Reklama

Siła wyższa

Ocena
serialu
6,5
Niezły
Ocen: 158
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Są zobowiązani do leżenia krzyżem

Piotr Fronczewski pierwszy raz gra zakonnika. Ojciec Jan musi się otworzyć na sąsiadów-buddystów. - Będzie zabawnie, bo mój bohater jest przywiązany do tradycji - mówi aktor.

Mnisi są w szoku, gdy tuż za ich murem powstaje ośrodek, w którym, jak wieśc niesie, będą prowadzone buddyjskie warsztaty techniki relaksacji i medytacji. Kiedy jednak mistrz Tashi Ga wciąga Jana w rozmowy o życiu, zakonnik powoli przełamuje nieufność i niechęć.

Reklama

Ostatnio w serialu "Duch w dom" grał Pan ducha. Teraz w "Sile wyższej" - gwardiana zakonu franciszkanów, ojca Jana...

- "Siła wyższa" to zabawna historia z dobrym pomysłem reżyserowana przez Wojtka Adamczyka. Opowiada o tym, jak obok zakonu franciszkanów powstaje ośrodek buddyjski. Fakt ten jest przyczynkiem do obserwacji różnych twarzy, form i ekspresji naszej duchowości oraz tolerancji. A wszystko to w poświacie komediowej i w dobrym stylu. Zabawne sytuacje, błyskotliwe dialogi, solidna obsada. Powinno być dobrze.

Ma Pan na sobie kostium mnicha. Po raz pierwszy gra Pan w "sukience duchownej"?

- Tak (śmiech). To klasyczny habit franciszkański. Kostium bardzo wygodny, bo jednoczęściowy. Zbliża się lato, więc zobaczymy jak się będzie spisywał podczas upałów. Miejmy nadzieję, że mury klasztorne dadzą nam pewien chłód i wytchnienie w gorące dni. Realizowaliśmy już zdjęcia w refektarzu i celach, przed nami część plenerowa.

Jakim człowiekiem jest ojciec gwardian?

- To najstarszy przedstawiciel wspólnoty, przywódca duchowy w klasztorze. Człowiek starej daty, konserwatywny ponad miarę, patrzący jednak uważnym okiem na to, co dzieje się wokół.

Pana bohater w swej dobroci i wierności zasadom przypomina mi trochę Don Kichota...

- Może się on wydać człowiekiem niedzisiejszym, zapatrzonym w przeszłość. Nie wiem, czy staromodnym, ale z pewnością hermetycznym, przywiązanym do tradycji i wiary. Obecność dziwnych ludzi z ogolonymi głowami, patrzących z większą tolerancją i dystansem na sprawy tego świata, prowokuje bardzo ciekawe sytuacje. To kawałek bardzo mądrej, przenikliwej obserwacji.

Czy prywatnie zetknął się Pan w swoim życiu z filozofią buddyzmu?

- O buddyzmie wiem niewiele, tyle, co przeciętny, ciekawy innych religii i kultur człowiek. Będzie to więc mój pierwszy bliższy kontakt z mistrzem buddyzmu Tashi Ga, którego postać wziął w posiadanie Krzysztof Dracz (śmiech). Między nami dochodzić będzie do zabawnej wymiany zdań.

A jak Pana zdaniem jest z tą naszą polską duchowością i tolerancją?

- Bardzo różnie. Najlepiej na to pytanie odpowiedzieliby z pewnością socjolodzy. "Siła wyższa" też próbuje ten problem zdiagnozować i na swój sposób skomentować. Oczywiście, żadnej diagnozy postawić się nie da.

Bracia franciszkanie udzielają w murach klasztoru schronienia i "duchowych wskazówek" ludziom z zewnątrz. Grają ich aktorzy z Teatru Montownia. Jak układa się między Wami współpraca?

- Znamy się bardzo dobrze. Chłopcy z Montowni grają grupę cywili, którzy przyjeżdżają do klasztoru, aby odbyć swoiste duchowe rekolekcje - oderwać się od zgiełku tego świata, od stresu, który ten świat ludziom funduje. To zupełnie obce w klasztorze dusze. Zderzenie tych dwóch światów, świata świeckiego ze światem klasztornym, również powoduje zabawne sytuacje.

Jak cywile radzą sobie z rygorami, które obowiązują w klasztorze?

- Z trudem, ale próbują. Są zobowiązani do przywdziania habitów, leżenia krzyżem, postu. Asceza, wyrzeczenie się świeckich przyzwyczajeń i wygód, sprawia im niemały kłopot. Ludzie spoza murów przywykli do innego trybu życia, którzy znaleźli się w obcym dla siebie środowisku, to wdzięczne pole do obserwacji.

Po intensywnej pracy należy się relaks. Jak najchętniej Pan odpoczywa?

- Najchętniej nic nie robiąc (śmiech). Szukam schronienia w jakimś odosobnieniu, ciszy, na łonie przyrody.

Ale nie w klasztorze...?

- Póki co, jeszcze nie...

Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje