Reklama

M jak miłość

Ocena
serialu
9,8
Super
Ocen: 368273
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Wielkie uczucie?

Miała zostać dentystką, jak babcia. Gdyby trzymała się wyboru, nie oglądalibyśmy jej w „Czasie honoru”, ani w... „M jak miłość”.

Dołączyła Pani do sagi rodu Mostowiaków. Kim jest Pani bohaterka?

Reklama

Agnieszka Więdłocha: Joanna pojawia się przypadkowo w życiu jednego z bliźniaków, Pawła (Rafał Mroczek). Wpada na niego na lodowisku. Na szczęście, oboje wychodzą z kraksy cało. Aż tu pewnego dnia zaczyna do nich docierać, że chcieliby spróbować być razem.

Nie boi się Pani, że "utknie" w tasiemcu?

- Bardzo! Ale każdy z nas ma wybór: zawsze można - Wierzę, że na planie tego serialu będę się dobrze bawić!

Przygodę ze szklanym ekranem zaczęła Pani od "Czasu honoru". To zupełnie inna produkcja.

- Rzeczywiście. Ciężko tu o porównania, bo nie dość, że dzieje się w całkiem innych czasach, to i podejście do pracy na planie jest inne. Ale myślę, że tutaj także będzie ciekawie, że też jest szansa na dobrą zabawę.

Woli Pani teatr, kino czy telewizję?

- Teatr to najważniejsze miejsce. A to, że dostałam się do Teatru im. Jaracza w Łodzi, jest moim największym szczęściem. Kończę także zdjęcia do filmu o tematyce wojennej - "Syberiady polskiej" Janusza Zaorskiego.

Dlaczego więc Mostowiakowie?

- Z ciekawości, bo to zupełnie inna praca niż na planie filmu, "Klubu szalonych dziewic" czy "Czasu honoru". Trzeba być bardziej zdyscyplinowanym i cały czas na bieżąco ze scenariuszami, które przychodzą z dnia na dzień.

Jest Pani młoda, a gra w produkcjach o tematyce historycznej. Tymczasem krąży opinia, że dla młodych ludzi przeszłość nie ma znaczenia.

- Dla mnie ma. Naprawdę oddaję się temu całym sercem. Właściwie we wszystkim, w czym gram, staram się być kompetentna. Ostatnio nawet kolega z czasów liceum, którego spotkałam w autobusie, przyznał, że ogląda "Czas honoru" i że to właśnie ten serial zachęcił go, by na ten temat więcej poczytać. Jak widać, nie wszyscy zajmują się tylko komputerami i Facebookiem.

Pani jest jeszcze z pokolenia "podwórkowego", które więcej czasu spędzało na dworze, czy już z tego internetowego?

- Myślę, że załapałam się dokładnie na ten ostatni etap życia podwórkowego, bo rzeczywiście teraz tego już nie ma.

Rozmawiała Anna Mieczkowska,

Tele Tydzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje