M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 310718
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Tajemnica dodaje pieprzu - rozmowa z Pawłem Delągiem

Jest jednym z nielicznych polskich aktorów, którzy radzą sobie na międzynarodowym rynku filmowym, ale nie daje o sobie zapomnieć swoim fanom w kraju. Niedawno dołączył do obsady „M jak miłość”. Michał, którego gra, jest bardzo tajemniczy i wzbudza niepokój, ale czy taki diabeł straszny, jak go malują?

Jaką tajemnicę skrywa twój bohater z "M jak miłość"?

- Na razie Michał jest skryty i niewiele o nim wiadomo, ale z czasem wszystko się wyjaśni. Joasia (Barbara Kurdej-Szatan - przyp. aut.) i jej syn Wojtek (Feliks Matecki - przyp. aut.), na podstawie różnych wydarzeń, zaczną go podejrzewać o najgorsze. W ich oczach będzie groźnym kryminalistą. Później okaże się, że owszem ma powiązania ze światem przestępczym, ale tylko i wyłącznie na potrzeby swojej pracy.

Dlaczego Joasia będzie miała podejrzenia wobec Michała?

Reklama

- W jego domu pojawił się groźnie wyglądający przestępca, który - przez przypadek - zapukał także do drzwi Joasi. Ponadto okazało się, że Michał ma broń, a jego niektóre zachowania budzą niepokój. To ciekawy wątek, bo taka tajemnica dodaje pieprzu zwykłym obyczajowym historiom i buduje napięcie. Mój bohater będzie się przełamywał, odkrywał prawdę o sobie i dopiero za jakiś czas pokaże swoje prawdziwe oblicze. Widzowie muszą trochę poczekać. Pierwszy do Michała przekona się Wojtek.

- Być może ich znajomość będzie szła w stronę zażyłości; takie sytuacje się zdarzają. Gdy byłem ośmioletnim chłopakiem, miałem mentora. Bardzo imponował mi starszy o dziesięć lat kolega. To że się ze mną kumplował, było dla mnie bardzo ważne.

Może relacja z Wojtkiem zbliży twojego bohatera do jego mamy?

- Zobaczymy, jak potoczy się ta historia i na jak długo zwiążę się z serialem. Niczego nie można wykluczyć. Cały czas szukam zajęć, które rozwiną mnie zawodowo. Chcę się spotykać z różnymi reżyserami, budować role na podstawie ciekawych scenariuszy.

Jakie są twoje najbliższe plany zawodowe?

- Mam dwie propozycje teatralne, niezwiązane z konkretną sceną. Próby mają się zacząć w kwietniu; być może ponownie spotkam się zawodowo z Asią Liszowską w sztuce "Wiem, że ty wiesz". Rozmawiam także z producentami dwóch filmów; oba scenariusze są bardzo interesujące. Za kamerą jednego stanie Olaf Lubaszenko, wiec mam nadzieje, że będzie i mądrze, i śmiesznie. Drugi to rosyjski thriller kostiumowy. Ponadto czekam na premiery filmów z moim udziałem, które powstały w 2017 roku, między innymi czeskiej produkcji "Daria" , którą można określić psychologiczno-kryminalnym thrillerem.

W zeszłym roku byłeś koproducentem czesko-słowackiego filmu "Wszystko albo nic". Czy wiążesz swoją przyszłość z taką działalnością?

- Znam wielu aktorów, którzy w pewnym momencie wylądowali w pustce zawodowej. Ich pięknie rozwijające się kariery wyhamowały, bo nie było na nich pomysłu. Czy mają zdawać się na innych i czekać, aż ten pomysł się znajdzie? Nie bardzo, lepiej działać i szukać różnych rozwiązań. Know-how, który zdobyłem przez lata, pozwala mi myśleć o innych obszarach związanych ze sztuką. Praca w charakterze producenta jest interesująca. Wymaga nowych umiejętności, przede wszystkim biznesowych, a także wytrwałości i konsekwencji. To nie jest lekki kawałek chleba, ale aktorstwo też nim nie jest.

Jesteś bardzo racjonalny

- Księgowym już niestety nie będę, prawnikiem i księdzem też (śmiech). Staram się robić to, na czym się znam. Interesuje mnie produkowanie filmów, ale nie rezygnuję z aktorstwa. Wczoraj nagrałem dwa materiały castingowe, które wysłałem do produkcji filmów anglojęzycznych. Jeden z nich powstaje w Szwecji, drugi w Wielkiej Brytanii. Regularnie szukam w ten sposób ról. W Polsce doświadczeni aktorzy, którzy są rozpoznawalni, nie muszą tego robić.

- To w pewien sposób zamyka im możliwości. Często jesteśmy postrzegani przez jeden pryzmat. Na tym polega słabość naszego rynku filmowo-serialowego, że nie próbuje się obsadzać aktorów wbrew warunkom i wizerunkowi. Jesteśmy poobklejani etykietkami. Istnieje podział na aktorów komercyjnych, którzy grają wyłącznie w filmach komercyjnych i aktorów zatrudnianych w produkcjach artystycznych. Brakuje kina gatunkowego - kryminałów, science fiction.

- W Polsce, gdy w jakimś filmie czy serialu potrzebny jest aktor do wątku romantycznego, dzwonią do Deląga. Reżyserzy czy producenci zazwyczaj nie mają na mnie innego pomysłu. Tymczasem za granicą rzadko gram kochanków. Wcielałem się między innymi w esesmana, superbohatera, który ratuje cały świat, zakonnika czy złowrogiego właściciela banku.

Jak radzisz sobie z językami obcymi?

- Moim drugim językiem jest rosyjski, dość dobrze znam francuski, a najgorzej angielski. Musiałem nadrobić braki, bo jestem chłopakiem z lat siedemdziesiątych. Gdy byłem dzieckiem, nie uczono mnie języków. Teraz pięciolatkowie potrafią mówić w jednym, a czasami nawet w dwóch. Dla aktorów to podstawowa umiejętność, która daje dodatkowe możliwości. Jest wiele znakomitych przykładów, choćby Marion Cotillard czy Mads Mikkelsen, że dzięki niej można z powodzeniem pracować na rynku międzynarodowym.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

www.mjakmilosc.tvp.pl/

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje