Reklama

M jak miłość

Ocena
serialu
9,8
Super
Ocen: 364455
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Rodzinne święta Teresy Lipowskiej

Aktorka Teresa Lipowska w tym roku odpowiedzialna jest za przyrządzenie zupy grzybowej z łazankami, śledzia w śliwkach, a także karpia w galarecie. Jakie inne tradycje świąteczne kultywuje rodzina serialowej Barbary Mostowiak?

- Jak co roku, tak i w tym święta Bożego Narodzenia spędzę w gronie najbliższych - ujawnia Teresa Lipowska, czyli serialowa Barbara Mostowiak z "M jak miłość".

Reklama

- Do wigilijnej kolacji zasiądę razem z rodziną syna oraz jego teściową. Zanim zaczniemy jeść, syn odczyta na głos fragment z "Biblii", a następnie wszyscy przy opłatku złożymy sobie życzenia.

Gdy żył jeszcze Tomasz Zaliwski, mąż Teresy Lipowskiej, aktorka osobiście przygotowywała całą Wigilię oraz dania spożywane w dwa kolejne świąteczne dni.

- Mimo że nigdy nie przepadałam za gotowaniem, starałam się, aby każdy był zadowolony i najedzony - opowiada gwiazda sagi rodu Mostowiaków.

- Na stole musiał obowiązkowo pojawić się pasztet z zająca. Piekłam także różnego rodzaju ciasta. Dziś to się zmieniło. Damska część towarzystwa, czyli synowa, jej mama oraz ja krzątamy się po kuchni. Przez to że tak nas dużo przy garnkach, nie przepracowujemy się za bardzo, a jedzenia jest tyle, że - nie przesadzając - stół ugina się pod jego ciężarem. Ja jestem odpowiedzialna za przyrządzenie zupy grzybowej z łazankami, śledzia w śliwkach, a także karpia w galarecie.

- Po wieczerzy podarujemy sobie już od dawna przygotowywane i dokładnie przemyślane prezenty - najczęściej są to drobiazgi, na przykład w postaci mydełka lub długopisu. Chodzi głównie o sprawianie przyjemności. Co się zaś tyczy prezentów dla wnuków, przykładamy się bardziej, bo - jak wiadomo - dla nich mają one szczególne znaczenie. Po odpakowaniu wszystkich prezentów znowu zasiadamy do stołu, aby wspólnie pośpiewać.

- Wprowadziłam zwyczaj drukowania na kartkach kolęd, aby nikt nie miał problemów podczas kolędowania. Syn przygrywa nam na keyboardzie. Śpiewamy tak długo, aż dzieciaki zrobią się senne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje