Reklama

Prosto w serce

Ocena
serialu
7,5
Dobry
Ocen: 1262
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Skończenie pozytywny bohater

Rola Marka Dobrzańskiego w "BrzydUli" przyniosła mu wielką popularność i Telekamerę "Tele Tygodnia". Czy Filip Bobek jest gotowy na kolejną odsłonę "bobkomanii", którą może wywołać telenowela "Prosto w serce"?

- Nie spodziewałem się, że dostanę Telekamerę. Zdaję sobie sprawę, że ta statuetka bardzo szybko do mnie trafiła. Doceniam to i serdecznie dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali. Jeśli jeszcze kiedyś dostanę Telekamerę będzie mi niezmiernie miło - mówił Filip po gali w 2010 roku. Teraz znów wciela się w amanta w telenoweli "Prosto w serce". Czy ta rola odnowi jego sławę wśród pań, jaką zyskał kreacją Marka w "BrzydUli"?

Reklama

W "Prosto w serce" Filip Bobek gra 30-letniego Artura Sagowskiego. Jest prezesem firmy Sagowski Development, a jednocześnie wybitnym kierowcą rajdowym. Od czterech lat wdowiec, a od dwóch - narzeczony Konstancji Grylak - w tej roli oglądamy Małgorzatę Sochę.

Sukcesy sportowe i odziedziczony majątek sprawiły, że Artur jest celebrytą. Każdy jego ruch śledzi prasa. Kolorowe czasopisma publikują jego zdjęcia, rubryki towarzyskie odnotowują wydarzenia, które zaszczycił swoją obecnością, a portale plotkarskie dywagują na temat daty jego ślubu z Konstancją.

Niespodziewane spotkanie z zadziorną bokserką Moniką Milewską (Anna Mucha) wywróciło jednak jego dotychczasowe życie do góry nogami.

Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że bohaterowie grani przez Filipa Bobka w "BrzydUli" i w "Prosto w serce" są do siebie bardzo podobni. Także sam aktor zauważa to podobieństwo.

- Stworzenie widocznej różnicy między tymi dwoma bohaterami nie jest łatwe, ponieważ oni nie różnią się od siebie jakoś drastycznie. Staram się jednak wkładać dużo pracy, aby postać Artura Sagowskiego była zupełnie inna. Sam jestem ciekawy, jak mi wyjdzie. Mam nadzieję, że efekt będzie zadowalający - powiedział aktor jeszcze przed premierą serialu.

Jak na razie serial z Anną Muchą i Filipem Bobkiem odnosi sukcesy - w ubiegłym tygodniu (17 - 23 stycznia) "Prosto w serce" oglądało 2.72 mln, co pozwoliło telenoweli utrzymać 10. miejsce w serialowym rankingu oglądalności.

Trzeba jednak zaznaczyć, że "Prosto w serce", które jest adaptacją argentyńskiej produkcji "Sos mi vida", cieszy się odrobinę mniejszą popularnością niż poprzedniczka tego serialu - "Majka".

Jak, po trzech tygodniach emisji serialu, Filip Bobek ocenia swoją, znów wzrastającą, popularność i rozpoznawalność?

Plotkuje się, że masz już zapewnione miejsce na liście uczestników kolejnej edycji "Tańca z Gwiazdami"...

- Plotkę muszę zdementować. Przez najbliższy rok praktycznie codziennie będę pojawiał się na planie "Prosto w serce", więc nawet nie myślę o braniu udziału w innych projektach. Zresztą lubię przykładać się do wszystkiego, w czym uczestniczę, dlatego występy w "TzG" są tym bardziej niemożliwe.

Pracując na planie "BrzydUli" nie mogłeś narzekać na brak zainteresowania ze strony widzów. Jesteś przygotowany na kolejną falę "bobkomanii"?

- Podejrzewam, że wiem, czego mogę się spodziewać, bo - jak sama zauważyłaś - dzięki roli Marka Dobrzańskiego stałem się aktorem rozpoznawalnym. To wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z objawami tzw. popularności. Prawda jest jednak taka, że nikt nie daje gwarancji, że odbiór "Prosto w serce" będzie podobny do odbioru "BrzydUli". Mamy nadzieję, że publiczność przyjmie nasz projekt z sympatią i uznaniem.

W postać Artura Sagowskiego wcielasz się już od kilku miesięcy. Myślisz, że poznałeś go do szpiku kości?

- Z każdym odcinkiem poznaję go coraz lepiej. Nie mogę jednak powiedzieć, że znam go do szpiku kości z prostego powodu: nie przeczytałem wszystkich scenariuszy, bo nie zostały jeszcze napisane. Jedyne, co mnie bardzo uderza w Arturze, to fakt, że jest skończenie pozytywnym bohaterem. Jego dobroć zaskakuje mnie na każdym kroku. Wydaje mi się czasami mało autentyczny, bo nie wierzę, aby takich ludzi jak on można było spotkać w prawdziwym życiu.

Wielu aktorów jest zdania, że granie postaci pozytywnej jest nudne...

- W przypadku "Prosto w serce" mój bohater w ogóle mnie nie nudzi. Nie opuszcza mnie jednak wrażenie, że na jego miejscu wielokrotnie postąpiłbym zupełnie inaczej. Przede wszystkim nie podchodziłbym do pewnych spraw tak naiwnie, wierząc, że otaczający nas świat jest nieskazitelnie prawy.

Krąży opinia, że z chłopca, jakim byłeś w "BrzydUli", przeistoczyłeś się w mężczyznę. Ty także zauważyłeś tę przemianę?

- Myślę, że w tym przypadku duże znaczenie ma broda, którą noszę jako postać. Postarza mnie i dodaje z 10 kg więcej. Prawdę mówiąc, zapomniałem już, jak wyglądam bez niej. I wciąż śmieszy mnie moje odbicie w lustrze. Bo widzę dorosłego faceta z chochlikami w oczach. Obiecałem sobie jednak, że jak tylko będę miał wolne, zgolę brodę. Choć pasuje ona idealnie do Artura Sagowskiego, to Filip Bobek ma ochotę nieco od niej odpocząć.

Z Filipem Bobkiem rozmawiała Róża Turok.



Najnowszy numer "Świata Seriali" na rynku już 31 stycznia.

68. gala rozdania Złotych Globów - "Glee" zdobywa trzy statuetki i nokautuje konkurencję!

"M jak miłość":Szymon powoduje wypadek, w którym poszkodowana jest Ewa. Ojciec dziewczyny grozi mu procesem.

Reklama

"Prosto w serce": Robert i Rafał proszą Konstancję, by pomogła im w porwaniu Hani. Kobieta decyduje się wziąć udział w intrydze.

"Plebania": Rozwód Irki i Jurka jest przesądzony. Tosiek wprowadza się do Edyty. Razem zastanawiają, jaką płeć będzie miało ich dziecko.

Bollywood jest trendy, czyli jak indyjski brat bliźniak Hollywood zdobywa serca widzów.

Zwroty akcji - "Szpilki na Giewoncie: Co łączy Ewę z Jędrkiem Skorupą?

Spoiler - House i Cuddy spędzają razem noc!

Dowiedz się więcej na temat: Filip Bobek | BrzydUla | Prosto w serce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje