Reklama

M jak miłość

Ocena
serialu
9,4
Super
Ocen: 388613
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Spektakularna metamorfoza Moniki Mielnickiej, czyli Lilki z "M jak miłość"!

22-letnia Monika Mielnicka, znana m. in. jako Liliana Banach-Mostowiak z sagi rodu Mostowiaków, Pola Kamińska z "Na Wspólnej" czy dziewczynka z głośnego filmu "Powidoki" Andrzeja Wajdy, zmieniła się nie do poznania. W ciągu roku zrzuciła 13 kilogramów i, jak sama twierdzi, stała się inną osobą. W rozmowie z nami opowiada, w jaki sposób udało jej się tego dokonać.

Twoi obserwatorzy z Instagrama i TikToka twierdzą, że trudno cię rozpoznać. Monika Mielnicka sprzed roku i Monika Mielnicka dziś to dwie różne osoby...
- Zawsze podkreślam, że najważniejszy w życiu jest dla mnie rozwój. Mam olbrzymią satysfakcję z tego, co udało mi się osiągnąć. Na własnej skórze przekonałam się, że chcieć to móc, a ciężka praca przynosi pożądane rezultaty. 14 sierpnia ubiegłego roku moja waga pokazywała 64 kg, dziś - 51.

Jednak nie tylko o kilogramy w tym wszystkim chodzi. Sama czuję, że stałam się inną osobą.

Reklama

Od czego zaczęłaś swoją walkę z nadprogramowymi kilogramami?

- Zmiana zaczyna się od... głowy. Moje problemy z wagą zaczęły się zaraz po tym, jak dostałam rolę w "Emce" i przeniosłam się z domu rodzinnego do Warszawy. Wcześniej byłam szczupła, niektórzy twierdzili, że wręcz chuda, bo ważyłam ok. 50 kg. Prowadziłam regularny tryb życia i uprawiałam sporty. Nawet się nie obejrzałam, jak waga mi skoczyła. Zaczęłam też puchnąć. Badania wykazały nieprawidłową pracę tarczycy. A już wcześniej wykryto u mnie chorobę Leśniowskiego-Crohna (przewlekła zapalna choroba jelit - przyp. red.), która teraz na szczęście jest już w remisji.

Gdy tylko zorientowałam się, że jest mnie więcej, podejmowałam wysiłki, by wrócić do dawnej wagi. Niestety, robiłam to nieumiejętnie. Co z tego, że w ciągu tygodnia byłam w stanie zrzucić 5 kg, skoro w błyskawicznym tempie dopadał mnie efekt jojo i znów tyłam? Miałam złych doradców, którzy mówili, że powinnam stosować dietę 1000 czy 1200 kalorii. To była totalna głupota. Stosowanie głodówek i diet o zbyt niskiej kaloryczności to zbrodnia dla organizmu. Ich efekty są krótkotrwałe, więc nie mają najmniejszego sensu.

Kiedy zrozumiałaś, że popełniasz podstawowe błędy w żywieniu?

- Potrzebowałam na to trochę czasu (śmiech). Przełomem był telefon od szefowej produkcji serialu, która kulturalnie, acz bez owijania w bawełnę poprosiła mnie, bym schudła, bo - jak się wyraziła - jestem zbyt pełna, co słabo wygląda w obrazku telewizyjnym. To był dla mnie kubeł zimnej wody. Totalnie się wtedy załamałam, zwłaszcza że już wiedziałam, że mam chorą tarczycę. Znalazłam się w dołku. Płakałam dzień i noc... Poczułam się nikim i wydawało mi się, że świat się kończy.

- Paradoksalnie pomogła mi pandemia oraz studnia psychologiczne, które podjęłam. Dużo czytałam na temat zdrowego stylu życia. Podbudowana wiedzą teoretyczną zakasałam rękawy i ostro zabrałam się do roboty.

Kto był twoim motywatorem?

- Kogo to ja nie testowałam (śmiech)? Wiele zawdzięczam Ani Lewandowskiej, z którą byłam za pan brat przez kilka miesięcy.

A Ewę Chodakowską sprawdzałaś?              

- Jasne, że tak! Podobnie jak wiele ekspertek z całego świata. W moich oczach najlepszy czas Ewy Chodakowskiej skończył się kilka lat temu. W tej chwili nikt pod względem holistycznego podejścia do zdrowia nie może równać się z Anią Lewandowską, która cały czas się rozwija i wciąż proponuje coś nowego. Polecam ją wszystkim z pełną odpowiedzialnością na podstawie moich osobistych doświadczeń.

- Oczywiście po kilku miesiącach życia dzień w dzień z Anią Lewandowską zaczęłam modyfikować jej przepisy i odciskać na nich swoje piętno, co wydaje mi się naturalne. Podobnie zresztą z ćwiczeniami.

- Od marca br. trenuję sześć razy w tygodniu pod czujnym okiem mojego chłopaka Oskara Paradowskiego, który jest absolwentem AWF-u z uprawnieniami trenera personalnego i instruktora pływania. On nauczył mnie, jak ćwiczyć, by nie zrobić sobie krzywdy. To ważne, tym bardziej że trenuję z ciężarami.

Jak na obecnym etapie wygląda twoja dieta?

- Stosuję metodę prób i błędów, by wybrać to, co jest najlepsze dla mojego organizmu. Ogranicza mnie jedynie wyobraźnia (śmiech). Rzecz jasna, należy zrobić sobie analizę składu ciała. Gdy odstawiłam mięso, dbałam o suplementację witaminą B12. Raz dziennie przyjmuję kolagen, który jest nieocenionym budulcem skóry, kości, zębów, dzięki czemu uchodzi za eliksir młodości. Regularnie suplementuję się także witaminami C i D. Jem sporo ryb typu: dorsz, pstrąg, łosoś i makrela. Do tego dużo najróżniejszych warzyw. Ograniczyłam nabiał i wyeliminowałam laktozę. Kocham wędzone tofu. Przepadam za bakaliami, w moim przypadku są uzależniające (śmiech). Smakuje mi złote mleko, czyli roślinne mleko z dodatkiem kurkumy, cynamonu i imbiru.

- Moje posiłki są wartościowe odżywczo. Cały czas się uczę i próbuję czegoś nowego. Testowałam okno żywieniowe 16 na 8, keto czy low carb.

Twoje ulubione dania?

- Pizza z białego twarogu, wege burgery z czerwonej fasoli czy różnego rodzaju tortille.

A co z pieczywem?

- Jadam tylko chleb pszenno-razowy upieczony przez moją mamę, i to w umiarkowanych ilościach. Po prostu nie przepadam za pieczywem, praktycznie nie jadam kanapek. Nie przejmuję się natomiast glutenem, bo nie zauważyłam, by mi szkodził.

Słodycze?

Jak najbardziej tak, ale fit (śmiech). Potrafię wyczarować najróżniejsze słodkie pyszności bez cukru. Hitem są moje fit szarlotka czy brownie. Lubię przekąski typu batony proteinowe. Czekolada tylko gorzka - 80-90 proc. Ciekawie smakuje aquafaba, czyli beza z płynu ugotowanej cieciorki.

Gotujesz codziennie?

- Oczywiście! Gotowanie mnie odpręża! Ważne, by wcześniej zrobić przemyślane zakupy. Czyli nie kupować czegoś za dużo, by potem nie zjadać tego na siłę lub nie marnować jedzenia. Jeśli np. kupuję truskawki, to garść. A jeśli już zdarzy mi się czegoś za dużo, mrożę.

Sporo wiesz na temat zdrowego stylu życia. Chciałabyś w przyszłości zająć się tym zawodowo?

- Aktualnie jestem na trzecim roku psychologii i jeszcze nie mam sprecyzowanych planów na przyszłość. Nie wiem, czy będę aktorką. Na razie gram, kocham to robić, i dopóki będę dostawała nowe propozycje, zamierzam je przyjmować. Ale nie napinam się na to. Zobaczę, co los przyniesie. Wiem za to, że już zawsze będę miłośniczką zdrowego stylu życia. Z tej drogi nie będzie odwrotu.

Powodzenia zatem!

- Nie dziękuję!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama