Reklama

Ewa Szykulska musi pracować, bo nie wyżyłaby z emerytury!

Ewa Szykulska, czyli portierka w akademiku z "Sexify", już dawno osiągnęła wiek emerytalny, ale nie zamierza rezygnować z pracy. Aktorka boi się, że gdyby nie grała, nie miałaby za co żyć!

Ewa Szykulska, która w tym roku świętuje 50. rocznicę ukończenia szkoły teatralnej, nigdy nie narzekała na brak pracy. Były lata, że grała w kilku produkcjach jednocześnie, a reżyserzy ustawiali się do niej w długiej kolejce! Dziś żartuje, że tylko od czasu do czasu daje się... odkurzyć.

- Nie zamykam się na nowe oferty pracy. Jakoś muszę sobie przecież zagospodarować życie. Bardzo cieszę się wszystkim drobnymi rolami, które są mi proponowane. One dla mnie w ogóle nie są drobne - stwierdziła niedawno w rozmowie z "Plejadą".

Reklama

Ewa Szykulska nie kryje, że gdyby mogła sobie na to pozwolić, już dawno pracowałaby jedynie dla przyjemności. Niestety, emerytura, jaką dostaje z ZUS-u jest "skrajnie niska". Aktorka nie wyjawia dokładnej kwoty, jednak podkreśla, że, nie pozwoliłaby ona na godne życie.

- Ludzie myślą, że artyści mają niebosiężne emerytury i że to jest oczywiste. To nie jest oczywiste. I to nie jest prawda - powiedziała w wywiadzie i dodała, że wie, iż musi pracować dotąd, dopóki będzie w stanie podrywać się rano z łóżka.

Ewa Szykulska twierdzi, że choć pieniądze są istotnym elementem życia, to według niej żaden artysta nie powinien - a wręcz nie może - traktować ich jak wyznacznika swojego sukcesu.

- Mnie pieniądze... lekceważą, więc ja też je lekceważę - mówi.

- Staram się, żeby moje rozchody i wydatki nie przekraczały tego, co zarobię - deklaruje.

Odtwórczyni roli Heleny w "Leśniczówce" i niezapomniana Lala Koniecpolska z "Kariery Nikodema Dyzmy", nie chce jeszcze podsumowywać swojej kariery. Twierdzi, że pół wieku minęło co prawda jak jeden dzień i odcisnęło na niej swoje piętno, ale wciąż czuje się młoda duchem i zamierza jeszcze trochę sobie pograć.

- Choroby bardzo nachalnie wciskają się w mój organizm, ale nie wolno mi się do tego przyznawać, bo zaraz ktoś powie: "nie bierzcie tej staruchy na plan, bo tylko problemy będzie robić" - żartuje.

- Nieważny jest wiek, ważne, co przed nami. I radość, którą się ma albo już nie. U mnie ona jeszcze trwa - dodaje.

AIM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje