Plebania

Ocena
serialu
8,2
Bardzo dobry
Ocen: 413
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Grzybowa szyła dla księżnej

Cała Polska zna ją przede wszystkim jako Zofię Grzybową, wybuchową, kłótliwą i wpływową mieszkankę Tulczyna z telenoweli "Plebania" w TVP 1. Tymczasem Barbara Zielińska w swoim dorobku ma blisko 50 ról i epizodów w filmach oraz serialach.

Mało kto wie, że aktorka, przed laty - żeby zarobić na mieszkanie w Warszawie - zatrudniła się w renomowanej pracowni krawieckiej w Londynie. Szyła suknie dla księżnej Sary Ferguson i bogatych Arabek.

Reklama

Seriale "Plebania" i "Samo życie", w których możemy panią oglądać, dawno przekroczyły granicę tysiąca odcinków. Zaczyna się pani specjalizować w "tysiącznikach"?

Barbara Zielińska: (śmiech) Najpierw zagrałam w "Plebanii". Nie myśleliśmy o tym, że dojdziemy do tysięcznego odcinka. Wszystkim się wydawało, że jak nam stuknie pięćsetny, to będziemy szczęśliwi. Udało się zagrać tysięczny i teraz mamy nadzieję, że uda nam się osiągnąć liczbę 1500, a nawet 2000. Podobnie udało się z "Samym Życiem".

W "Plebanii", czy też poprawniej "na plebanii", spędziła pani ładny kawałek życia. Ogląda się pani wstecz, jak to było na początku?

Barbara Zielińska: To na pewno szmat czasu… Myślę, że przez ten okres udało mi się zżyć z graną przeze mnie postacią, znaleźć do niej wszystkie ścieżki. Mam porównanie, bo niedawno oglądałam powtórki pierwszych odcinków. Minęło tyle lat, a ja jakoś nie nudzę się z Zosią Grzyb. Spędzam z nią dużo czasu, bo oprócz tego, że gram ją przed kamerą, wcześniej muszę nauczyć się tekstu i przygotować wszystkie sceny.

Każda kamienica i wioska ma swoją Grzybową. To pewien typ. Ale fachowcy mówią, że by stworzyć typ, trzeba zagrać postać. Jak pani o niej myślała?

Barbara Zielińska: Na początku miałam tylko jej ogólny zarys. Nie wiedziałam, że Grzybowa przez tyle lat pozostanie w serialu. Scenarzyści szukali jakiejś drogi do stworzenia tej postaci, a ja ze swojej strony dołożyłam trochę z obserwacji różnych ludzi i dodałam swój temperament. To jest praca zespołowa. Myślę, że udało się nam stworzyć wyrazistą postać. Grzybowa to osoba z temperamentem, kłótliwa, ma jakieś przedziwne pomysły, które życie szczęśliwie weryfikuje. Jak przyjrzałam się jej poczynaniom przez te wszystkie lata, to wychodzi na to, że Grzybowa - na szczęście - nie zrobiła nikomu niczego złego. Wszystko, co wymyśla, obraca się przeciwko niej. Cieszę się, że to nie jest potwór.

A jak panią odbierają ludzie z ulicy, którzy często utożsamiają aktorów z granymi postaciami?

Barbara Zielińska: Gdy dowiedziałam się, że mam grać taką okropną babę, trochę się przestraszyłam. Rzeczywiście, ludzie różnie reagują, często utożsamiając nas z granymi postaciami. Ale okazało się, że polubili Zosię. Odbierają ją z humorem. Czasem słyszę: "Oj, pani Zosiu, ale pani narozrabiała!" Raz tylko jeden pan powiedział, że jakby miał taką żonę, to by ją wyrzucił z domu. Najczęściej jednak traktują mnie jak osobę z sąsiedztwa. Na przykład zaczepiają mnie na ulicy i mówią: "Pani Zofio, muszę pani coś opowiedzieć…", zaczynają się zwierzać. Ponieważ lubię rozmawiać z ludźmi, chętnie słucham tych opowieści.

W "Plebanii", przez te wszystkie lata, zdarzały się pożegnania zawodowe, a nawet rozstania ostateczne. To chyba najsmutniejsze momenty w tej pracy?

Barbara Zielińska: Zdarza się. To serial, który ciągnie się przez tyle lat, więc jest nieuniknione, że jakiś wątek wygasa. Bardzo ciężkie chwile przeżywaliśmy, kiedy zmarł Paweł Gędłek, który grał Romusia. Był przeuroczym kolegą i wspaniale się z nim pracowało. Musieliśmy sobie poradzić z jego odejściem i jechać dalej.

Podobno swego czasu pracowała pani w innym fachu?

Barbara Zielińska: Przed laty, gdy pracowaliśmy z mężem w Londynie, by zarobić na zakup mieszkania w Warszawie, zatrudniłam się w renomowanej pracowni krawieckiej. Szyliśmy kreacje dla księżnej Sary Ferguson i bogato zdobione suknie ślubne dla bogatych Arabek.

W Londynie zdobyła pani umiejętności krawieckie?

Barbara Zielińska: Szyć umiałam już wcześniej. Potrafię też wyszywać różnymi skomplikowanymi ściegami i robić na drutach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje