M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 311592
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Witold Pyrkosz świętuje 88. urodziny!

Witold Pyrkosz, czyli Lucjan Mostowiak z "M jak miłość", przyzwyczaił się już do tego, że życzenia urodzinowe dostaje aż dwa razy w roku - w wigilię Bożego Narodzenia i w Nowy Rok. 24 grudnia to prawdziwa data jego przyjścia na świat, 1 stycznia to natomiast data urodzin zapisana w jego metryce.



Reklama

"Podwójnie urodzony" - tak często mówi o sobie Witold Pyrkosz. "Podwójnie urodzony" to także tytuł autobiograficznej książki aktora, w której dokładnie opowiedział całą historię zamieszania wokół daty jego urodzin...

Witold Pyrkosz urodził się 24 grudnia 1926 roku w Krasnymstawie, gdzie mieszkał i pracował jego ojciec. Gdy był jeszcze niemowlęciem, mama wyjechała z nim do Lwowa, do swojej matki, czyli jego babki...

- Babcia spytała: "Gdzie się urodził mój wnuk?". Mama odpowiedziała: "W Krasnymstawie". "Co to za wieś?! Gdzie ta wieś?!" - krzyknęła babka i oznajmiła: "Wykluczone, mój wnuk nie mógł się urodzić w jakimś Krasnymstawie, on się musiał urodzić we Lwowie". I tak zmieniono mi miejsce urodzenia. Ale została jeszcze ta niefortunna data. Babka stwierdziła: "Niedobrze, przez te kilka dni do wojska pójdzie wcześniej. Lepiej, żeby urodził się we Lwowie 1 stycznia 1927 roku". I tak mam zapisane w papierach - czytamy we wspomnieniach Witolda Pyrkosza.

Co ja tutaj robię, czyli wyboista droga do aktorstwa

Droga Witolda Pyrkosza do aktorstwa nie była łatwa. Długo nie potrafił się zdecydować, jaki zawód chce uprawiać do końca swojego życia. Uczył się najpierw w liceum spółdzielczym, potem w technikum wodno-melioracyjnym i spożywczym, aż wreszcie w Gimnazjum Gospodnim (odpowiednik dzisiejszej szkoły hotelarskiej). Marzył co prawda, by być marynarzem, ale na marzeniach się skończyło. Rozpoczął studia ekonomiczne, ale...

- Siedziałem sobie po pierwszym semestrze w krakowskiej Wyższej Szkole Ekonomicznej i myślałem: "Co ja tutaj robię?". Matematyk był ze mnie żaden, z fizyki i chemii też nie byłem orłem, z rosyjskiego dostałem na maturze marną trójkę. W końcu zacząłem przeglądać spis przedmiotów wykładowych w różnych uczelniach i wyszło na to, że tylko studia aktorskie są mi przyjazne. Wybrałem aktorstwo, bo nie nadawałem się do innych szkół - wspominał w jednym z wywiadów.

Najważniejsze jest szczęście

Na szczęście wybór okazał się bardzo słuszny, zwłaszcza że natychmiast po skończeniu studiów Witold Pyrkosz dostał pracę w teatrze, gdzie szybko zadebiutował dużą rolą w "Lekkomyślnej siostrze".

- Zawsze wiedziałem, że w aktorstwie najważniejsze jest szczęście - mówi Witold Pyrkosz.

- Moje szczęście zaczęło się od tego, że Zbyszek Cybulski wypatrzył mnie w kieleckim teatrze. Namówił Krystynę Skuszankę, będącą wówczas dyrektorem Teatru Słowackiego w Krakowie, by przyjechała do Kielc i zobaczyła przedstawienie, w którym tutaj grałem. Widać spodobałem się pani Skuszance, bo wkrótce ściągnęła mnie do Krakowa, gdzie z kolei po pewnym czasie znaleźli mnie twórcy "Janosika" - opowiada.

Witold Pyrkosz twierdzi, że najlepsze role dostawał zawsze na skutek zbiegu okoliczności. Twórcy "Czterech pancernych i psa" zaangażowali go do epizodu, ale on tak podkręcił swoją rolę, że Janusz Przymanowski (scenarzysta) zdecydował się znacznie ją powiększyć. W serialu "Alternatywy 4" zastąpił kolegę, który ze względów zdrowotnych nie mógł zagrać Balcerka.

- Bez szczęścia ani rusz - śmieje się Witold Pyrkosz.

Stać mnie na dużo więcej

Aktor nie może też narzekać na los w życiu prywatnym. Ma wspaniałą żonę, dwoje dzieci, wnuczęta. W swoim gospodarstwie w podwarszawskiej Górze Kalwarii do niedawna hodował kaczki i syryjskie kozy, które za przysłowiową złotówkę odkupił od jednego z ogrodów zoologicznych. Dziś zajmuje się kilkoma psami i kotami, bo na opiekę nad większą gromadą zwierząt nie ma już po prostu siły.

- Żona wybudowała nam dom, żebym nie umarł z nudów po przejściu na emeryturę. Sprzedała nasze mieszkanie w Warszawie i kupiła farmę. Właściwie działkę, na której trzeba było zbudować dom. Na szczęście pojawiła się wtedy propozycja, bym wziął udział w telewizyjnej reklamie. Zająłem się dostarczaniem żonie środków potrzebnych do budowy domu. Budową zajęła się sama - opowiada aktor.

Kiedyś Witold Pyrkosz nie wyobrażał sobie życia bez wędkowania, które jest jego największą po aktorstwie pasją, ale ostatnio rzadko siada nad brzegiem jeziora z wędką w dłoni.

- Gdybym miał wygodny fotel nad wodą i ktoś donosiłby mi herbatę, to owszem, dlaczego nie. Ale ponieważ jest to niemożliwe, moje ryby odsunąłem na dalszy plan. Wolę zajmować się domem - mówi.

Choć Witold Pyrkosz jest już od kilkunastu lat emerytem, nie narzeka na brak zajęć. Wciąż dostaje propozycje z filmu i telewizji, wciąż zwracają się do niego realizatorzy reklamowych spotów, wciąż wciela się w Lucjana Mostowiaka w "M jak miłość" i wbrew plotkom, wcale nie zamierza rezygnować z tej roli!

- Odejść z "M jak miłość"? Ha, ha, wbrew plotkom odejdę z tego serialu, jak odejdę w ogóle. Nie mogę odejść z serialu. No, chyba, że na wieki wieków. Jak umrę, to wtedy odejdę, ale za życia nigdy! - mówi aktor w wywiadzie dla "Super Expressu".

- Nigdy nie żałowałem wyboru zawodu - twierdzi serialowy Lucjan i dodaje:

- Każdy zna moje role, ale czy jest to wykładnik sukcesu? Pewnie dla niektórych tak, ale ja uważam, że stać mnie na dużo więcej. Nie mogę jednak narzekać, bo przeżyłem swoje życie słusznie i coś w nim osiągnąłem.

24 grudnia Witold Pyrkosz świętować będzie swe 88. urodziny, choć oficjalnie skończy 88 lat dopiero tydzień później - 1 stycznia.

 

 

Dowiedz się więcej na temat: M jak miłość | Witold Pyrkosz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje