Na dobre i na złe

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 12258
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Na dobre i na złe": Ślub na raty

Najwięcej siły i napędu do działania Kamilla Baar zawdzięcza synowi, z którym zamierza pojechać do Tybetu, naukom buddyzmu oraz... Hanie z "Na dobre i na złe". Ta postać ją inspiruje i często zaskakuje. W nowych odcinkach serialu jej bohaterka weźmie ślub z Piotrem, zostanie ciocią i przejdzie poważną operację.


Reklama

Przeszło dwa lata temu przyjęłaś ofertę producentów "Na dobre i na złe". Jak z perspektywy czasu oceniasz tę decyzję? Jesteś zadowolona?

- Bardzo! Ta współpraca przerosła moje oczekiwania. Hana na początku była postacią drugoplanową. Przyjechała do Leśnej Góry, żeby ubarwić wątek swojego serialowego brata Przemka (Marcin Rogacewicz - przyp. aut.). Jako obcokrajowiec była traktowana z dystansem i pewną rezerwą. Nie spodziewałam się, że to się tak potoczy. Gram postać, którą lubię, a do tego bardzo lubią ją widzowie. Świetne uczucie.

Relacje Hany i Piotra spędzają sen z powiek milionom fanów "Na dobre i na złe". Skąd bierze się fenomen tej pary?

- Mam wrażenie, że dzisiaj ludzie potrzebują silnych osobowości takich jak Hana i Piotr (Marek Bukowski - przyp. aut.). Oboje są profesjonalistami, którzy bardzo odpowiedzialnie podchodzą do swojego zawodu, a jednocześnie wrażliwymi romantykami. Walczą o miłość, uczucia.

Czy Gawryło w końcu dopnie swego i ostatecznie przekona do siebie Hanę?

- Gdy niespodziewanie odnalazł się jej James (Jake Michaels - przyp. aut.), zaczęła wypierać uczucie do Piotra. Ale przyjedzie czas konfrontacji. Zostanie ze swoimi myślami i uświadomi sobie, że nie chce bez niego żyć. Hana w końcu przyzna się do miłości. Jest szczęśliwą kobietą, bo obok ma rycerza, który się nie poddaje i stale o nią walczy.

Będzie ślub?

- Tak, ale na raty. Gdy Hana i Piotr podjadą pod urząd stanu cywilnego, urzędniczka, która miała im udzielić ślubu, straci przytomność. Oczywiście zrezygnują z ceremonii i natychmiast zabiorą ją do szpitala. Wygra duch lekarzy. W Leśnej Górze okaże się, że przyczyną jej zasłabnięcia jest ciąża pozamaciczna. Gdy urzędniczka dojdzie do siebie, udzieli Hanie i Piotrowi ślubu w szpitalu. To będzie skromna, symboliczna uroczystość. Bez zadęcia, bardzo w ich stylu.

- Byłam zaskoczona decyzją scenarzystów, że postanowili ich ze sobą pobrać. Wydaje mi się, że to wolne osoby, które nie potrzebują formalnych rozwiązań, żeby przypieczętować to, co czują. Z drugiej strony ślub cywilny jest elementem szaleństwa - dodaje życiu pikanterii. Pewnie w ten sposób zamanifestują miłość, którą się darzą. Może po tylu przejściach, gdy próbowali się do siebie zbliżyć, ale im to nie wychodziło, chcą zaczarować rzeczywistość? Zapewnić się, że będą ze sobą na dobre i na złe, że nic ich nie rozłączy.

W ich przypadku ślub na pewno nie będzie oznaczał stabilizacji. To nie ten typ ludzi.

- Jak już mówiłam, oboje mają silne osobowości. Lubię postać Piotra. Jest mężczyzną, który nie kocha wprost. W jego przypadku jeden gest często znaczy więcej niż intensywne działanie. Hanie to bardzo odpowiada, bo woli czuć rodzaj niepewności, dreszcz emocji. Nie chce być osaczona i sama nikogo nie osacza. Tworzą ciekawą parę. W tym wątku będzie się jeszcze dużo działo. Okaże się, że Hana nie będzie mogła mieć dzieci. Niedługo przejdzie poważną operację. Nie znam okoliczności, ale wiem, że do Leśnej Góry wróci Paula (Maja Bohosiewicz - przyp. aut.). Moja bohaterka zdeklarowała się, że zaopiekuje się jej dzieckiem. Może dojdzie do adopcji, zobaczymy.

Czy udało ci się latem nabrać sił na drugą połowę roku?

- Nie musiałam tak dużo odpoczywać, bo dużo energii daje mi... praca. Inspiruje mnie także Hana. Oczywiście korzystałam z lata i słońca. Byłam na chwilę w Petersburgu, Paryżu i Berlinie, a na dłużej w Wenecji. Lubię energię europejskich miast, przyciągają mnie. No, i oczywiście wypoczywaliśmy na naszej wsi.

Gdzie jeszcze chciałabyś pojechać? Masz jakieś podróżnicze marzenia?

- W pierwszej kolejności do Kopenhagi i Nowego Jorku, gdzie mam konkretne zaproszenie. Chętnie z niego skorzystam, ale muszę poszukać dogodnej okazji. Chciałabym pojechać z synkiem do Tybetu. Zrobilibyśmy to teraz, ale różnica ciśnienia jest za duża dla małego dziecka. Dach świata znajduje się dosyć wysoko (śmiech). Gdy Bruno będzie większy, pewnie za za trzy lata, pojedziemy do tego miejsca, z którego płynie dużo życiodajnej energii.

Interesujesz się buddyzmem?

Tak. Zaczęłam czytać o buddyzmie, gdy byłam w ciąży, i odetchnęłam. Znalazłam to, czego szukałam, odpowiedzi na pytania, które sobie zadawałam. Wcześniej nie mogłam pogodzić się z żadną doktryną religijną. Jestem liberalna, uważam, że człowiek powinien być wolny i szczęśliwy. Blokady i ograniczenia powodują, że rodzi się w nas niedobra energia. Im więcej nakazów i zakazów, tym mniej dowiadujemy się o sobie i mniej z siebie dajemy.

To dlatego tak promieniejesz!

Dużo zawdzięczam buddyzmowi, ale siłę daje mi głównie syn. Jestem w takim momencie życia, że macierzyństwo ma dla mnie największą wartość, napędza do działania. Czuję się spełniona, gdy widzę, że Bruno jest szczęśliwy, gdy udaje nam się wspólnie gdzieś pojechać, zobaczyć coś nowego. Chodzimy razem na wystawy, koncerty, wyjeżdżamy do różnych miast. On to uwielbia, bez problemu wytrzymuje siedmiogodzinną podróż samochodem. Jest świetnym kompanem. Najbardziej interesują go dzwonnice i kościoły, ponieważ jest fanem dzwonów.

Dzwonów?!

Tak, to jego pasja. Ma ich pokaźną kolekcję. Był kilka razy na Wawelu, żeby oglądać tamtejsze dzwony. Mamy nawet związaną z nimi zabawę. On jest Zygmuntem, a ja Wacławem i musimy dzwonić (śmiech).

Dowiedz się więcej na temat: Na dobre i na złe | seriale | Kamilla Baar

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje