Reklama

Szadź

Ocena
serialu
3,4
Słaby
Ocen: 544
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Maciej Stuhr: "Nigdy nie chciałem narzekać"

O tym, za co jest wdzięczny Bogu, czego mu brakuje podczas kwarantanny, jak uczył się wcielać w psychopatycznego mordercę i dla jakiego zawodu jest w stanie porzucić aktorstwo opowiedział nam Maciej Stuhr!

Marta Podczarska, Interia: Co pan robi podczas kwarantanny? Polacy masowo pieką chleb. A pan odkrył jakieś nowe pasje?

Reklama

Maciej Stuhr: - Mnóstwo! Mam to niebywałe szczęście cieszyć się domem z ogrodem i właśnie zastała mnie pani podczas kopania rowu melioracyjnego (śmiech). Piekarstwem zajmuje się moja żona, wybitnie! Moja pomoc ogranicza się do znalezienia dobrej, pełnoziarnistej mąki, bo staramy się zdrowo odżywiać. Poza tym wykonujemy prace ogrodnicze, sadzimy drzewa, warzywa, owoce, sama ekologia i natura. Żyjemy bardzo blisko siebie, nadrabiamy zaległości, które powstały przez wiele, wiele lat szaleńczej pracy. Szukamy dobrych stron tej sytuacji.

Czego brakuje panu teraz najbardziej? Tęskni pan za jakimiś "zwykłymi" czynnościami, obowiązkami? 

- Najbardziej tęsknię za moim spektaklem "Inni ludzie", który zrobiłem ze studentami we Wrocławiu. Był to mój debiut reżyserski, wspaniała przygoda. Bardzo żałuję, że nie mogę teraz cieszyć się nim razem z młodzieżą aktorską i że oni nie mogą pokazać światu tego spektaklu w sposób, w jaki na to zasługuje.

Poruszył pan w social mediach temat zarobków, a raczej ich braku podczas lockdownu i wywołał tym samym burzę. Bo internauci, choć po części współczują artystom, wyliczają też ich gaże serialowe i filmowe, kontrakty reklamowe i tym samym odbierają prawo do narzekania...

- Nie chciałem narzekać na swój los, nigdy nie będę tego robił. Takiego podejścia nauczyła mnie Anna Dymna, której filozofią życiową jest nienarzekanie. Natomiast uważam, że rolą artysty jest wstawianie się za tymi, którym się źle dzieje. Dywagowałem nad tym, w jakiej kondycji znajdują się ci, którzy nie mają ciepłych etatów. Chciałem zwrócić uwagę na to, że niektórzy z moich kolegów są obecnie w niezwykle trudnej sytuacji życiowej. Oczywiście, jest wąska grupa artystów, którym wiedzie się na co dzień świetnie i mogą sobie pozwolić na to, by nie pracować przez klika miesięcy. Ale pamiętajmy, że artyści to nie tylko ci, którzy zarabiają krocie, to także ci, dla których spłata raty kredytu jest olbrzymim wyzwaniem, gdy zostają odcięci od możliwości zarobku. 

Jak branża aktorska zmieni się przez obecną sytuację? Patrząc na przykład "Hejtera", w którym pan zagrał, filmy świetnie sobie radzą w serwisach streamingowych. Nie blokuje to im sukcesu. Czy internet to przyszłość?

- Nie sądzę, by branża bardzo się zmieniła. Szukamy różnych środków wyrazu. Tym, od czego większość z nas zaczyna i za czym dziś tęsknimy najbardziej jest teatr. Można obejrzeć przedstawienie w streamingu internetowym, ale jest to tylko namiastka emocji, jakie czekają na widzów i aktorów w sali teatralnej. Z utęsknieniem czekamy na moment, kiedy będzie można się spotkać z publicznością. Nawet ci, którzy wymyślają teraz fantastyczne rzeczy w internecie, mają nadzieję, że jest to tylko stan przejściowy i po zakończeniu kwarantanny znowu odzyskają żywy kontakt z widzami. Rozmawiałem z jednym z największych producentów filmowych w Polsce, który ma ogromną nadzieję, że w połowie czerwca uda się uruchomić plany zdjęciowe i będziemy powoli wracać na stare tory. Część aktorów na pewno znajdzie swoje miejsce w internecie i będzie je dalej pielęgnować, ale nie sądzę, by cały świat aktorski przeniósł się do internetu. Nie widzę na to szans.

30 kwietnia, w serwisie VOD, miała miejsce premiera nowego serialu TVN, "Szadź", w którym gra pan główną rolę. Jak dobrze zagrać psychopatycznego mordercę? Jak się do tego przygotować? Bo po obejrzeniu pierwszego odcinka mogę śmiało powiedzieć, że kilka razy mnie pan przestraszył...


- Pół żartem, pół serio mówię, że do tej roli przygotowywałem się wiele, wiele lat, nie znając jeszcze scenariusza. Zwykle grałem pozytywnych, uciekających przed złem bohaterów, a aktorzy marzą o nowych wyzwaniach i czymś, czego jeszcze nie robili. Nawet, gdy nie grają psychopatycznych morderców, zastanawiają się, czy byliby w stanie podołać takiemu zadaniu i w jaki sposób by to zrobili. "Na sucho" ćwiczą sobie pewne role. Ja też tak robiłem. Poza tym ważna była dla mnie praca ze scenariuszem, przed lustrem, wgryzienie się w psychikę bohatera, rozszyfrowanie, co może siedzieć w takim człowieku, jak może się on zachowywać. A na planie filmowym maksymalne powściągnięcie środków wyrazu. Mój bohater nie jest typem wariata, wręcz przeciwnie, spotykając go na ulicy, stwierdzilibyśmy, że to niezwykle stateczny człowiek, naukowiec, mąż ojciec, postać szanowana na uniwersytecie. Cały jego problem kłębi się wewnątrz. Pracowałem nad tą rolą w sposób minimalistyczny, tak, by nie zarzucać widzów nadekspresją. Wręcz przeciwnie, cały wysiłek włożyłem w pewnego rodzaju wstrzemięźliwość.

Większość aktorów chce wcielić się w czarny charakter. Skąd to pragnienie, by uosabiać zło? Czy chciał pan tą rolą zerwać z wizerunkiem "grzecznego chłopca"?

- Na pewno w pewien sposób jest to ucieczka od wizerunku. Myślę, że aktorzy lubią takie role, bo one generują wielkie emocje, a wszyscy marzą o tym, by przyciągać uwagę, budzić emocje u widzów. Dlatego ciągnie nas do typów spod ciemnej gwiazdy. Nie tylko aktorów, ale też widzów. Od początku istnienia kinematografii, przyglądaliśmy się mrocznym historiom, czarnym charakterom, po to, by przeżyć pewnego rodzaju katharsis. Byśmy na co dzień nie musieli się bać, doświadczamy tego wieczorem, przed telewizorem.

W jednym z wywiadów powiedział pan, że zagranie złoczyńcy było pana aktorskim marzeniem. Spełnił pan je. Zostało jeszcze jakieś?

- Jestem w takim miejscu swojej kariery, że nowe role nie są przedmiotem moich największych marzeń. Zakosztowałem reżyserii i to wokół tego zawodu obracają się teraz moje marzenia. Chciałbym znów stanąć przed aktorami po drugiej stronie, czy to będzie sala teatralna, czy kamera, kto wie, zobaczymy. Co nie zmienia faktu, że uwielbiam grać, jest to mój żywioł i jeśli Pan Bóg, zdrowie i sytuacja dookoła pozwolą, to z pewnością wcielę się jeszcze w niejedną postać.

Kiedy skończy się lockdown, co, jaką pierwszą rzecz, zrobi Maciej Stuhr?

- Artur Andrus zaśpiewał w #Hot16challenge2, że będzie siedział sześć godzin u fryzjera i ja też marzę o spotkaniu z moim przyjacielem fryzjerem. Jeśli chodzi o sprawy zawodowe, jak tylko będzie to możliwe, jadę do Wrocławia na próbę wznowieniową "Innych ludzi".


swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje