Talianka

Ocena
serialu
6,1
Niezły
Ocen: 23
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Pożegnanie z serialem "Talianka"

Żegnamy się z serialem „Talianka”, który okazał się sukcesem Joanny Moro. Doskonałe przyjęcie kreacji Giulietty świadczy o tym, w jakich rolach aktorka najbardziej podoba się widzom.

Opowieść o pięknej włoskiej tancerce, która wyrusza do stalinowskiego ZSRR, by być z ukochanym mężczyzną, zyskała dużą i wierną widownię. Kolejne odcinki gromadziły w piątkowe wieczory ponad 2,5 mln widzów, co daje "Taliance" pierwszą pozycję wśród emitowanych w te dni seriali.

Dramat artystki

Reklama

Co złożyło się na ten sukces? Nie sposób uciec od porównań z "Anną German", bo pewne wątki są jakby znajome. Mamy wrażliwą artystkę, wielkie uczucie, macierzyństwo i cierpienie. Pojawia się też wątek represji dotykających przypadkowe ofiary w ZSRR. W serialu o piosenkarce ich ofiarą padł ojciec bohaterki, a w emitowanej obecnie produkcji walczy o życie sama Giulietta Cannavaro. Okazuje się, że widzowie cenią sobie opowieści o uczuciach i życiowych dramatach, grane bardzo serio, bez przymrużenia oka. Joanna Moro w tej konwencji czuje się znakomicie.

Przypomnijmy poruszającą scenę odwiedzin Stiepana (Andriej Mierzlikin) w rodzinnej wsi. Lotnik odkrywa, że jego bliscy, a wśród nich żona i syn żyją. Giulietta nie robi żadnego gestu, stoi z córeczką, patrzy i tylko przełyka ślinę przez coraz bardziej zaciśnięte gardło. Uświadamia sobie, że jest tu intruzem, cudzoziemką w kraju, który nigdy nie będzie jej. A do tego kulą u nogi dla ukochanego i rywalką żony Stiopy, która czekała na niego tyle lat. Scena zapada w pamięć...

Kraj terroru


Widzowie docenili realizm serialu. Odnaleźli w nim obraz komunistycznej rzeczywistości, jaki zwykle znają z przekazów rodziców i dziadków, zwłaszcza tych pochodzących ze wschodu. Wszechwładza tajnych służb, szpiegomania i donosicielstwo są pokazane otwarcie, choć w nieco złagodzonej wersji.

Także rosyjska wieś tamtych lat nie była ani tak schludna (czyste kufajki kołchoźników i wyprasowane koszule kołchoźnic), ani zasobna (chaty pełne mebli i pościeli), jak w serialu. Atutem jest natomiast autentyczny pejzaż prowincji.

Bez nerwowego pośpiechu


Joanna Moro przyznaje, że lubi pracować na wschodzie, w wolniejszym rytmie, bo dzięki temu trochę odpoczywa po gonitwie na planie polskich produkcji. Czasem oczekiwanie na zdjęcia bywa nużące, ale miewa też zalety. Aktorka z uśmiechem wspomina swoje wędrówki po łąkach w krymskich górach, pełnych wiosną dzikich kwiatów, wyprawy z rybakami na jezioro Ładoga, kolacje przy kociołku rybnej zupy uchy czy spacery wśród petersburskich pałaców.

Tymczasem aktorzy, którzy w polskich produkcjach serialowych wyjeżdżają na plany zagraniczne, mówią z reguły, że na żadne zwiedzanie nie mieli czasu.

Będą emocje!


Przed nami ostatni odcinek. Czy Giulietcie oskarżonej o szpiegostwo uda się ocaleć? Nie ma wielkich szans. Trwają też poszukiwania Stiepana, którymi osobiście interesuje się wszechwładny Ławrientij Beria. Jedynym ratunkiem dla Giulietty mogą być osobiste kontakty jej włoskiego przyjaciela. Dotrze on do radzieckiego generała, który zna syna Józefa Stalina. Czy ten zdecyduje się interweniować, żeby zrobić na złość Berii, którego nie cierpi i trochę się obawia? Od tego zależy, czy Włoszka zdoła uciec z piekła "ojczyzny światowego proletariatu". 

IP

Dowiedz się więcej na temat: Talianka | Joanna Moro

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje