Na dobre i na złe

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 12472
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Na dobre i na złe": Zdolny impertynent - rozmowa z Mateuszem Janickim

​Michał, którego od niedawna gra w "Na dobre i na złe", wywoła wielkie emocje w szpitalu w Leśnej Górze. Będzie romansował ze swoją ukochaną sprzed lat, Kasią, skonfliktuje się z profesorem Falkowiczem i doktor Consalidą. Jednocześnie wiele razy udowodni, że jest świetnym chirurgiem.

Spotkaliśmy się tuż po twoim powrocie do Polski. Gdzie wypoczywałeś?

Reklama

- Byłem we włoskich Alpach na obozie narciarskim jako instruktor. Od lat jeżdżę na takie wyjazdy z grupą przyjaciół z Krakowa. Cokolwiek się dzieje w moim życiu aktorskim, a dzieje się różnie, mam odskocznię w postaci nart. W zeszłym roku grałem w serialach "Singielka" i "Strażacy", a potem było pół roku ciszy. Taki jest ten zawód.
Cały czas staram się trenować w klubie w Krakowie i regularnie jeździć na obozy. Tym razem uczyłem grupę 7-8-latków, wśród których był mój starszy syn Jasiek. Młodszy Antek, który ma 4,5 roku, też jeździ na nartach, ale jeszcze z boku, z mamą. Cieszę się, że moje dzieci wchodzą w te klimaty.

Podczas tego wyjazdu, oprócz jeżdżenia na nartach i uczenia dzieci, mogłeś też trochę odpocząć od przeprowadzania operacji w Leśnej Górze...

- Nie jest tak źle, ale rzeczywiście mój bohater w "Na dobre i na złe", Michał Wilczewski, jest eksploatowanym chirurgiem. Od razu po przybyciu do Leśnej Góry przeprowadzi kilka skomplikowanych operacji. Przed zdjęciami do pierwszej z nich byłem przerażony. W tych scenach, oprócz grania relacji międzyludzkich, trzeba pamiętać o stosownych dla lekarzy zachowaniach i znać specjalistyczne nazewnictwo łacińskie. Uczyłem się tych wszystkich skomplikowanych nazw, ale nie byłem w stanie opanować ich tak, by czuć się komfortowo. Teraz jest o wiele lepiej, chociaż - mimo fachowych porad Kasi Dąbrowskiej (Wiktoria - przyp. aut.), Marcina Zacharzewskiego (Borys - przyp. aut.) czy Piotrka Głowackiego (Artur - przyp. aut.) - wciąż czasami się gubię.

Co wniesie do serialu twój bohater?

- Na dzień dobry skonfliktuje się z profesorem Falkowiczem (Michał Żebrowski - przyp. aut.), który zatrudnił go w Leśnej Górze w ramach Mistrzowskiej Szkoły Chirurgii. Michał początkowo nie będzie chciał tam pracować, ale możliwość rozwoju, którą otrzyma, będzie dla niego na tyle interesująca, że jednak zostanie. Ta szkoła to ciekawy projekt, który - w zamierzeniu Falkowicza - ma rozwinąć placówkę, by zyskała renomę w kraju i na świecie. Oprócz mojego bohatera, do zespołu dołączyła jeszcze dwójka innych świetnych chirurgów. Każda z tych postaci jest inna i co innego wniesie do serialu. Michał, którego gram, to zdolny impertynent, Hanna, bohaterka Marty Żmudy Trzebiatowskiej, jest bezczelna i konsekwentnie idzie po swoje, a Rafał, w którego wciela się Konrad Eleryk, to z kolei zdecydowany, twardy facet.

Wasi bohaterowie na pewno będą zastrzykiem świeżej krwi, ale czy nie zachwieją relacjami, które łączą personel szpitala?

- Michał pojawił się w szpitalu ze swoją narzeczoną Justyną (Karolina Czarnecka - przyp. aut.), z którą zamierza wziąć ślub. Niby wie, czego chce, ma poukładane życie, ale okaże się, że jest inaczej. Mój bohater spotkał w szpitalu swoją miłość sprzed lat Kasię Smudę (Ilona Ostrowska - przyp. aut.), która jest związana z Falkowiczem. Wrócą emocje z przeszłości, co spowoduje wiele zawirowań. Dodatkowo dojdą do tego konflikty i zatargi zawodowe. Michał będzie rozpychał się łokciami, bo to ambitny człowiek, co nie spodoba się między innymi doktor Consalidzie. Nie wszyscy go polubią, ale z czasem, dzięki różnym sytuacjom, mój bohater pokaże ludzką twarz. Jest co grać!

Czy coś cię zaskoczyło na planie?

- Miałem okazję grać dwa razy epizodyczne role w "Na dobre i na złe". Rok temu wcieliłem się w zawodnika MMA, a kilka lat wcześniej w żołnierza, który wrócił z Afganistanu i borykał się z zespołem stresu pourazowego. To moje trzecie podejście do serialu i pierwsza rola na stałe. Dużo widziałem wcześniej, znałem ten świat. Do tego spotkałem na planie kilku dobrych znajomych, choćby Filipa Bobka (Marcin - przyp. aut.), z którym ostatnie dwa lata pracowałem na planie innego serialu. Marcina Zacharzewskiego i Piotrka Głowackiego znam ze szkoły teatralnej, a Marcina Sianko (Paweł - przyp. aut.) z krakowskiego Teatru im. J. Słowackiego. Bardzo dobrze dogaduje się z Karoliną Czarnecką, która gra moją serialową narzeczoną. Świetna dziewczyna; widzowie mogą ją kojarzyć z piosenką "Hera, koka, hasz, LSD" i występów w grupie teatralno-kabaretowej "Pożar w Burdelu".

Podczas naszej poprzedniej rozmowy mówiłeś, że chciałeś kiedyś zostać politykiem, ale chyba powinieneś przed laty pomyśleć o pracy w służbie zdrowia. Grałeś już lekarza w "M jak miłość", a teraz wcielasz się w chirurga w "Na dobre i na złe".

- Nie, chyba nie (śmiech). Jestem zbyt leniwy, żeby tyle się uczyć. Im więcej wiem o lekarzach, tym mam do nich większy szacunek. To genialny zawód z misją; trzeba to czuć. Bezpośrednie pomaganie ludziom, czynienie dobra w trudnych warunkach, w zderzeniu z procedurami i realiami, wymaga wielkiej siły.

Co jeszcze, oprócz pracy na planie "Na dobre i na złe", dzieje się w twoim życiu zawodowym?

- W wakacje zeszłego roku w Zakopanem odbyła się, w ramach Festiwalu Genius Loci, premiera spektaklu "W ogień!". Zagraliśmy dwa razy w plenerze, na parkingu pod Dolną Równią Krupową, wśród ludzi i samochodów. Sztuka okazała się na tyle ciekawa, że dyrekcja Teatru im. J. Słowackiego postanowiła przenieść ją na scenę Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Miesiąc temu dobyła się premiera w Krakowie.

Co to za spektakl?

-  "W ogień!" to spektakl o Józefie Kurasiu, znanym jako "Ogień", który - nie tylko na Podhalu - wzbudza skrajne emocje i dzieli ludzi na tych, którzy uważają go za bohatera i na tych, dla których jest bandytą. To niejednoznaczna, kontrowersyjna postać. Nasz spektakl ma w sobie siłę wielogłosu, wzbudza dyskusję. Zastanawiamy się, czym są bohaterowie, dlaczego ich potrzebujemy i kreujemy? Dlaczego teraz rozgorzała dyskusja o żołnierzach wyklętych? Dlaczego robimy bohaterów z ludzi przynajmniej dwuznacznych, kontrowersyjnych? Uważam, że historia Kurasia w stu procentach nadaje się do zekranizowania; to byłby idealny materiał do filmu dla Quentina Tarantino. Serdecznie zapraszam na ten spektakl. Mam nadzieję, że obejrzy go dużo ludzi i że da im do myślenia.
Występuję również w spektaklu "Komeda", który jest wystawiany w warszawskim Teatrze Imka i łódzkim Teatrze Nowym. To historia Krzysztofa Komedy opowiadana z perspektywy jego żony, Zofii Komedowej. Zapraszam także serdecznie do Krakowa na występy grupy Impro KRK. Improwizujemy z grupą przyjaciół i ponoć całkiem nieźle nam to wychodzi. To wspaniały projekt, który utrzymuje nas w kondycji twórczej.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje