The Pacific

Pacyfik

Ocena
serialu
7
Dobry
Ocen: 65
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Snafu" jest obłędny

Rami Malek udzielił nam wywiadu i opowiedział o swojej roli w serialu "Pacyfik", w którym wciela się w postać Merriella "Snafu" Sheltona.

Rami Malek zaczął występować zaledwie cztery lata temu, ale pracuje nonstop, włączając w to role w serialach telewizyjnych takich jak "Kochane kłopoty", "Medium" oraz dwuletnią pracę w serialu "Domowy front" , a także w filmie "Noc w muzeum" z Benem Stillerem. Obecnie Malek występuje w 10częściowym miniserialu "Pacyfik", gdzie gra żołnierza amerykańskiej piechoty morskiej Merriella 'Snafu' Sheltona.

Reklama

Jak zaangażowałeś się w ten projekt? Czy to była rola, która chciałeś zagrać?

- To ta, którą chciałem zagrać od samego początku. Znalazła mnie, a ja znalazłem ją i to połączenie wypadło całkiem nieźle. To młody człowiek, który staje się nieświadomy tego, co widzi na polu bitwy. To interesujące, gdyż powiedział, że jedną z najbardziej brutalnych rzeczy na tym świecie jest 19latek na wojnie i widzę coś z tego w Snafu. To, co widzisz, zaczyna się wlec za tobą i sprawia, że tam stajesz się brutalem, choć bez zupełnego pozbycia się własnego człowieczeństwa.

Jak postrzegasz Snafu?

- To bardzo obłędny młody mężczyzna z Luizjany, który ryzykuje jadąc na wojnę nie mając pieniędzy - wiele dzieciaków nie miało pieniędzy z powodu wielkiego kryzysu - i zdecydowanie robi to w słusznym celu, po zbombardowaniu Pearl Harbor. Udanie się tam i walka dla sprawy jest wyrazem odwagi, lecz ostre realia i to, co staje się z tymi młodymi ludźmi w czasie wojny jest niepokojące, acz stanowi też interesującą historię. To bardzo ciekawa postać.

Czy poznałeś kogoś z jego rodziny?

- Poznałem żonę Eugene'a Sledge'a i trochę o nim mówiła. Miała parę ciekawych rzeczy do opowiedzenia i powiedziała, że on i Sledge utrzymywali kontakt po wojnie. Nie wiem o nim za wiele, ale nie sądzę, by miał łatwe życie.

Jakie to uczucie postawić się na jego miejscu?

- To trudne. Wróciłem i dowiadywałem się o czasach wielkiego kryzysu, kiedy totalna bieda znaczyła totalną biedę. Na początku trafił do korpusu ochrony cywilnej (CCC), który był stworzony przez prezydenta Roosevelta do pomocy ludziom i państwu w tamtym czasie, kiedy nikt nic nie miał. To bardzo ciekawe spojrzeć na wojnę z tej perspektywy, poniekąd jako formę ucieczki i możliwość podróżowania. Wielu z tych chłopaków myślało, że jadą na rajską wyspę; nie wiedzieli, że jadą do miejsca, w którym Amerykanie będą walczyć z Japończykami.

Czy wiele myślisz o tym, przez co musiał przejść rzeczywisty Snafu, podczas grania go?

- Zaczynamy dzień od mocowania wszelkich rodzajów broni - tych samych broni, których używano w czasach drugiej wojny światowej - i kiedy zakładasz to wszystko myślisz: "Wciąż jestem dzieciakiem z tym całym materiałem do zabijania" i to stawia cię na miejscu, bo jesteś tam po coś i masz zabijać ludzi. Kiedy tam wychodzisz, musisz nastawić umysł w pozycji "to jest wróg" i zasadniczo musisz zrobić, co tylko będzie trzeba, by go zabić. Dzień po dniu, po trochu wdziera się to do umysłu i potem, z tymi wszystkimi efektami specjalnymi, kiedy jesteśmy w czasie bitwy, bardzo mocno mnie to przeraża.

Więc nie musisz tego grać?

- Nie. Szczerze, powtarzam kwestie i sceny, ale kiedy przychodzi do takich rzeczy, cokolwiek się dzieje, się dzieje i zwykle jest to bardzo spontaniczne.

A jak twoje doświadczenie z obozu przygotowawczego?

- Ciekawą rzeczą dotyczącą obozu przygotowawczego było to, że żołnierze piechoty morskiej próbowali zrobić całe mnóstwo rzeczy w krótkim czasie. Razem ze Sledgem mieliśmy strzelać z moździerza i oczekują od nas, że nauczymy się tego w ciągu doby, a to przecież bardzo skomplikowany w użyciu sprzęt. Uczymy się jak strzelać z moździerza z czasów drugiej wojny światowej i kiedy kilka rzeczy nie pójdzie ci jak trzeba, zwykle krzyczą na ciebie i nieco cię zwymyślają, a to może być trochę nieprzyjemne i czasem masz ochotę płakać.

- Więc były momenty, kiedy waliłeś głową w mur i zastanawiałeś się, "Co ja tu robię? Dlaczego się w to wpakowałem?, ale ostatecznie, rzecz jasna, wiedziałem, czemu tam byłem, by to zrobić. To doskwiera, jest bolesne, jedzenie jest okropne i brzydko pachniesz, ale po kilku dniach było warto.

Czy były jakieś kontuzje?

- Tak, sporo ich było na nas wszystkich. Nasz łokcie i kolana były całe pozdzierane i po pięciu miesiącach dali nam w końcu ochraniacze na kolana, by było łatwiej! Przez trzy tygodnie miałem także uciśnięte nerwy w ręku i to nie było miłe, więc wydaje się, że każdego dnia coś kogoś spotykało.

Dowiedz się więcej na temat: Pacyfik

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje