Przyjaciółki

Ocena
serialu
9,4
Super
Ocen: 4434
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Przyjaciółki": Nie lubię bufonów

W serialu „Przyjaciółki” nie grał dotąd zbyt wiernego męża. Widzowie jednak lubią Pawła Strzeleckiego. Może dlatego, że aktor prywatnie jest troskliwym ojcem, bardzo zakochany w swojej żonie.

Przed nami 9. sezon "Przyjaciółek". W finale ósmego Paweł oświadczył się Ance i... został przyjęty. Czy czeka ich sielanka?

Reklama

- To małżeństwo z problemami. Paweł to kawał egoisty, ale kocha swoje dzieci i w końcu zrozumiał, że kocha żonę. Anka dała mu szansę. Teraz będzie się starał nie dopuścić swojej natury do głosu, ale... przed nimi ostre zakręty i zawirowania. To pewne. Na sielankę trzeba zapracować.

Z Magdą Stużyńską łączy pana poczucie humoru. Pan jest zaprzyjaźniony z Paranienormalnymi, a Magda to żeński głos w Kabarecie Moralnego Niepokoju. Ma to wpływ na waszą pracę na planie?

- Tak. Magda ma podobne spojrzenie na wiele zawodowych spraw, no i jej poczucie humoru! Uwielbiam. Niestety, to często sprawia, że mam problem, żeby się nie śmiać w trakcie ujęcia. Są takie nagrania, które nie wyszły przez śmiech. Na jednym z nich próbuję rozpocząć scenę kilkanaście razy, ale widok Magdy krojącej marchewkę mnie tak rozśmieszał, że nie wyszło. Magda to wielki talent i przykład aktorki etycznej oraz profesjonalnej w każdym calu.

Niekontrolowany śmiech nie przeszkadza na planie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo". Nie wierzyłam w powodzenie tego programu, tymczasem jest znakomity!

- Nie ma takich produkcji, gdzie rola byłaby tak kreacyjna jak w tym programie. Zmiana płci, rasy, wieku, czasem wszystkiego na raz. Nasza edycja jest najlepiej realizowaną na świecie. Uwielbiam ten program i cieszę się,
że pozostałem w nim jako juror.

Amerykański aktor Mark Harmon opowiadał mi, że podczas wyjazdu na narty w małej miejscowości alpejskiej szedł ulicą i trochę był zaskoczony, że nikt nie patrzył na niego. Jego żona, która szła za nim, powiedziała potem, że wszyscy, którzy go mijali, zaraz się za nim oglądali. Ciekawa jestem, jak ludzie reagują na pana w sklepie czy na ulicy. Uśmiechają się czy raczej udają, że nie poznają?

- To zabawne, bo ja lubię iść kilka kroków za moją żoną (Tamara Arciuch). Patrzę, jak ludzie się za nią oglądają. Najzabawniej jest, gdy idą razem z Bartkiem Opanią, kiedy jesteśmy w podróży z "Pod niemieckimi łóżkami". Wtedy czasem cofają się i mijają ich jeszcze raz! A kiedy poznają? Najczęściej jest to uśmiech. I to jest przyjemne, kiedy można go odwzajemnić. Dziwne może, ale ja nie czuję, że mam fanów. Mam widownię, którą spotykam jeżdżąc po Polsce i te spotkania zawsze są zaskakujące.

Wydaje mi się, że cechuje pana duży dystans do siebie. Czy rzeczywiście tak jest? A jeśli tak, to jak osiąga się taki stan ducha pracując w show-biznesie?

- Nie oceniam siebie zbyt poważnie. Inaczej jest z pracą. Jej nie traktuję z dystansem. Zbyt poważne traktowanie siebie prowadzi do niezamierzonej śmieszności, ja nie lubię bufonów i nie zamierzam być jednym z nich. Poza tym lubię swoją widownię, a kiedy kogoś się lubi, lubi się też jego uśmiech.

Rozmawiała MARZENA JURACZKO

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje