Reklama

Pierwsza miłość

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 10956
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Pierwsza miłość": Pies zmasakrował twarz aktorki

Znana m. in. z serialu "Pierwsza miłość" aktorka Aleksandra Prykowska poinformowała niedawno, że została pogryziona przez psa. Niepochlebnie wypowiadała się także na temat pracowników schroniska, z którego przygarnęła zwierzę. Teraz schronisko odpowiada, przedstawiając swoją wersję wydarzeń. Różni się ona znacząco od relacji Prykowskiej.

Aleksandra Prykowska pogryziona przez psa

Kilka dni temu aktorka Aleksandra Prykowska udzieliła "Faktowi" wywiadu, w którym opowiedziała o tym, jak została pogryziona przez psa. Logana adoptowała z warszawskiego schroniska na Paluchu w ubiegłym roku. Pies miał sprawiać duże problemy.

Reklama

Według jej relacji, często wykazywał się nieuzasadnioną agresją. Kiedy po raz ostatni ją zaatakował, trafiła na SOR. Lekarze musieli ratować jej oko.

Prykowska oddała zwierzę z powrotem do schroniska i niepochlebnie wypowiadała się na temat jego pracowników. Zarzuciła im m. in. że zatajają informacje o swoich podopiecznych. Sprawa zdążyła już wyjść poza granice Polski. Pisze o niej m. in. "Daily Mail".

Schronisko odpowiada pogryzionej aktorce

Po kilku dniach od głośnego wywiadu schronisko postanowiło odpowiedzieć na zarzuty aktorki. Na stronie "Droga do domu - psie adopcje" na Facebooku zamieszczono obszerną relację, w której pracownicy placówki przedstawiają swoją wersję wydarzeń. Ich stanowisko znacząco różni się od tego, jak sytuację przedstawiła Aleksandra Prykowska.

Jak niektórzy z was wiedzą, Logan wrócił do schroniska. Od niedawna w wielu portalach i mediach prezentowana jest historia, która sugeruje niekompetencję wolontariuszy, ukrywanie faktów przed adoptującym i brak wsparcia po adopcji psa "trudnego". Początkowo nie chcieliśmy tego komentować, ale działania "skrzywdzonej" powodują podważenie zaufania do pracy i rzetelności wolontariuszy, zniechęcają innych do adopcji - a to już wymaga komentarza- napisano na wstępie.

Nie robiliśmy i nie będziemy robić tajemnicy z tego, jak doszło do pogryzienia. Pani Aleksandrze niekoniecznie jest to na rękę, bo to jej zachowanie do tego doprowadziło. Psy nie gryzą bez powodu- przekonują pracownicy placówki.

Jak opisuje schronisko, Aleksandra Prykowska pojawiła się u nich 27 listopada 2019 roku. Od początku była zainteresowana właśnie Loganem. Pracownicy schroniska mieli poinformować ją o trudnej przeszłości zwierzęcia. Nie ukrywają też, że także w ich placówce zdarzały się sytuacje, które - gdyby nie odpowiednia postawa wolontariuszy - mogłyby skończyć się pogryzieniem.

"W obu przypadkach obok niego tłoczyli się ludzie i czuł zagrożenie, nie mając drogi ucieczki. Pani Aleksandra została o tym poinformowana. Już na pierwszym spacerze wolontariuszki przedstawiły kandydatce na właścicielkę wszystko, co wiedzieliśmy o tym psie. Dokładnie opisaliśmy każdą z tych sytuacji. Mieliśmy sfilmowany moment przyjmowania Logana do schroniska - pani Aleksandra ten film widziała. Ze wstępnego wywiadu wynikało, że nie ma wiedzy o pracy z psami, ale nic jej nie zniechęcało: ten albo żaden. To był TEN pies, tajemna więź, chemia..." - czytamy w oświadczeniu.

Pracownicy przekonują także, że zapewnili aktorce odpowiednie wsparcie w pracy z trudnym zwierzęciem. Miała mieć dostęp do odpowiedniej literatury i możliwość skorzystania z pomocy behawiorysty. Schronisko przyznaje jednak, że ze względu na trudną przeszłość Logana zmodyfikowano procedurę adopcyjną. Pozwolono aktorce regularnie odwiedzać zwierzę, aby mogła "zbudować z nim więź".

"Warunkiem adopcji miało być też przygotowanie się merytoryczne przez nią. Pożyczaliśmy jej książki, dostała linki do artykułów dostępnych w sieci i kanałów Youtube, prowadzonych przez behawiorystów, z których miała się uczyć. Zwracaliśmy uwagę, że zwłaszcza przytulanie psa nie jest dobre, a już szczególnie w przypadku Logana, bo może go to wyjątkowo stresować. W międzyczasie u psa wykryto niewielkie zmiany skórne, które pani Aleksandra deklarowała zoperować już po adopcji. Teraz wycięcie tych guzów jest przez nią opisywane jako ratowanie psu życia, mimo że od początku wiedzieliśmy, że tylko jeden z nich to zmiana nowotworowa o niskiej złośliwości, a pozostałe trzy to zwykłe kaszaki"- twierdzi schronisko.

Prykowska miała deklarować, że zapoznała się z polecanymi jej przez wolontariuszy materiałami dotyczącymi pracy z "trudnym" psem. Wówczas nic nie wzbudziło u pracowników schroniska niepokoju, jednak niedługo później miały pojawić się pierwsze problemy.

"W dniu adopcji Logan bał się swojej właścicielki, bo wypiła kieliszek wina - od razu do nas o tym napisała. Złapał ją wówczas za rękę, kiedy próbowała zabrać mu resztki pogryzionego szarpaka, choć jeszcze się nim bawił. Pani Aleksandra zauważyła wówczas, że zrobił to ostrzegawczo i przyznała, że mógł się czuć niepewnie, ponieważ wyczuł od niej alkohol. Kolejne zajście było kilka dni później, kiedy na podłogę spadły obierki z czosnku i pani Aleksandra szybko się schyliła, żeby je podnieść. Wówczas Logan uderzył ją pyskiem w twarz. Teraz mówi, że "ugryzł", wówczas - "uderzył"- czytamy na stronie "Droga do domu - psie adopcje".

Schronisko twierdzi, że Aleksandra Prykowska miała świadomość, że te wypadki wynikały z jej zachowania. Aktorka miała deklarować, że dostosuje się do zaleceń i będzie "szanować przestrzeń i granice psa".

"Od dnia adopcji byliśmy zasypywani informacjami o leczeniu psa i jego długich spacerach. Na filmach wszystko wyglądało wspaniale. Mieliśmy prawo sądzić, że pani Aleksandra zastosowała się do naszych rad i unika sytuacji dla psa nowych i wywołujących stres. Dlatego, gdy wybuchła pandemia, umówioną już wizytę poadopcyjną przełożyliśmy na spokojniejszy czas. Jednak wciąż dostawaliśmy zdjęcia i filmy pokazujące, że wszystko układa się świetnie. Do momentu, aż Logan ugryzł - dowiadujemy się dalej.

Wolontariusze postanowili także przedstawić swoją wersję historii, która zakończyła się dla Aleksandry Prykowskiej koszmarnym pogryzieniem twarzy.

"Pani Ola postanowiła wyjść z Loganem na spacer. Padało. Pies nie chciał iść, na grzbiecie miał jeszcze niezagojone do końca rany po wycięciu guza, więc deszcz mógł sprawiać mu dyskomfort. Pierwszy sygnał został przez właścicielkę zignorowany i wbrew jego niechęci zabrała Logana na długi spacer. Po powrocie wraz z przyjacielem postanowiła wysuszyć psa ręcznikiem. Siedzieli oboje przy jego legowisku, mimo że wiele razy tłumaczyliśmy, że Logan źle się czuje osaczany. Mimo dyskomfortu nie ugryzł podczas wycierania. Suszenie ręcznikiem nie wystarczyło - właścicielka postanowiła (już mocno wystraszonego) psa wysuszyć suszarką do włosów. Przyznaje, że widziała, iż Logan się bał. Mimo jednoczesnego osaczania psa w dwie osoby i suszenia go suszarką - nie ugryzł. Dla przypomnienia: miał wówczas niezagojone rany pooperacyjne. Właścicielka wyłączyła z gniazdka suszarkę i wróciła do Logana, trzymając ją w dłoni. Kiedy przykucnęła przy nim, pies odwrócił się do niej i zaatakował" - napisano.

"Przecież to oczywiste: zaatakował w obronie własnej, po długotrwałej, stresującej sytuacji oraz po tym, jak suszarką potraktowano jego rany pooperacyjne. Według pani Aleksandry, kiedy Logan ugryzł, ona "nic mu nie robiła". Nie wymaga to komentarza" - podkreślają pracownicy schroniska.

Ponadto w obszernym oświadczeniu odniesiono się do incydentu, gdy Logan miał zaatakować dziecko sąsiadki Prykowskiej. Wolontariusze twierdzą, że to aktorka naraziła dziecko na pogryzienie, spuszczając psa ze smyczy na podwórku.

"Wiedząc, że bierze ze schroniska psa z historią pogryzień, puściła go na podwórku luzem. Była tam też córka sąsiadki. Kiedy pani Aleksandra była tyłem do psa i dziecka, dziewczynka nachyliła się nad Loganem i długo wpatrywała mu się w oczy. Pies odczytał to zachowanie jako zagrożenie i ugryzł dziecko w wargę. Tak to wygląda w relacji pani Aleksandry. Nie bez powodu szukaliśmy dla Logana domu bez dzieci, co było wyraźnie zaznaczone w ogłoszeniu adopcyjnym. Wiedzieliśmy, że dzieci mogą nie rozumieć zasad zachowania przy Loganie czy właściwie każdym psie" - napisano.

Pracownicy schroniska twierdzą, że aktorka miała całkowicie ignorować ich zalecenia, co w efekcie doprowadziło do tragedii.

"Wbrew wcześniejszym deklaracjom adoptująca robiła wszystko po swojemu, niestety w najgorszy z możliwych sposobów. Kiedy wolontariuszki były u niej w mieszkaniu, dużo mówiła o radach, które dawał jej mityczny znajomy, "który od zawsze miał psy". Rady te były zgodne z teorią dominacji. Powiedziała nam między innymi, że pies nie może podejść do swoich wolontariuszy, bo to będzie dla niego nagroda. W jednej z wiadomości napisała do nas, że Logan wygląda, jakby czekał aż ona go uderzy, oraz o tym, że on nie może rządzić, bo się utwierdzi w tym, że wygrał. "Rządzić" oznaczało według niej, że dostanie jej uwagę. Teraz Logan boi się podniesionej ręki, choć nigdy wcześniej się nie bał" - opisuje schronisko.

"Życzymy pani Aleksandrze powrotu do zdrowia. Jednak nie możemy pozostawiać bez komentarza szerzonych przez nią nieprawdziwych informacji i działania na szkodę bezdomnych psów" - podkreślono w oświadczeniu, którego pełną treść można znaleźć poniżej.

Autor: Maria Staroń

RMF FM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje