzowie najprawdopodobniej zobaczą drugą część przygód czterech Ukrainek, które do Polski przyjechały w poszukiwaniu lepszego życia.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników serialu i chcemy jego kontynuacji - powiedział portalowi Wirtualnemedia.pl Piotr Radziszewski, dyrektor TVP1.

Rozmawiał Krzysztof Lubczyński

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Adamczyk | Wojtek Adamczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje