Pod powierzchnią

Ocena
serialu
9,4
Super
Ocen: 251
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Pod powierzchnią": Tu kryją się emocje

Nowy, siedmioodcinkowy serial TVN to przede wszystkim wulkan przeróżnych uczuć. Na pewno nie pozostawi widza obojętnym. Zapowiada się naprawdę nieźle.

To już druga nowość tej jesieni, którą TVN pragnie przyciągnąć "świadomego widza". Jak podkreślają na każdym kroku władze stacji, ale też sami aktorzy i twórcy, polskie seriale wyrównały poziom amerykańskiej konkurencji i są kierowane do widza inteligentnego, dając mu coś więcej niż tylko chwile "odmóżdżającej" rozrywki.

Uwaga, spoilery!

Reklama

Fabuła wydaje się prosta: Szkoła, uczniowie i nauczyciele oraz ich problemy, zacieśniający się intrygujący czworokąt, a nawet... heptagram!

Dyrektor Bartek (Bartłomiej Topa) i jego żona polonistka Marta (Magdalena Boczarska) stracili dwa lata temu synka (dziecko zaginęło nad Wisłą, ale nie znaleziono jego ciała). On otrząsnął się po stracie, ona nie umie dalej żyć, wegetuje, półprzytomna od leków. Jednak splot zdarzeń wybudza ją z letargu i ponownie prowadzi w szkolne mury. Marta zaczyna walkę o siebie i swoje małżeństwo. Nie jest to łatwe, bo Bartek, choć bardzo ją kocha, czuje się samotny i odepchnięty, dlatego lgnie do zagubionej i nieumiejącej porozumieć się z ojcem nastolatki Oli (Maria Kowalska) i wplątuje się z nią w romans. Ojciec dziewczyny, także nauczyciel, Maciek (Łukasz Simlat), to kolega Bartka, dla uczniów - świetny kumpel i autorytet, dla swojej własnej córki - wróg. Miota się i próbuje ułożyć sobie relacje z nastolatką, jednocześnie borykając się z nachalnymi zalotami jednej z uczennic i seksualną relacją z jej matką.

Losy czworga bohaterów splatają się już w pierwszym odcinku, jednak mają zostać zacieśnione przez... zbrodnię. Zapowiada się więc jeszcze bardziej interesująco. Choć już od pierwszych minut kipi od emocji, a widz jest wsadzony do rollercoastera, który raz ściąga w dół i ściska za gardło bolesnymi wyznaniami serialowej Marty, innym zaś razem intryguje niebezpiecznym, ale pociągającym uczuciem mężczyzny w średnim wieku i młodej uczennicy.

TVN znów postawił na pozawarszawską lokację, Płock bardzo dobrze wygląda w kamerze, Wisła w tamtych rejonach wydaje się bardziej dzika i skrywająca drugie dno. Efekt tajemniczości podbijają zdjęcia i kolory, serial jest jakby nienasycony barwami, lekko szary, jak przyroda dopiero budząca się do życia po zimie (choć mamy wrzesień; jednak ja odbieram ten zabieg jako metaforę przemiany Marty).

W "Pod powierzchnią" kolejny raz (po Mariannie Kowalewskiej w "Pułapce") mamy do czynienia z powierzeniem jednej z głównych ról debiutantce - Marii Kowalskiej. Wydaje mi się, że to znów strzał w dziesiątkę i miło będzie obserwować jej rozwój na ekranie. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o znakomicie dobranej obsadzie: Boczarska, Topa, Simlat, Bułhak, Chabior... To nie przypadek, że grono tak znamienitych aktorów zgodziło się wziąć udział w produkcji, którą firmuje swoim nazwiskiem Borys Lankosz.

Jak powiedział Bartłomiej Topa, serial jest siedmiogodzinnym filmem, podzielonym tylko i wyłącznie ze względu na długi czas trwania. Dlatego oceny podejmę się dopiero po "lekturze" całości. A wam radzę zanurkować w niedzielę do TVN i na własnej skórze przekonać się, co kryje się pod powierzchnią.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje