Reklama

Teresa Lipowska skomentowała swoją "śmierć"

Kiedy w sieci pojawił się fake news o śmierci Teresy Lipowskiej, rozpętała się prawdziwa afera. Ekipa serialu "M jak miłość" była oburzona faktem, że ktokolwiek mógł potraktować lubianą aktorkę w tak okropny sposób. W końcu głos w sprawie zabrała sama Lipowska.

Kilka dni temu po sieci zaczął krążyć artykuł mówiący o śmierci lubianej aktorki serialu "M jak miłość". Jedna ze stron internetowych podała, że Teresa Lipowska nie żyje. Fani 83-latki wcielającej się od przeszło dwóch dekad w postać Barbary Mostowiak zadrżeli. Szybko jednak uzyskaliśmy potwierdzenie, że był to fake news. Ekipa serialu "M jak miłość" zdementowała szokujące doniesienia. Aktorzy pracujący z 83-latką nie kryli oburzenia.

Pojawienie się fake newsa o śmierci Teresy Lipowskiej wstrząsnęło aktorami występującymi z 83-latką w "M jak miłość". Jako pierwsza do sprawy odniosła się Katarzyna Cichopek. Odtwórczyni roli Kingi Zduńskiej za pośrednictwem mediów społecznościowych najpierw przekazała, że pani Teresa "ma się świetnie", później zaś dała upust swoim emocjom: "Jakim trzeba być człowiekiem, żeby pisać w internecie o śmierci pani Teresy?! Oby cię ręka sprawiedliwości dopadła! Uważajcie na ten artykuł, to również może być wirus, nie klikajcie w niego! Jestem szczerze oburzona! Murem i sercem za panią Teresą, naszym skarbem i dobrem narodowym!". 

W imieniu ekipy "M jak miłość" głos zabrał także Mikołaj Roznerski. Aktor był wyraźnie rozwścieczony tym, jak potraktowano panią Teresę. Zapowiedział, że twórcy obrzydliwego fake newsa nie pozostaną bezkarni: "Znajdę was, a potrafię szukać". 

Reklama

W końcu ostatnie wydarzenia, które odbiły się w internecie tak szerokim echem, zdecydowała się skomentować sama Teresa Lipowska. Aktorka w rozmowie z "TeleShow" uspokoiła wszystkich tych, którzy martwili się o nią i zdradziła, jak obecnie się czuje. "Żyję, jestem zdrowa, wszystko w porządku, jestem po dwóch szczepieniach, pracuję. Nie mam zamiaru wybierać się na tamten świat" - zapewniła.

Gwiazda serialu "M jak miłość" nie kryje jednak, że zaistniała sytuacja przysporzyła jej sporo nerwów. Aktorką wstrząsnęło zwłaszcza to, w jaki sposób w artykule o jej rzekomej śmierci zrelacjonowano zdarzenia, które oczywiście w rzeczywistości nie miały miejsca. "Kto to w ogóle pisze? Mało tego, jeszcze powiedziano, że gdzieś z domu w Konstancinie mnie zabrano do Szpitala Wojskowego. Podają dokładne informacje niemające nic wspólnego z rzeczywistością" - mówi zdumiona 83-latka.

Autor: Maria Staroń

RMF FM

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama