Reklama

Na Wspólnej

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 10311
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

“Na Wspólnej": Bożena Dykiel robi trzysta brzuszków dziennie

Bożena Dykiel, czyli Maria Zięba z “Na Wspólnej", to prawdziwa mistrzyni. Nie tylko aktorstwa. Do perfekcji opanowała sztukę życia. Za najważniejszą rzecz pod słońcem uważa więź i duże porozumienie z mężem. Plus zdrowie i normalna rodzina, z którą ma się zdrowe relacje i kontakty. Bez niedopowiedzeń i zawiści.

 

Reklama

Gratuluję! Należy Pani do niewielkiego grona artystów, którzy żywo reagują na to, co dzieje się w naszym kraju i głośno mówi to, co myśli.

- Nie podoba mi się cały ten bałagan w Polsce - ot, co. Przyszła pora na zmiany, dlatego otwarcie powiedziałam: “dość"!

A jak ocenia Pani zmianę kursu w “Na Wspólnej" i obranie kierunku na młodych bohaterów?

- Jestem jak najbardziej za! Całą sobą popieram wszystkie najnowsze pomysły naszych producentów i scenarzystów. Podobnie jak oni, uważam, że serial codzienny, emitowany cztery razy w tygodniu, musi cechować się między innymi dużą rozpiętością wiekową bohaterów. Przecież oglądają nas i emeryci, i osoby aktywne zawodowo, i studenci, i uczniowie. Każdy z nich z osobna powinien znaleźć w serialu coś dla siebie. Coś, co wydaje mu się realne i wiarygodne. Coś, co może traktować jako odnośnik do swojego własnego życia. Bo serial musi mieć w sobie przede wszystkim prawdę dzisiejszego dnia - w przeciwnym razie nikt nie będzie chciał go oglądać.

Lubi Pani swoją bohaterkę Marię Ziębową?

- Akurat z tym bywa różnie (śmiech). Czasem mnie denerwuje, bo potrafi zachować się jak tłumok.

Jak odbiera Pani jej zazdrość o męża?

- Prawdziwa kobieta zawsze powinna być choć odrobinę zazdrosna o mężczyznę. Nie bez kozery mówi się, że jak żona nie jest zazdrosna, to znaczy, że nie kocha. Jak widzę w oczach mojego męża błysk na widok jakiejś panny, to - przyznaję - troszkę się denerwuję. Ale tylko troszeczkę (śmiech).

Właśnie minęło 35 lat od premiery kultowego serialu “Dom" z Pani udziałem, a Pani praktycznie się nie zmieniła. Czyżby zawarła Pani jakiś tajemny pakt z diabłem?

- Żadnego paktu nie podpisywałam, ale staram się dbać o siebie, bo zależy mi na tym, by wciąż podobać się mężowi...

... którego nazywa Pani pieszczotliwie swoim Panem Rysiem.

- Właśnie tak nazywam go od 40 lat. I także od 40 lat niezmiennie mu się podobam, bo każdego dnia widzę to w jego oczach. To jest dla mnie motywacja, żeby się nie zapuścić i nie zaniedbać. Dlatego codziennie ćwiczę na macie, do tego bardzo dużo chodzę i mnóstwo czasu spędzam na świeżym powietrzu w ogrodzie. Jeśli mam włożyć coś do jedzenia do tak zwanej gęby, zastanawiam się, czy to jest dla mnie dobre i czy ja naprawdę muszę to zjeść. Jeśli nie, nie jem. Po prostu...

To się nazywa silna wola.

- Owszem, potrzebna jest konsekwencja i wysiłek. Uważnie wybieram produkty, jakie kupuję, np. ryby, które nie walą tranem. Wtedy nawet moje wnuki są w stanie je zjeść, bo - jak wiadomo - dzieci generalnie nie przepadają za rybami.

- Jem coraz mniejsze porcje. Stawiam na warzywa i owoce. Ma to swoje odbicie w tym, że mogę pochwalić się płaskim brzuchem...

... i szczupłymi nogami, których mogłaby pozazdrościć każda nastolatka!

- Jest na to prosty sposób: wygospodarować 10 minut dla siebie. Ja w tym czasie robię trzysta brzuszków! Każdego dnia! Natomiast na gimnastykę poświęcam godzinę, chyba że wstaję o 5.30 i jadę na 12 godzin na plan “Na Wspólnej". Widzi pani, wciąż mam mnóstwo obowiązków!

Może właśnie to jest klucz do Pani znakomitej formy?

- Poniekąd tak, choć czasem nadmiar obowiązków mi przeszkadza. Nie lubię mieć żadnych zaległości w tzw. robotach domowych. Jak zrobię pranie, muszę  uprasować je zaraz po wyschnięciu. Jak zmieniam pościel, od razu wrzucam ją do pralki, krochmalę i rozciągam. Wtedy dopiero jestem spokojna.

Co słychać u Pani dorosłych już córek?

- Starsza Marysia, z wykształcenia dziennikarka, zajmuje się swoimi dwoma potworkami, czyli 6- I 8-letnim synkami. Młodsza Zosia wyjechała do Niemiec, gdzie skończyła biotechnologię i obroniła doktorat. Obecnie pracuje i ma dwie córeczki.

Gdyby miała Pani powiedzieć, co jest najważniejsze w życiu?

- Zdrowie i normalna rodzina, z którą ma się zdrowe relacje i kontakty. Bez niedopowiedzeń i zawiści. A najważniejsza rzecz pod słońcem to mieć więź i duże porozumienie z mężem.

 

Agencja W. Impact

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Bożena Dykiel

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje