Reklama

Służby specjalne

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 26
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Służby specjalne": Wojciech Zieliński oddałby życie za córkę!

Wojciech Zieliński, czyli kapitan Janusz Cerat ze "Służb specjalnych", przeżył wiele bardzo groźnych wypadków. - Dopiero kiedy stajesz twarzą w twarz ze śmiercią, zdajesz sobie sprawę z tego, że życie jest piękne! - mówi.


Reklama


Wojciech Zieliński żartuje czasem, że los lubi wystawiać go na poważne próby. Kilka lat temu na przykład ledwo uszedł z życiem z bardzo groźnego wypadku... Aktor przyznaje, że kiedyś czasami sam prowokował niebezpieczne sytuacje, ale po tym, jak niemal zginął, nabrał pokory do życia i zaczął naprawdę je doceniać.

- W przeszłości często prowokowałem pecha. A to złamałem obojczyk, a to pogryzł mnie pies... Raz spadłem w teatrze z kilkunastu metrów, bo popisywałem się przed kolegami. Dziś już coś takiego nie przyszłoby mi do głowy - mówi.

Po jednym z wypadków Wojciech Zieliński przez dwa tygodnie leżał w szpitalu w stanie śpiączki, później przeszedł półtoramiesięczną rekonwalescencję.

- Kiedy się obudziłem, zrozumiałem, że jestem wielkim szczęściarzem i nie powinienem więcej kusić losu - wspominał w wywiadzie, dodając, że całkowicie zrewidował swój światopogląd i od tamtej pory czuje się jak nowo narodzony.

- To było dla mnie jak przebudzenie! Wtedy zdałem sobie sprawę, że pięknie jest żyć - mówi.

Jeżeli dziś Wojciech Zieliński miałby znów ryzykować swe życie, zrobiłby to tylko z jednego powodu - dla córki.

- Za Marysię oddałbym życie. To jest wyznacznik mojej miłości do niej. Gdyby chodziło o kogokolwiek poza córką, pewnie bym kalkulował, ale dla niej zrobiłbym wszystko - twierdzi aktor.

- Marysia jest cudem! To największa miłość mojego życia - mówi serialowy kapitan Cerat ze "Służb specjalnych".

 

 

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Zieliński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje