M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 311627
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Zduńscy trafią na właściwy trop

W odcinku 1158. "M jak miłość" Paweł zabierze rodzinę na weekendową wycieczkę do Żnina, Biskupina oraz okolic. Co wydarzy się w czasie wyjazdu?

Odwiedziny w grodzie Słowian - gdzie mała Basia poczuje się jakby odbyła podróż w czasie. Wesoła przejażdżka koleją - jak za dawnych lat. Oraz spacer po mieście - gdzie Zduńscy trafią akurat na pokaz tańca z ogniem. I właśnie ten moment wybierze Paweł, by wręczyć ukochanej "romantyczny" podarunek. Kwiaty i tenisówki!

- Prezent. Na naszą pierwszą rocznicę ślubu... I dalszą drogę życia. Żeby ci było ze mną wygodnie... I bez żadnych tarć! - Boże, Paweł... jak miło, że pamiętałeś! - Ala da mężowi "ognistego" całusa... Za to Basia rzuci ze śmiechem: - Hej, przypominam, że to ja was wyswatałam!... Czy ktoś jeszcze o tym pamięta? Jak się starałam?!

Reklama

Na tym jednak weekendowe atrakcje się nie skończą. Zduńscy odwiedzą też zabytkowy pałacyk w Lubostroniu, gdzie Paweł znów zamieni się w fotografa - i sprawi, że Ala poczuje się jak modelka! Cały czas młoda para będzie jednak pamiętać o historii sprzed lat, która poruszyła ich serca... I o prośbie, którą ojciec Lucjana zawarł w swoim liście. 

Tuż po przyjeździe do Żnina Zduńscy zajrzą do cukierni "U Markowskich" - pewni, że chodzi właśnie o ich dawnych sąsiadów z Grabiny... A do tego skontaktują się z Markowskimi, których znajdą w książce telefonicznej. Niestety - wszystko na próżno.


Młoda para zacznie też wypytywać pracowników hotelu: - Przepraszam, nie orientuje się pan może... Szukamy pana Markowskiego... Może pan kojarzy takie nazwisko? Zna kogoś takiego?

Właśnie tak Zduńscy trafią w końcu na właściwy trop! Bo wieczorem do ich pokoju zapuka Kuba Markowski (Marcin Piętowski, znany m.in. z seriali "Plebania", "Samo życie", "Pierwsza miłość" oraz "Misja Afganistan") - narzeczony jednej z hotelowych kelnerek.


Następnego dnia nowy znajomy zaprosi Alę i Pawła do luksusowej restauracji. Opowie o swoim życiu, karierze - i przekona młodych, że jest świetnym biznesmenem.

- Mam firmę, importuję towar z Chin. Handluję wszystkim, czym się da - raz to, raz tamto... Trzeba być czujnym, elastycznie reagować na potrzeby rynku!

Ale jego słowa okażą się... gigantycznym kłamstwem!

Markowski tuż po spotkaniu wyjedzie ze Żnina do stolicy, uciekając przed wierzycielami. Czy w Warszawie odwiedzi Zduńskich i przypomni o rodzinnym długu?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje