Reklama

Pierwsza miłość

Ocena
serialu
8
Bardzo dobry
Ocen: 13303
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Michał Mikołajczak: Tego nie wiecie o największym przystojniaku "Pierwszej miłości"!

36-letni Michał Mikołajczak, szerokiej widowni serialowej znany m. in. jako Piotr Majczyk z obchodzącej w tym roku 18. urodziny "Pierwszej miłości", wystąpi w najnowszej odsłonie "Dancing with the stars. Taniec z gwiazdami 13". W wywiadzie z nami ujawnia, że dotąd nie miał do czynienia z klasycznym tańcem towarzyskim. Jako nowicjusz cieszy się, że będzie miał okazję nauczyć się czegoś nowego. Jego marzeniem jest, by... nie odpaść w pierwszym odcinku.

Serial "Pierwsza miłość" kończy w tym roku 18 lat, co - jak łatwo policzyć - stanowi połowę twojego życia...

- Tak, ale ja nie gram w nim od początku. Dołączyłem do obsady w 2017 roku i bardzo się z tego cieszę, bo to fajny serial i fajna rola, która mi się w nim przytrafiła. Mój bohater Piotrek jest pozytywną  postacią, bardzo go lubię i - z tego co wiem - widzowie też.

Niektórzy twierdzą, że to najprzystojniejszy bohater "Pierwszej miłości"...?

- Nie mogę przytaknąć, bo by się koledzy z serialu obrazili... (śmiech)

Reklama

Jaka atmosfera panuje na planie?

- Rewelacyjna! Każdy, kto był tu chociaż przez chwilę, przyznaje, że plan "Pierwszej miłości" to miejsce wyjątkowo przyjazne, a atmosfera, jaka na nim panuje, jest niepowtarzalna. Może w tym tkwi tajemnica sukcesu tego serialu, bo ta dobra energia z pewnością przechodzi przez ekran i jest wyczuwalna dla odbiorcy. "Pierwsza miłość" zyskała sobie przez lata grono stałych, wiernych fanów w różnym wieku. Znam młodych ludzi, którzy nie mają w domu telewizora, a serial ten oglądają w Internecie, kiedy mają czas, bo przyzwyczaili się do bohaterów. To miłe.

Co będzie się działo u Piotrka w kolejnym sezonie?

- Jego życie zdominuje romans z Miłką (Ilona Wrońska), burzliwy, momentami zaskakujący. Nie chcę zdradzać szczegółów, by nie odbierać widzom przyjemności, powiem tylko, że będzie to ciekawy wątek. A poza tym - Piotrek jak to Piotrek, wciąż w biegu, wciąż się pakuje w tarapaty. Dla aktora to sama przyjemność grać kogoś takiego, bo nie ma nudy.

Aktorstwo było od początku twoim "planem A" na życie?

Już w szkole, w moim rodzinnym Zelowie, pod Łodzią, lubiłem publiczne występy, choć interesowałem się nie tylko sztuką. Ale po skończeniu liceum zdecydowałem się zdawać do szkoły teatralnej i... tak już zostało.

Dużą w tym rolę odegrali twoi rodzice...

- Oboje byli nauczycielami, mama polonistką, tata historykiem. Dzięki temu, że mama prowadziła zajęcia teatralne w Domu Kultury w Zelowie, bardzo szybko trafiłem na scenę i pewnie to miało wpływ na moje późniejsze wybory. W domu panował duch humanizmu, rodzice traktowali swą pracę jako misję, a uczniowie po latach wspominają ich z dużą wdzięcznością. Do dziś zresztą ustawia się do mojej mamy kolejna chętnych na korepetycje. Wychowany w takiej atmosferze byłem niejako skazany na obcowanie z literaturą, sztuką i dobrze się odnajduję w tym klimacie.

Po ukończeniu krakowskiej PWST zadebiutowałeś na scenie Teatru Stu i był to debiut marzeń!

- To prawda, zagrałem Hamleta i muszę przyznać, że mieć taką możliwość w wieku 25 lat to niespotykany zaszczyt i szczęście. Rolę tę powierzył mi dyrektor Teatru Stu Krzysztof Jasiński, którego śmiało mogę  nazywać swym teatralnym ojcem, bo z miejsca rzucił mnie na głęboką wodę. Co ciekawe, grywam na tej scenie Hamleta do tej pory. Jeżdżę w tym celu do Krakowa, bo na co dzień mieszkam w Warszawie. Tu z kolei znajduje się mój teatr - matka - Teatr Współczesny, w którym jestem nieprzerwanie od 11 lat i bardzo sobie to miejsce cenię.

Poza aktorstwem z powodzeniem zajmujesz się... biznesem. Ciężko pogodzić te dwa obszary?

- Aktorstwo to zawód, w którym raz jest dużo pracy, raz wcale, a ponieważ słabo wychodzi mi nicnierobienie, to w wolnych chwilach zająłem się tworzeniem własnych firm. Najpierw, przez wiele lat, z powodzeniem sprzedawaliśmy akcesoria do telefonów komórkowych, ostatnio przerzuciłem się na nowe technologie, którymi się pasjonuję. Te biznesowe działania traktuję jako odskocznię od bardzo trudnego, bądź co bądź, zawodu, jaki wykonuję i takie połączenie daje mi dużo satysfakcji.

Niebawem czeka cię nowe wyzwanie - wystąpisz bowiem w nadchodzącej edycji "Tańca z Gwiazdami". Jest stres?

- Ogromny. Taniec nie jest moją ulubioną formą aktywności fizycznej. Długo opierałem się zaproszeniu do programu, tłumacząc się tym, że odcinki realizowane są w piątki, a ja wtedy gram w teatrze. Odkąd Polsat przeniósł "Taniec..." na poniedziałki - argument upadł. Mam nadzieję, że moja trenerka okaże się cierpliwą nauczycielką i będzie w stanie okiełznać mój nie najłatwiejszy charakter (śmiech)...

Nigdy wcześniej nie tańczyłeś?

- Na studiach mieliśmy elementy tańca, nazywało się to ruch sceniczny. Ale z klasycznym tańcem towarzyskim, standardem, łaciną, nie miało to nic wspólnego - tak że jestem kompletnym nowicjuszem. Bardzo się cieszę, że będę miał okazję nauczyć się czegoś nowego. Moim marzeniem, póki co, jest by nie odpaść w pierwszym odcinku (śmiech).

Twoją wielką pasją są podróże. W ilu krajach na świecie już byłeś?

- W kilkudziesięciu, do kompletu brakuje mi zatem jeszcze więcej niż połowy. Zaczynałem skromnie, od turystycznych wycieczek po górach, krajowych, okolicznych, teraz zapuszczam się coraz dalej. Ostatnio byłem po raz kolejny już w USA, chciałbym pojechać tam znów, trochę na dłużej, z zamiarem odbycia międzystanowej wycieczki - od oceanu do oceanu. Moim wielkim marzeniem, które zafundowałem sobie na 30-ste urodziny, była Japonia. Odległy kraj, inna kultura, pyszne jedzenie, obyczaje - dla nas, Europejczyków niezwykle ciekawe. Udało mi się stanąć na szczycie Fudżi, najwyższego wzniesienia Japonii, a zarazem wulkanu, podobno stojąc na jego szczycie można znaleźć odpowiedzi na trudne pytania...

Tobie się to udało?

- Na pewno w wielu kwestiach tak. Ale wciąż parę z nich pozostaje bez odpowiedzi.

Na przykład to, jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość w życiu prywatnym? Mówi się, że spotykasz się z Edytą Zając, znaną modelką, nomen omen, zwyciężczynią jednej z poprzednich edycji "Tańca z Gwiazdami". Czy myślicie o wspólnej przyszłości na poważnie?

- Nie opowiadam o tych sprawach, tym bardziej, że one dotyczą nie tylko mnie, ale i drugiej osoby. Ale na poważnie twierdzę, że chciałbym założyć rodzinę, mieć dom, dzieci, być szczęśliwym człowiekiem, jak każdy. Czy tak się stanie? Zobaczymy. Do tej pory wszystko, co sobie w życiu wymyśliłem, spełniało się. Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem.

Rozmawiała: Jolanta Majewska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL