ER

Ostry dyżur

Ocena
serialu
7,6
Dobry
Ocen: 207
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Po trupach do celu

"Będąc tylko aktorem telewizyjnym zawsze marzyłem, aby kiedykolwiek móc zagrać w filmie, który wejdzie na ekrany kin. Moje starania ziściły się i dopiąłem swego. Zawsze dążę po trupach do celu i wcale nie jest to takie łatwe" - opowiada George Clooney, znany amerykański aktor, reżyser, producent i scenarzysta.

Współpracujesz ze Stevenem Soderbergiem prawie przy każdym projekcie. Często się kłócicie?

Reklama

George Clooney: Uwielbiamy pracować razem. Jestem szczęśliwy, że mogę z nim pracować i nigdy nie miałem złych doświadczeń w pracy ze Stevenem. Jestem szczęśliwy, że pomimo wielu kłótni i odmiennych zdań nigdy się na siebie nie obrażamy tylko traktujemy jako partnerów, którzy są ze sobą na dobre i na złe.

Czy wasza przyjaźń zmieniła się w jakiś znaczący sposób w ciągu ostatnich lat?

George Clooney: Myślę, że nie. Kiedy zaczynałem współpracę ze Stevenem on był amatorem, ale i tak zawsze miał lepsze idee, które ja podkradałem. Można więc stwierdzić, że częściej ja byłem amatorem i bez jego pomysłów i pomocy nie wiem, czy byłbym w stanie sam pracować tak dobrze i robić tak dobre filmy. Teraz z biegiem czasu traktuję go jako dyrektora.

To już twój drugi czarno-biały film [chodzi o pokazywanego podczas Berlinale 'Dobrego Niemca"]. Czy to próba współczesnego odwoływania się Złotego Wieku Hollywood?

George Clooney: Można to tak określić, ale nie traktuję tego aż tak dosłownie. Film czarno-biały to świadomość udowodnienia samemu sobie i przede wszystkim innym producentom i reżyserom, że mogą zagwarantować sukces w erze kolorów. Kiedyś nie było kolorowej telewizji, nie znaczy to, że filmy były gorsze. Dla widza nie jest ważne to, czy film jest w kolorze, czy też czarno-biały. Ważna jest fabuła i akcja.

Czujesz jakiś specjalny sentyment dla Złotego Wieku Hollywood?

George Clooney: Być może. Ale wiem do czego zmierzasz i od razu odpowiem, że moim ulubionym czasem w amerykańskim kinie są lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte. Ja mam inne spojrzenie na filmy, które wychodziły w tamtych czasach. Po prostu są dla mnie zdumiewające i staram się wzorować na nich.

Jak udało ci się zajść tak daleko w swojej karierze? Z gwiazdy telewizyjnej stałeś się gwiazdą kinową...

George Clooney: Wszyscy myślą, że to wszystko nic mnie nie kosztowało i tak już wyrosłem z gwiazdy telewizyjnej do kinowej, tak sam z siebie. Bzdura! Będąc tylko aktorem telewizyjnym zawsze marzyłem, aby kiedykolwiek móc zagrać w filmie, który wejdzie na ekrany kin. Moje starania ziściły się i dopiąłem swego. Zawsze dążę po trupach do celu i wcale nie jest to takie łatwe.

Dlaczego zainteresowałeś się produkcją?

George Clooney: Dzięki temu, iż jestem aktorem mogłem patrzeć bardziej obiektywnie na wszystko. Jestem pewien, że aktor, który zajmie się produkcją, lepiej rozumie własne ograniczenia i próbuje pchać za każdym razem wszystko do przodu.

O czym opowiada "Dobry Niemiec"?

George Clooney: Akcja rozgrywa się w ruinach powojennego Berlina, w którym korespondent wojenny Jake Geismar spotyka Lenę Brandt, byłą kochankę, której zaginiony ojciec jest obiektem obławy prowadzonej zarówno przez armię amerykańską, jak i radziecką.

Kiedy intryga nabiera rozmachu?

George Clooney: Gdy Jack próbuje rozwikłać sekrety, które być może ukrywa przed nim Lena, chcąca desperacko wyrwać się wraz z mężem z Berlina. Tully, żołnierz oddziałów zmotoryzowanych amerykańskiej armii, oddelegowany do wożenia Jake'a po Berlinie, ma znajomości na czarnym rynku, co może stanowić drogę ucieczki dla Leny - lub zaprowadzić ich wszystkich w jeszcze mroczniejszy świat.

Czy ty również uważasz, że to polityczny film?

George Clooney: Powiedzmy, że ten film jest pewnego rodzaju porównaniem wojennych przestępstw Niemców z tymi w Iraku. To nie jest zwykły film dokumentalny, który tak o po prostu pokazuje jak Niemieccy żołnierze rozpaczliwie mordują ludność. To jest film, który mam nadzieję da ludziom i przywódcom kraju trochę do myślenia. Film ma podtekst polityczny, ale nie skupiał bym się tylko na tym podczas jego oglądania.

A czy podczas kręcenia tego filmu były dni, kiedy załamywałeś ręce i nie miałeś już siły?

George Clooney: Nie, nigdy jeszcze nie było takiego dnia w moim życiu. To oczywiście jeszcze kiedyś może się zdarzyć, ale zawsze staram się znaleźć złoty środek, drogę która pozwala mi zawsze znaleźć awaryjne wyjście. Jeżeli otrzymuję dobry scenariusz, tak jak w tym przypadku, w którym większa ilość jest nawet zabawna i nie ma momentu dla aktora, który może być nudny, to podejmuję się wyzwania. Ten film jest trudny i bardzo intensywny, co pozwoliło mi, jako aktorowi pokazać zupełnie różny styl mojego aktorstwa. Musiałem być przy tym równocześnie wiarygodny.

Czy Oscar za ten film miałby dla ciebie duże znaczenie? Zmieniłby coś?

George Clooney: Zmieniłby wszystko... ale ja i tak uważam siebie za kogoś lepszego (śmiech). Zawód aktora jest zabawną rzeczą, jest przyjemny i zarazem bardzo trudny a statuetka Oscara dla aktora oznacza docenienie jego całej pracy. Jest czymś szczególnym i wspaniałym. Ale takie wyróżnienie to również wielkie wyzwanie dla aktora. Mam nadzieję, że jeśli nie ja za rolę w tym filmie, to sam w sobie film otrzyma tę niezwykłą statuetkę i cała ekipa zostanie doceniona.

Czy masz już w planach kolejny projekt?

George Clooney: Tak, nawet kilka.

Za jaki czas będziemy mogli ocenić efekty twojej kolejnej pracy?

George Clooney: Nie zdradzę tego. Na razie są to same teorie, które dziennikarze próbują ode mnie wyciągnąć. Chcielibyście mieć wszystko od razu najlepiej z jakimiś pikantnymi sensacjami i kontrowersjami. Tak się nie da. Kolejne moje projekty również są ekranizacjami książek, ale reszta niech pozostanie na tym etapie tajemnicą.

Rozmawiał Rafał Szwajkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje