Reklama

Polsat Viasat: Seriale

Ocena
serialu
6,5
Niezły
Ocen: 4
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Polsat Viasat History: Jakie historie mogą opowiedzieć nam najdziwniejsze przedmioty?

"Najdziwniejsze przedmioty" to dziesięcioodcinkowy serial, który zadebiutuje na antenie Polsat Viasat History 19 kwietnia o 20:00. Program za pomocą niespotykanej dotąd techniki bada tajemnicze, często dziwaczne skarby przechowywane w muzeach, laboratoriach i magazynach. Dzięki najnowszym technologiom modelowania 3D, możemy rozłożyć je na czynniki pierwsze, dostrzec najmniejsze szczegóły, odbudować zagubione lub zniszczone artefakty, aby odkryć ich tajemnice, których wcześniej nie udało się poznać. Poniżej przedstawiamy niektóre z tajemniczych skarbów.

Czy to możliwe, aby 500-letnia metalowa proteza ręki była działającym automatycznym urządzeniem?

W jednej z gablot w niemieckim zamku Jagsthausen można znaleźć coś naprawdę niezwykłego - przedmiot, który na pierwszy rzut oka wygląda jak metalowa rękawica, ale jest prawdziwym cudem techniki.

Nowoczesne technologie obrazowania pozwoliły naukowcom zobaczyć, że ten 500-letni artefakt jest w rzeczywistości wyrafinowanym automatycznym ramieniem, wewnątrz którego znajduje się skomplikowana mechaniczna konstrukcja z gwoździ i sprężyn. Jego niegdysiejszy właściciel chwalił się, że dzięki niemu może władać mieczem. Ale czy mówił prawdę?

Reklama

Götz Berlichingen (urodzony w 1480 roku) był średniowiecznym rycerzem, któremu kula armatnia urwała prawą rękę. Protezy w tamtych czasach nie były zbyt rozpowszechnione, a zamiast haka, Götz chciał mieć sprawną, metalową rękę.

Technologia 3D pozwoliła na rekonstrukcję mechanizmu automatycznej kończyny - dzięki umieszczonemu wewnątrz systemowi zapadkowo-zatrzaskowemu palce mechanicznej dłoni zaciskały się jak kajdanki, a chwyt można było zwolnić naciskając przycisk. Götz mówił więc prawdę: posiadał sprawną metalową rękę, której konstrukcja wyprzedzała swoją epokę.

Czy to możliwe, że ważąca prawie pół tony bomba z okresu II wojny światowej była sterowana przez gołębie?

W Narodowym Muzeum Historii Amerykańskiej w Waszyngtonie można znaleźć korpus bomby z czasów II wojny światowej. Z przodu znajdują się malutkie okienka dla malutkich pilotów. Ta bomba była sterowana przez... gołębie. Jak to możliwe? Dzięki technice 3D udało się zrekonstruować również
i ten mechanizm.

Tylko jeden procent wszystkich bomb zrzuconych w czasie II wojny światowej trafił w cel. Uznano, że trzeba zwiększyć tę liczbę. Naukowcy zaczęli pracować nad precyzyjnie naprowadzanymi bombami lotniczymi i podczas gdy Niemcy eksperymentowali z rozwiązaniami opartymi na radiu, Amerykanie zaczęli pracować nad czymś znacznie bardziej surrealistycznym - pociskiem kierowanym przez... gołębie.

Wiadomo, że ptaki te posiadają niesamowity instynkt samonaprowadzania, który pomaga im wrócić do domu, a ponadto są łatwe w tresurze. System działał w następujący sposób: ptak znajdujący się z przodu bomby miał przed sobą ekran, na którym widać było cel.

Gołąb był szkolony, by dziobać dokładnie w ten punkt ekranu, do którego chce dolecieć, tak aby system naprowadzania mógł namierzyć cel. Każda bomba miała trzy gołębie, tak dla pewności - nawet dzisiejsze nowoczesne systemy lotnicze stosują tę samą metodę. Tylko teraz nie korzysta się z pomocy ptaków, ale z trzech oddzielnych systemów nawigacyjnych po to, aby w przypadku pojawienia się problemów w jednym z nich, samolot nie był zagrożony.

Czy to możliwe, że na ścianie świątyni sprzed trzech tysięcy lat wyryty jest helikopter?
W odległości około 400 kilometrów od Kairu znajdują się ruiny świątyni, która została zbudowana trzy tysiące lat temu. Świątynia wzniesiona była ku czci Ozyrysa, a na jednej z jej ścian wyryty jest wizerunek obiektu, który bez wątpienia przypomina helikopter - z wirnikami, zgrabną sylwetką i ogonem. Co więcej, nie jest to odosobniony przypadek: 90 kilometrów dalej, w świątyni Hathor w Denderze, na ścianie widnieje obraz przypominający żarówkę.

Oba hieroglify podsyciły szalone teorie dotyczące kosmitów i podróży w czasie, ale eksperci są przekonani, że wyjaśnienie jest o wiele bardziej prozaiczne. Starożytni Egipcjanie nie byli bowiem w stanie skonstruować ani helikopterów, ani żarówek, ponieważ brakowało im zarówno potrzebnej wiedzy dotyczącej aerodynamiki, jak i umiejętności dmuchania szkła, nie wspominając już o poważnym braku energii elektrycznej.

Współczesna technika obrazowania przyniosła rozczarowująco banalne rozwiązanie zagadki helikoptera - glify zostały zamówione przez Setiego I, ale tę ścianę kazał ponownie otynkować i pomalować jego syn, Ramzes II. Ta warstwa tynku później odpadła, więc helikopter to tak naprawdę hieroglify umieszczone jeden na drugim. Podobnie wytłumaczono powstanie tajemniczej żarówki - jest ona tylko symbolem religijnym. Jej żarnik ma być wężem, a to, co mogłoby być postrzegane jako szklana bańka, jest tak naprawdę przedstawieniem kopuły nieba.

Nowoczesne technologie potrafią czasem udzielić nam najprostszej odpowiedzi na najbardziej szalone teorie i zawiłe zagadki.

Mierzący około pięć centymetrów sześcian, który miał pomóc wygrać Hitlerowi wojnę, urządzenie meteorologiczne potrafiące przewidzieć pogodę za pomocą pijawek wysysających krew, a może krzycząca mumia? W programie "Najdziwniejsze przedmioty" na kanale Polsat Viasat History wszystko jest możliwe, ale też na wszystkie, nawet najdziwniejsze pytania znajdą się odpowiedzi. Premiera 19 kwietnia o 20:00, emisja kolejnych odcinków od poniedziałku do piątku o 20:00.

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy