Reklama

"Papiery na szczęście": Adriana Kalska przeprowadzi się na stałe do Krakowa?

Adriana Kalska, której ogromną popularność przyniosła rola Izy w serialu "M jak miłość", od niedawna w główną bohaterkę nowego hitu TVN7 - "Papiery na szczęście". ​Adriana gra w nim Martę, żonę upadłej gwiazdy piłki nożnej, która wraz z dwójką nastoletnich dzieci ucieka z przemocowego domu, by zacząć wszystko od zera. W jednym z ostatnich wywiadów opowiedziała o nowej roli, miłości do Krakowa i planach na przyszłość.

Adriana Kalska o roli w "Papierach na szczęście"

- Grasz główną rolę w nowym serialu TVN 7 "Papiery na szczęście". Myślisz, że widzom spodoba się ten serial?

"Za produkcję odpowiadają ci sami ludzie, którzy stworzyli hit jakim byli "Zakochani po uszy". Mam nadzieję, że ten serial też skradnie serca widzów i zbuduje swoją stałą widownię. Będzie to zupełnie inny format z racji tego, że nasz serial zaczyna się dość dramatycznie jak na serial emitowany codziennie. Dopiero później sytuacja się rozluźnia i dochodzą też komediowe wątki. To serial o miłości, przyjaźni, przeznaczeniu i szczęściu."

- Bohaterka, w która się wcielasz jest matką dwójki dzieci. Jaką mamą jest Marta?

"Cudowną. To ze względu na dzieci Marta decyduje się na wielkie zmiany. Co ciekawe, sama nie jestem jeszcze matką, a co chwilę dostaję role kobiet z dziećmi."

- Prywatnie lubisz dzieci?

"Uwielbiam! Jestem zakochana w moich serialowych dzieciach z "M jak miłość". Bohaterka "Papierów na szczęście" mam bliźniaki w wieku 16 lat. Grają je dojrzali ludzie, studenci szkoły teatralnej i filmowej."

Reklama

Sentymentalny powrót do Krakowa i plany na przyszłość

- Przy okazji pracy na planie "Papierów na szczęście" mogłaś wrócić do Krakowa. Cieszyłaś się na ten powrót do tych znajomych uliczek?

"Jest to jeden z powodów, dla których zgodziłam się wziąć udział w tym projekcie (uśmiech - przyp. red.). Studiowałam w Krakowie, mieszkałam tam 4 lata. Moje życie tak się potoczyło, że sprawy zawodowe sprowadziły mnie do Warszawy i tutaj zbudowałam swoje życie. Warszawa jest miejscem, w którym czuję się najlepiej, mam tu rodzinę i przyjaciół, ale zawsze z sentymentem wracam do Krakowa. To miasto ma w sobie jakąś magię."

- Dużo pracujesz, a co robisz, gdy w końcu znajdziesz chwilę wytchnienia?

"Lubię wrócić do domu, posprzątać, a przy okazji wyczyścić głowę z wszelkich myśli. Chwil dla siebie mam teraz bardzo mało, a w tym miesiącu nie miałam żadnego dnia wolnego. Mam wrażenie, że ciągle jestem w podróży. Doszedł jeszcze teatr. Gram w "Pięknej Lucyndzie" w Teatrze 6. Piętro. Pod koniec września czeka mnie premiera spektaklu "Boeing, Boeing". W kalendarzu mam jeszcze przedstawienie wyjazdowe "Kłamstwo". Żyję na walizkach."

- Czyli urlop dopiero jesienią?

"Liczę, że niedługo znajdę czas, by na dłużej wyjechać gdzieś daleko i skupić się na czymś innym niż praca. Bardzo lubię samotne wycieczki, dzięki którym mogę zwiedzić nowe miejsca, poznać ludzi, kultury& Pytanie tylko kiedy, bo perspektywa jest marna."

- Takie samotne podróże i odizolowanie się od świata na pewno jest bardzo odświeżające.

"Kiedy pracuję bardzo intensywnie, potem zawsze mam potrzebę gdzieś uciec i spojrzeć z boku na to, co dzieje się wokół mnie. Żeby usłyszeć swoje myśli niezbędna jest cisza. Zawsze z takich podróży wracam z jakimiś nowymi wnioskami, siłą i energią do tego, żeby zrobić coś nowego."

O dzieciństwie i życiowych wzorach

- Kto jest dla Ciebie życiowym wzorem, który możesz naśladować?

"Nie mam kogoś takiego. Jestem świadoma swoich ograniczeń i rzeczy, nad którymi powinnam popracować. Obserwuję ludzi, ich zachowania, reakcje i tym staram się inspirować."

- Często wracasz, w rodzinne strony - nad morze, do Słupska?

"Teraz, ze względu na plan serialu "Papiery na szczęście", który kręcony jest w Krakowie, jestem jeszcze dalej od domu rodzinnego, więc to na razie misja niemożliwa. Moje rodzeństwo, co prawda przeprowadziło się do Warszawy, ale brakuje mi czasu nawet dla nich. W tym temacie narobiłam sobie duże zaległości."

- Dzieciństwo spędzone nad morzem jakoś Cię ukształtowało? Dostrzegasz jakąś wspólną cechę, która łączy wszystkich Pomorzan?

"Nie chcę kreować jakiegoś stereotypu na temat ludzi pochodzących znad morza. Dom rodzinny i to w jakim środowisku się wychowujemy kształtuje nas najbardziej."

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Barbara Skrodzka/AKPA

AKPA
Dowiedz się więcej na temat: Adriana Kalska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje