O mnie się nie martw

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 9161
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"O mnie się nie martw": Joanna Kulig musiała nauczyć się, jak... wypoczywać!

Joanna Kulig, czyli Iga Małecka z „O mnie się nie martw”, nie potrafiła kiedyś... leniuchować. Dziś, będąc jedną z najbardziej zapracowanych polskich aktorek, wie, że czasami trzeba wyhamować, by nie zgłupieć!

Kiedyś, gdy Joanna Kulig miała trochę wolnego czasu, nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Był w jej życiu okres, gdy nie pracowała przez osiem miesięcy. Postawiła sobie wtedy za punkt honoru osobiście przyrządzić wszystkie tradycyjne dania kuchni polskiej!

Reklama

- Non stop gotowałam, bo nie umiałam wyhamować - powiedziała w wywiadzie.

Dziś aktorka wie już, jak umiejętnie wykorzystać czas wolny od pracy, by po prostu porządnie odpocząć i zregenerować siły.

- Wiem, że przy tak intensywnym trybie funkcjonowania wypoczynku trzeba się nauczyć - twierdzi.

W tym roku Joanna Kulig po raz pierwszy od trzech lat pojechała na prawdziwy urlop. Na wakacje nie wzięła ani telefonu, ani laptopa... Nie chciała, by - jak mówi - impulsy z zewnątrz przeszkadzały jej w odpoczynku.

- Boże, jak ja super wypoczęłam! - potwierdziła w rozmowie z miesięcznikiem "Zwierciadło", dodając, że w czasie kilkudniowych przerw w zdjęciach nie da się wyhamować, bo jest na to potrzeba przynajmniej paru tygodni.

Faktem jest, że przez ostatnie kilkanaście miesięcy przed urlopem Joanna Kulig praktycznie nawet na chwilę nie przestawała pracować. Najpierw grała w serialu "Zbrodnia", potem w "O mnie się nie martw" i jednocześnie w filmie "Disco polo", z planu którego niemal z marszu pojechała na plan francuskiej produkcji "Niewinne", po udziale w której wróciła do ról w kolejnych sezonach "Zbrodni" i "O mnie się nie martw".

- Do tego koncerty w Opolu i na Grechuta Festivalu w Świnoujściu, kurs francuskiego w Paryżu, casting jeden, drugi, konferencje, premiery, wywiady. Superdużo! - opowiada.

Na szczęście Joannie Kulig udało się wyrwać z mężem na trzytygodniowy urlop. Aktorka twierdzi, że dziś wie już, iż nie warto ciągle gnać przed siebie. 

- Tak to jest, że gdy się pracuje po 12 godzin, to w końcu ilość bycia w postaci i ilość bycia we własnym życiu staje się wielką dysproporcją i człowiek... głupieje - mówi.

Dowiedz się więcej na temat: Joanna Kulig

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje