Reklama

The Sopranos

Rodzina Soprano

Ocena
serialu
8,1
Bardzo dobry
Ocen: 86
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Twardy facet o gołębim sercu

Legendarny amerykański aktor włoskiego pochodzenia zmarł 19 czerwca w nocy w Rzymie. Miał przerwę w pracy, czekał na zdjęcia na planie serialu "Criminal Justice". Dla nas na zawsze pozostanie capo di tutti i capi, Tonym Soprano.


Reklama

Grał na trąbce i saksofonie. Jako przymierający głodem student prowadził bar na Manhattanie. W jego żyłach płynęła włoska krew, temperament miał jednak bardzo angielski: - Lubię żyć powoli - mawiał już jako supergwiazda, zarabiająca milion dolarów za jeden odcinek "Rodziny Soprano" (1999-2007).

Mógł zostać muzykiem, ale wybrał aktorstwo. Po co? - Bo wygodniej mi w obcej skórze - przyznał po debiucie na Broadwayu w 1992 roku, w spektaklu "Tramwaj zwany pożądaniem". Pamiętamy go z filmów "Angie", "Ostatni bastion", "Prawdziwy romans", "Karmazynowy przypływ", "Meksykanin" oraz "Wszyscy ludzie króla".

Trzy razy spotkał się na planie z Denzelem Washingtonem, cztery razy wystąpił w produkcjach Tony’ego Scotta, pięć razy zagrał u boku Johna Travolty... Mógł umrzeć jako aktor znakomity, ale niewykorzystany. Umarł jako gwiazda "Rodziny Soprano" (trzy nagrody Emmy i Złoty Glob) - opowieści, która została okrzyknięta najlepszym serialem w historii telewizji.

Miał zaledwie 51 lat. W pokoju hotelowym w Rzymie znalazł go 13-letni syn Michael z pierwszego małżeństwa z Marcy Wudarski. To nie jedyne dziecko, które osierocił - zostawił również niespełna roczną córeczkę Liljanę ze związku z Deborah Lin. James Gandolfini czekał na rozpoczęcie prac nad kolejnym odcinkiem "Criminal Justie". Czuł się doskonale. Cichym, nieprzewidywalnym zabójcą okazał się atak serca.

"James to geniusz"

Gdy stacja HBO poinformowała o śmierci aktora, całe Hollywood na chwilę wstrzymało oddech. - To niemożliwe! Kochałam go jak brata, przyjaciela, jak męża - mówiła Edie Falco (serialowa żona Tony’ego). Twórca "Rodziny Soprano", David Chase, wyznał zaś: - Każdy, kto widział go w choćby najmniejszej roli, wiedział, że James to geniusz. Duża część tego geniuszu kryła się w jego smutnych oczach.

Gotowy na wszystko

Gandolfini potrafił zaskakiwać. Do roli w "Meksykaninie" schudł ponad 18 kg, lecz wracając na plan "Rodziny Soprano", znowu przytył: - Publiczność nie zaakceptowałaby chudego szefa mafii - śmiał się. Był człowiekiem skromnym. Nie potrafił zrozumieć pochwał, jakie na jego temat wygłaszano.

Niewiele miał w sobie z energicznego szefa mafii: - Tony Soprano to nie ja! Widzę siebie raczej jako 260-funtowego (ok. 118 kg) Woody Allena. Przepraszam, teraz już 295-funtowego (ok. 134 kg) - żartował. No dobrze, obaj urodzili się w New Jersey. Gandolfini dzielił ze "swoim" gangsterem również specyficzną melancholię, która dopadła go, gdy obserwował stado kaczek, odlatujących znad basenu. Soprano brał prozac, kochał, zdradzał i mordował. Gandolfini cieszył się życiem i małymi rzeczami, które wolał od tych wielkich. - Nadmiar mnie przeraża. Wolę stać z boku. Tam łatwiej o szczęście - mówił. 

MACIEJ MISIORNY  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje