Revolution

Ocena
serialu
7,5
Dobry
Ocen: 23
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

W USA skasowano 39 seriali!

Jak co roku, za oceanem polały się łzy twórców i fanów seriali. Stacje telewizyjne bezlitośnie zdziesiątkowały ramówkę przygotowując miejsce na premiery w nowym sezonie. Z jakimi tytułami musimy się pożegnać?


Reklama


Maj to najgorętszy i wyjątkowo nerwowy miesiąc w telewizyjnym świecie. W tym czasie prezesi stacji kablowych i ogólnodostępnych obmyślają strategię, zerkają na cyferki i podejmują drastyczne decyzje, co do przyszłości seriali, gdy tymczasem ich twórcy i gwiazdy trzymają kciuki w nadziei, że wrócą do pracy w kolejnym sezonie.

Z roku na rok majowe decyzje coraz bardziej przypominają rzeź niewiniątek, bo często ich ofiarą padają nowe produkcje. A jest z czego wybierać. Nie licząc starych wyg, jak np. "Mentalista", "Teoria wielkiego podrywu", "Castle" czy "Agenci NCIS", w sezonie 2013-2014 w amerykańskiej telewizji pojawiło się ponad 50 premierowych seriali.

Wiele z nich zapowiadało się bardzo ciekawie, tym bardziej, że obfitowały w przyciągające uwagę nazwiska. Walka w tym sezonie była zażarta, a decyzje brutalne. Hollywood liże rany, a my przedstawiamy wyniki.

Nietrafione nazwiska

Zaczniemy od tego, co znamy w Polsce. Pod nóż poszedł serial "Revolution", który powstał na zamówienie stacji NBC. Postapokaliptyczna produkcja miała być odpowiedzią na "The Walking Dead", który o mały włos wylądowałby w tej stacji, jak zdradził twórca Robert Kirkman. Ponoć szefowie chcieli czegoś w podobnym stylu, tylko bez zombie. Prawie się udało. "Revolution" J. J. Abramsa zdobył zagorzałych fanów, którzy nadal nie mogą pogodzić się z końcem serialu, m.in. piszą wiersze, zgłaszają petycje o przeniesienie do innej stacji w ramach ostatniej deski ratunku i wylewają swoje żale na Twitterze. 

Pod gilotyną wylądowała też opowieść o "Drakuli". Chociaż na starcie serial osiągnął lepsze wyniki niż "Hannibal", nie zdążył się zadomowić w NBC. Pomysł spóźniony o jakieś 2-3 lata, bo szał na wampirze przygody jednak nie jest nieśmiertelny. Nie pomógł powrót Jonathana Rhysa Meyersa, który na majowej imprezie u Goldie Hawn już chwalił się spoilerami na temat drugiej serii. Był grzeczny. Zgodził się na opiekuna trzymającego jego alkoholowe ciągoty w ryzach i poprosił o wstrzymanie wypłaty pełnej gaży aż do zakończenia zdjęć pierwszej serii. Nic to. Nie tylko Meyers zaliczył niezbyt udany powrót.

Josh Holloway też nie ma powodów do zadowolenia. "Intelligence", w którym grał agenta Gabriela z chipem umożliwiającym dostęp do sieci Internetowej, nie porwał widzów. Cybernetyczne zdolności głównego bohatera podane bardzo serio nie chwyciły, tak jak np. "Chuck". Szkoda. Mamy nadzieję, że Josh się nie zrazi i już przegląda kolejne scenariusze.

Zdecydowanie bardziej gorzką pigułkę do przełknięcia mają Robin Williams i Sarah Michelle Gellar z "Przereklamowanych" ("The Crazy Ones"). Chociaż stacja CBS nadawała komedię po hicie, jakim jest "Teoria wielkiego podrywu", nie udało się przyciągnąć widzów. Williams nuży, a Sarah już zgodziła się na grę w nowym sezonie "Zemsty".

Zaskoczeniem było też wykreślenie z ramówki NBC serialu "Stan kryzysowy". 13-odcinkowy dramat o porwaniu dzieci prominentnych mieszkańców Waszyngtonu zapowiadał się bardzo obiecująco, ale szybko zaczął tracić widownię. Nurkująca oglądalność przekreśliła szansę na kolejną serię. 

Gdzie tkwi problem?

Cóż, więcej nie znaczy jednak lepiej. Amerykańska widownia z jednej strony jest zachwycona dużym wyborem, a z drugiej coraz częściej skacze po kanałach w nadziei na znalezienie czegoś, co na dłużej przykuje uwagę. Pojawiła się fala krytyki, że producenci spieszą się z premierami, scenariusze są niedopracowane, a po kilku odcinkach okazuje się, że twórcom chyba za szybko skończyły się pomysły.

Stare przepisy na dobry serial przestały zdawać egzamin. Producenci zachodzą w głowę, co zrobić, by widzowie nie mogli się doczekać kolejnego odcinka. Paul Lee, szef grupy ABC przyznaje, że nadal decydują wyniki oglądalności, ale ich mierzenie nastręcza więcej kłopotów niż kiedyś. Upowszechnienie nagrywarek w dekoderach i rosnąca popularność internetowych wypożyczalni video utrudnia zbieranie danych.

- Problem w tym, że wyniki z nagrywarek DVR dostajemy z opóźnieniem i czasem okazuje się, że jakiś serial zdobył ogromną popularność, kiedy jest już za późno - mówi Lee.

Stacje telewizyjne stawiają na gwiazdy, ale wolą zainwestować w krótsze, jednosezonowe projekty w koprodukcji z zagranicznymi producentami. Brzmi to obiecująco. Może rzeczywiście lepiej obejrzeć dobrą i krótszą historię, niż taką, gdzie w kilkudziesięciu odcinkach wątki mnożą się w zastraszającym tempie? Czas zweryfikuje te pomysły.

Prezentujemy listę tytułów, które w tym roku nie miały szczęścia:


Sprawdźcie, czy wśród nich znajdują się seriale, które są bliskie waszemu sercu.


1. "Revolution"
2. "Drakula"
3. "Przereklamowani"

4. "Intelligence"
5. "Stan kryzysowy"

6. "Believe"
7. "Community"
8. "Growing Up Fisher"
9. "Ironside"
10. "The Michael J. Fox Show’
11. "Sean Saves The World"
12. "Welcome To The Family"
13. "Almost Human"
14. "Dads"
15. "Enlisted"
16. "Rake"
17. "Surviving Jack"
18. "Back In The Game"

19. "Betrayal"
20. "Killer Women"
21. "Lucky 7"
22. "Zagadki umysłu"
23. "Mixology"
24. "The Neighbors"
25. "Podmiejski czyściec"

26. "Super Fun Night"
27. "Żona na pokaz"
28. "Bad Teacher"
29. "Friends With Better..."
30. "Hostages"
31. "We Are The Men"
32. "Breaking Pointe"
33. "Dawno, dawno temu"
34. "Star-Crossed"

35. "Tomorrow People"
36. "The Assets"
37. "Murder Police"
38. "Pamiętniki Carrie"
39. "Dorastająca nadzieja"

nex

Dowiedz się więcej na temat: Revolution

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje