Reklama

Joanna Brodzik była więźniem we własnym domu!

Joanna Brodzik, którą wkrótce będziemy oglądać z nowym serialu TVN "Receptura", twierdzi, że zamknięcie w domu z powodu pandemii można porównać do "uwięzienia", jakiego doświadczyła, gdy na świat przyszli jej synowie i musiała - to jej słowa - skoncentrować się na wyprowadzeniu chłopców z wcześniactwa.


Joanna Brodzik nie kryje, że przez pierwszy rok życia jej synów - dziś już 13-letnich bliźniaków Jana i Franciszka - była praktycznie uwięziona w domu. Aktorka twierdzi, że pozwoliło jej to... spokojnie przeżyć spowodowany pandemią lockdown.

- Pewnie znacznie trudniej bym przez niego (lockdown - przypis red.) przeszła, gdybym nie miała za sobą doświadczenia pierwszych trzech lat z moimi synami, a szczególnie kluczowego pierwszego roku, kiedy cała uwaga skoncentrowana musiała być na tym, żeby chłopców wyprowadzić z wcześniactwa - powiedziała w wywiadzie dla "Zwierciadła" i dodała, że aby opiekować się urodzonymi przed terminem bliźniakami musiała cały czas być w domu, a wszystkie inne aktywności zredukować do czynności niezbędnych.

Reklama

Gwiazda mazurskiej sagi "Nad rozlewiskiem" mówi, że uwięzienie w domu - na długo przed wybuchem pandemii - miała... oswojone.

- Znałam już ten stan "dnia świstaka", w którym rytm wyznacza liczba skłonów przy pralce i zmywarce. Z tą różnicą, że teraz zamiast przewijać i karmić, noszę i wynoszę talerze z zaciemnionych pokojów, w których świecą dwa komputery - mówi.

Joanna Brodzik przyznaje, że liczy na to, iż już wkrótce jej życie - i życie wszystkich ludzi - wróci do normalności. Aktorka jest przekonana, że dzięki szczepionce (sama przyjęła już pierwszą dawkę) covidowy czas wkrótce się skończy...

Odtwórczyni roli Kasi w niezapomnianym sitcomie "Kasia i Tomek" nie wstydzi się mówić, że doświadczenie sprzed lat, kiedy zajmowała się dziećmi, tak bardzo przyda się jej do przejścia tego, co w ciągu ostatniego roku było udziałem nas wszystkich.

- Tamto doświadczenie mnie na tyle zahartowało, że potrafiłam teraz przejść w tryb trochę automatyczny, w rodzaj medytacji ruchu, która pozwala wykonywać te same czynności i nie wiedzieć, czy jest środa, czy sierpień... - powiedziała w swym ostatnim wywiadzie.

Joanna Brodzik ma wrażenie, że do czasu pandemii jej rzeczywistość była - to jej określenie - "pozytywnie odkształcona", bo ludzie ciągle się do niej uśmiechali, bo rozpoznawali ją, gdziekolwiek się pojawiała... Dziś ogromną przyjemność sprawia jej, gdy ktoś poznaje ją po głosie albo po oczach, bo tylko ich przez ostatnich kilkanaście miesięcy nie zasłaniała maseczką.

- Z wielką radością zdejmę tę maseczkę i będę znowu mogła wymieniać z ludźmi energię - twierdzi.

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje