Na dobre i na złe

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 12608
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Czy uroda ułatwia życie?

Któż z nas nie chciałby być piękny? Wydaje nam się, że piękni ludzie mają łatwiejsze życie, bo przecież "na urodę" wiele można załatwić. Czasem jednak uroda... przeszkadza. Zapytaliśmy znane z seriali gwiazdy, czy uroda ułatwia im, czy raczej utrudnia życie.

Artur Żmijewski, czyli ksiądz Mateusz Żmigrodzki z "Ojca Mateusza":

- W moim zawodzie od osób urodziwych wymaga się znacznie więcej niż od tych "charakterystycznych". Kilka razy zdarzyło się, że nie dostałem ciekawej roli, bo jak mi tłumaczono byłem do niej "za ładny, za gładki".

Z powodu mojego wyglądu, sugerując się nim, przypisywano mi też cechy, jakich nie posiadam: arogancję, zarozumiałość. Wcale taki nie jestem! No i daleko mi do Mister Universum. Cieszę się jednak, gdy ludzie dostrzegają we mnie faceta z pięknym... wnętrzem.

Dla każdego człowieka piękne jest coś innego. Wszystko zależy od gustu, a o gustach - jak wiadomo - się nie dyskutuje .

Joanna Brodzik, czyli Małgorzata Jantar z "Miłości nad Rozlewiskiem":

- Jestem zadowolona ze swojego wyglądu - twarz i ciało dobrze mi służą, są moim warsztatem pracy, "tworzywem", na bazie którego trudno by mi było coś zbudować, gdybym nie była z niego zadowolona. Wbrew pozorom, nie mam zbyt dużo czasu, by często patrzeć w lustro.

Niewiele uwagi poświęcam swojemu wyglądowi, nie obmyślam szczególnej strategii zmian zewnętrznych, bo tryb życia, jaki prowadzę i zawód, który wykonuję, wystarczająco eksploatują urodę. Co innego kobiecość! Kobiecość to cudowne "narzędzie" w ręku kobiety. Wykorzystuję swoją kobiecość nieustannie. Od rana do nocy, w każdej sytuacji, w każdym towarzystwie.

Wojciech Medyński, czyli Marian Otręba z "Pierwszej miłości":

- W Polsce istnieje niestety przekonanie, że jak ktoś dobrze wygląda, to nic więcej nie ma do zaoferowania. Jestem już na tyle świadomy siebie i swoich możliwości, że mogę śmiało powiedzieć: To bardzo krzywdzący stereotyp!

Przyznam, że trochę cierpię z tego powodu. Nie raz już słyszałem, że gdybym miał jakąś fajną bliznę na twarzy, to byłoby... ciekawiej. Pewnie tak, tyle, że mnie to w ogóle nie kręci. Bliznę można dzisiaj zrobić w każdej chwili i to taką, że nikt nie pozna, czy jest prawdziwa, czy nie. Już na pierwszym roku studiów z powodu wyglądu nie byłem szczególnie lubiany, "wylatywałem" na każdej sesji.

Wydawało mi się, że gdy ktoś ma tak zwane "warunki", powinien mieć lżej, ale niestety - studenci z "warunkami" musieli pracować dwa razy ciężej od innych, by udowodnić, że wygląd nie jest ich jedynym atutem. Wszyscy płaczą, że w polskim kinie nie ma amantów, a z drugiej strony - w momencie, gdy pojawiają się młodzi aktorzy, którzy mają bardzo dobre warunki, to nikt nie jest nimi zainteresowany, nikt nie chce dać im szansy.

Katarzyna Bujakiewicz, czyli siostra Marta Kozioł z "Na dobre i na złe":

- Uroda w życiu prywatnym nie ma według mnie wielkiego znaczenia, a w zawodowym...? Cóż - mam bardzo "konkretny" wygląd, więc gram określone, pasujące do niego role. Cieszę się, gdy reżyserzy chcą mnie "złamać" i pozwalają zagrać morderczynię czy bardzo ostrą, wulgarną dziewczynę. Ktoś powiedział, że wyglądam jak chodząca niewinność, ale ja tak naprawdę mogę też być potworem. Niestety mam specjalizację na Marysie, Krysie i Mariolki.

Kiedyś na planie zapytano mnie, dlaczego znowu gram głupią blondynkę. Zrobiło mi się bardzo smutno, bo przecież rzeczywiście stać mnie na więcej. Pani Emilia Krakowska powiedziała mi wtedy: "Dobrze zagrać głupią blondynkę może tylko inteligentna osoba." To mnie troszkę podniosło na duchu.

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje