Reklama

Ranczo

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 22618
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Nigdy nie zagra amanta

​W przebraniu sierżanta zatrzymywał rozpędzone samochody. Jako strażnik więzienny dostarczał grypsy przestępcom. Zdarzyło mu się nawet chodzić w sukni ślubnej. - Gdyby nie aktorstwo, nigdy nie przeżyłbym takich sytuacji - mówi Bogdan Kalus.



Zawsze chciał Pan być aktorem?

Reklama

- Na pewno chciałem robić coś innego niż większość rówieśników, miałem dużo pomysłów na życie. W szkole muzycznej założyłem zespół rockowy, grałem w nim na perkusji. Byłem spikerem na stadionie swojego ukochanego Ruchu Chorzów, a z przyjaciółmi założyłem w Katowicach prywatny teatr Kortez. Pod koniec lat osiemdziesiątych występowałem również z Kabaretem Długi i Marcinem Dańcem.

Wyjazd do stolicy był dla Pana zaskoczeniem?

- Nie sądziłem, że zamieszkam na stałe w Warszawie, w której żyję już prawie dziesięć lat. Kiedy człowiek dobiega do pewnego wieku, staje się bardziej umiarkowany i ostrożny. Przez długi czas pracowałem na Śląsku w serialu "Święta wojna", ale dopiero propozycja zagrania w "Dziupli Cezara" sprawiła, że wynająłem mieszkanie w stolicy. Niemożliwością byłoby dojeżdżać codziennie z Chorzowa do Warszawy.

Często wraca Pan w rodzinne strony?

- Chciałbym częściej, niestety brak czasu nie pozwala. Mam tam ulubiony pub, cichy i przytulny. Czuję się dobrze mogąc pozostać anonimowym, zwykłym facetem. Kiedy będę kupował auto lub wyjeżdżał na zagraniczną wycieczkę media z pewnością się o tym nie dowiedzą. Uprzedzając pytanie: mam wygodny i ekonomiczny samochód, gdyż ciągle jestem w trasie. Jeżdżę po całym kraju ze spektaklem "Smak Mamrota".

Przypuśćmy, że nie opuszcza Pan Śląska, a rolę Hadziuka dostaje ktoś inny...

- To prawda, praca w tym serialu sprawiła, że stałem się bardziej rozpoznawalny. Wielu widzów może się z Hadziukiem utożsamiać, to bardzo sympatyczna postać. Taki "swój chłop". Zresztą większość bohaterów, których przyszło mi grać, to pozytywni goście. 

Nie chciałby Pan zagrać kogoś innego?

- Czasami marzy mi się, aby zostać czarnym charakterem, bo wesoły pijak, jakim byłem choćby w "Halo Hans!", w końcu może się przejeść. Ale raczej na pewno nie pojawię się w roli amanta, bo moja fizjonomia na to nie pozwala.

Nie żałuje Pan, że na głębsze wody wypłynął Pan dopiero w dojrzałym wieku?

- Nie. Uważam, że wszystko ma swój czas.

Znajduje Pan czas choćby na krótki odpoczynek?

- Bardzo rzadko. Czasami w wolnych chwilach ze swoim dobrym sąsiadem Grześkiem Wonsem gram w bilard w osiedlowym klubie. Stosujemy sprawdzoną metodę Winstona Churchilla, który najbardziej lubił ten rodzaj sportu, przy którym można było skosztować szklaneczki pierwszorzędnego alkoholu...


Rozmawiał Artur Krasicki

Dowiedz się więcej na temat: Ranczo | seriale | Bogdan Kalus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje