Reklama

"Skazana": Wywiad z Michałem Czerneckim

Michał Czernecki w polskiej branży filmowej pojawił się już wiele lat temu. Wystąpił m.in. w takich produkcjach jak: "Motyw", "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", "Ślepnąc od świateł", "Diagnoza" czy nowym serialu "Skazana", gdzie gra męża Agaty Kuleszy.

Wywiad z Michałem Czerneckim

Edyta Dąbrowska/AKPA: Jak wyglądał casting do serialu "Skazana"? Trudno było dostać tę rolę?

- Byłem jednym z kilku kandydatów. Każdy z nas nagrał z Agatą Kuleszą kilka wariantów wskazanych scen. Reżyser i producenci serialu dokonali wyboru. Ostatecznie to ja zagrałem Pawła Witkowskiego.

Z Agatą Kuleszą spotkał się Pan na planie filmu "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy". Jak współpracowało się Panu z Agatą w tym przypadku?

- Aktorzy dzielą się według mnie na takich, którzy są przede wszystkim aktorami, a od czasu do czasu bywają ludźmi i na tych którzy są przede wszystkim ludźmi, a czasem bywają aktorami. Agatę zaliczam do tej drugiej grupy. Jest nadzwyczajną kobietą, niebywale uważną, inteligentną, która ma dystans zarówno do pracy, jak i do siebie samej. Jest wymarzoną partnerką zawodową: czujną, uważną, elastyczną i ma wspaniałe poczucie humoru - rzecz w tej branży kluczowa, a wcale nie tak powszechna jakby się mogło wydawać.

Czytając po raz pierwszy scenariusz "Skazanej" spodobała się Panu opowiadana historia?

- "Skazana" to pierwsza w Polsce serialowa opowieść, której miejscem akcji jest współczesny zakład karny dla kobiet.
Teraz także i panie przed ekranami będą miały szansę wyobrazić sobie, co mogłoby się zdarzyć, gdyby trafiły w takie miejsce. Męskie miejsca odosobnienia były, jak mi się zdaje, w naszej kinematografii wykorzystywane częściej. Scenariusz był przygotowany bardzo precyzyjnie i stanowił solidny fundament do naszych aktorskich kreacji.

Paweł długo nie nacieszył się nową żoną. Co czuje świeżo upieczony mąż, którego żona trafia za kratki?

- Paweł został z pustym domem i dorastającą pasierbicą, którą musiał się zająć. To dla niego coś nowego, ponieważ do tej pory był zaledwie partnerem matki Hani, a teraz musi stać się jej ojcem i to na pełny etat. Nastolatki to najbardziej zagadkowe i nieprzewidywalne osoby we Wszechświecie.
Sam mam dwóch nastoletnich synów, więc wiem, co mówię. Co czuł Paweł? Myślę, że akurat tego nie zobaczymy na ekranie, dlatego że Witkowski to postać powściągliwa, bardzo opanowana i skryta. Nie do końca wiemy, co siedzi w jego głowie i sercu. Ale to część naszej opowieści. Tak ma być. Póki co&

Czyli widz powinien traktować go chłodnym spojrzeniem?

- Nie wiem czy chłodnym. Należałoby go na pewno bacznie obserwować, bo ten człowiek skrywa więcej niż pokazuje. Paweł jest postacią wieloznaczną i trochę tajemniczą. Jednak starałem się go wyposażyć w poczucie humoru i wdzięk, dzięki którym, mam nadzieję, da się za nim podążać i chcieć odkrywać jego historię.

Chciałby Pan mieć jakieś jego cechy?

- Przyjemnie było móc pobyć w skórze człowieka, który jest tak opanowany i planuje każdy swój ruch zanim go wykona.
Paweł jest bardzo pewny siebie. Nie wykonuje żadnych zbędnych gestów. Jest zawsze dobrze ubrany, ma klasę i swoisty urok. Myślę, że jest bardzo wdzięczną postacią do grania -nieoczywistą, skrywającą w zanadrzu wiele kart, które stopniowo będzie musiał odkrywać.

To jest coś, co pociąga Pana w aktorstwie?

- Role, które gram, nigdy nie są ani do końca czarne, ani białe. Staram się operować w szerokiej skali ludzkich szarości. Im mroczniejsza historia, tym lżejsze i subtelniejsze powinny być środki, którymi się ją opowiada. Nie mówię jednak, że Paweł jest mroczną postacią. W ogóle nie chciałbym zdradzać za wiele, żeby nie odbierać widzom przyjemności śledzenia jego losów. Im bardziej tajemniczy będzie mój bohater, tym lepiej dla całej historii.

Rola Pawła była trudna do odegrania? Czymś Pana zaskoczyła?

- "Skazana" była pracą zespołową. Pomysł na daną scenę rodził się z naszych wspólnych wyobrażeń i prób uchwycenia tego, co napisali scenarzyści w unikatowym ludzkim spotkaniu, w konkretnych okolicznościach na planie. Bartek Konopka był świetnie przygotowany i otwarty na nasze aktorskie propozycje. Z kolei Paweł Flis jest operatorem, który lubi aktorów i potrafi ich filmować tak, że nie czują obecności świateł i kamery. Produkcja ta jest owocem naszej pełnej pozytywnych emocji, wspólnej pracy.

Jakim reżyserem jest Bartosz Konopka?

- Bartek jest człowiekiem otwartym na to, co my, aktorzy, ze sobą przynosimy. Oczywiście potrafi nasze propozycje odrzucać i korygować, jeśli nie są spójne z jego pomysłem na całość. Inspirowaliśmy się wzajemnie i korzystaliśmy często z intuicji i przeczuć. Bartek pozwalał nam czasami improwizować na bazie scenariusza. Dzięki temu sceny zyskiwały na świeżości albo pełniej wyrażał się ich potencjał dramaturgiczny zawarty w samym tekście.

Ma Pan już doświadczenie w grze w filmach o tematyce przestępczej, "Ślepnąc od świateł", "Motyw", "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy", "Skazanej". Czy któraś z tych produkcji szczególnie zapadła Panu w pamięć?

- Myślę, że "Motyw", bo była to pierwsza moja tak duża rola. Duża odpowiedzialność połączona z wielką radością pracy z Pawłem Maśloną i moimi wspaniałymi koleżankami. "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" to film dla mnie niezwykle ważny. Grałem tam tylko epizod, ale bardzo się cieszę, że mogłem być częścią tego projektu jako aktor. Jako widzem zaś wstrząsnął mną do głębi. Bardzo sugestywnie pokazał w nim Janek Holoubek obraz więzienia i piekła przez które musiał przejść niewinny człowiek. A przy tym nie jest to film o katach, a o miłości i jej sile, która pozwala przetrwać czas pogardy i strachu.

Z jakiej roli ludzie na ulicy rozpoznają Pana najczęściej?

- Myślę, że taką postacią jest dr. Sadzik z "Diagnozy". To rola, która mocno została ludziom w pamięci. Także rola Lewego w "Wojnie polsko-ruskiej". To akurat jest dość niezwykłe, bo film ma przecież już 12 lat. Ale skoro widzowie wciąż pamiętają, przyjmuję to jako najwyższy komplement dla swojej pracy. Sam także lubię wracać do tego filmu.

Wspomniał Pan o nastoletnich synach. Gdzie można spotkać was razem?

- Moi synowie są teraz w takim wieku, że spędzanie czasu ze swoim "starym" to ostatnia rzecz, o której się myśli. I martwiłbym się, gdyby było inaczej. Dlatego staram się życzliwie stać z boku, obserwować, a kiedy trzeba wspierać, reagować na "przegięcia" resztkami autorytetu (śmiech - przyp.red.). Czasami na szczęście uda się szczerze pogadać, coś wspólnie obejrzeć lub zrobić. Rozumiem, że to jest ich czas na to, żeby się oddzielić i trenować samodzielne, niezależne wkrótce już życie. Trudno jest mi patrzeć, jak popełniają - nieuchronne przecież i potrzebne do nauki - błędy. Chciałbym ich chronić zawsze i przed wszystkim. Jest mi czasami przykro z tego powodu, ale wiem że tak się nie da.

Zapowiada się pracowita jesień?

- Trwają zdjęcia do fabularnej produkcji, o której na razie nie mogę za dużo powiedzieć, a w październiku zaczynamy pracę nad drugim sezonem "Skazanej". Cieszy mnie też fakt, że wracamy do teatrów. Tak naprawdę wszyscy obawiamy się tej jesieni, czy nie będziemy musieli zmierzyć się z kolejną "falą" restrykcji i obostrzeń. Produkcje telewizyjne i filmowe na szczęście dość szybko znalazły bezpieczny sposób na to, żeby funkcjonować. Kręci się zatem tyle samo, jeżeli nie więcej niż przed pandemią. Natomiast teatr przez ostatni rok w zasadzie nie funkcjonował w ogóle. Mam nadzieję, że będzie już dobrze, ale w zgodzie z przysłowiem spodziewam się najlepszego, ale przygotowuję się na najgorsze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Edyta Dąbrowska/AKPA

Reklama

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Michał Czernecki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje