Reklama

Ranczo

Ocena
serialu
9,8
Super
Ocen: 26726
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Ostatnia rola Pawła Królikowskiego. Zagrał u boku syna

30 października ubiegłego roku Paweł Królikowski po raz ostatni zjawił się na planie "Ojca Mateusza", by wcielić się w Pawła Winklera - ekscentrycznego kucharza i restauratora, który zawrócił w głowie Natalii (Kinga Preis). Wkrótce potem aktor trafił do szpitala, gdzie przeszedł operację, po której już nigdy się nie obudził. Ostatni odcinek "Ojca Mateusza" z udziałem zmarłego 27 lutego aktora TVP1 wyemituje 19 marca.

Tej wiosny telewidzowie zobaczą również zmarłego 27 lutego aktora w dwóch premierowych odcinkach "W rytmie serca" (jako Bogusława Horosiewicza - ojca granej przez Barbarę Kurdej-Szatan Marii Biernackiej), ale zdjęcia do serialu Telewizji Polsat zostały zrealizowane kilka tygodni wcześniej niż zdjęcia do 4. odcinka 23. serii "Ojca Mateusza". Rola Pawła Winklera to pożegnanie nieodżałowanego aktora z fanami, którzy od lat podziwiali jego talent, charyzmę i niezwykłą osobowość.

Reklama

W serialu "W rytmie serca" aktor zagrał u boku swojego syna - Antoniego Królikowskiego. Według nieoficjalnych doniesień postać Pawła Królikowskiego miała zagościć w produkcji na dłużej. Niestety choroba aktora miała mu uniemożliwić pracę na planie. 

Królikowski 10 lat temu pracowali razem nad etiudą reżyserowaną przez Antka. Grał "Nie cierpię grać takich ról, ale specjalnie nie miałem wyjścia. To było raczej polecenie: - Masz zagrać!" - wspominał później z uśmiechem. 

W 4. odcinku 23. serii "Ojca Mateusza" (emisja w czwartek 19 marca o godzinie 20.35 w TVP1) Winkler zaprosi Natalię na spacer po lesie połączony z wykładem o dziko rosnących roślinach, które nadają się do jedzenia.

- Boję się, że oblezą mnie tu jakieś robale - westchnie Natalia, po czym doda, by udobruchać Pawła, że jest pod wielkim wrażeniem jego wiedzy. W tym samym czasie na plebanii Pluskwa (Eryk Lubos) będzie szaleć z zazdrości. Wprost zapyta Mateusza (Artur Żmijewski), czy Natalia i Winkler są parą. Ksiądz uspokoi go, że - przynajmniej na razie - nie ma się czym martwić.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje