M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 311585
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Spełniam marzenia - rozmowa z Krzysztofem Kwiatkowskim

W tym roku czeka go kilka premier teatralnych, na ekrany kin wejdzie film „Dywizjon 303” z jego udziałem i będzie miał dużo pracy na planie „M jak miłość”. W najbliższych odcinkach serialu jego bohater, Jakub, dostanie awans, ale zamiast go przyjąć, zacznie się zastanawiać, czy nie zrezygnować z pracy w CBŚ!

Jesteś dla mnie przykładem aktora, który nie czeka na propozycje, tylko wykorzystuje możliwości, jakie daje współczesny świat.

Reklama

- Co masz na myśli?

Jesteś aktywny w mediach społecznościowych, niedawno pozyskiwałeś fundusze na film za pośrednictwem crowdfundingu i realizujesz się zawodowo na wielu płaszczyznach.

- Nie patrzyłem na to w ten sposób, ale możliwe, że tak jest. Ty widzisz mnie z zewnątrz, masz inne spojrzenie. Z jednej strony spotykam aktorów starszych ode mnie, którzy w ogóle nie udzielają się w mediach społecznościowych, z drugiej - młodych, którzy nimi żyją. Wydaje mi się, że jestem pomiędzy. Staram się być na bieżąco, ale nie zachłystuję się tym, co oferuje współczesność. Gdy potrzebowaliśmy zebrać fundusze na film krótkometrażowy "Anhelli", po prostu wykorzystałem różne możliwości, choćby crowdfunding, czyli finansowanie społecznościowe.

Czy uważasz, że obecnie aktorzy muszą być aktywni na wielu polach, by móc realizować się zawodowo?

- Nie chcę wypowiadać się za wszystkich, bo każdy idzie swoją drogą. Ale wydaje mi się, że w naszych czasach - by spełniać się zawodowo - musimy być dobrymi specjalistami od PR, dyplomatami i menedżerami jednocześnie. Aktorstwo wymaga planowania, analitycznego myślenia i precyzji. Trzeba mieć pomysł na siebie i na kolejne role. Bardzo nie lubię bezczynności i czekania. Gdy mam przestój zawodowy, próbuję, kombinuję, rozmawiam ze znajomymi i szukam różnych możliwości rozwoju. Być może dzięki temu robię to, o czym zawsze marzyłem - pracuję w wielu miejscach, gdzie próbuję różnych odcieni aktorstwa. Nigdy nie chciałem zamykać się w jednej przestrzeni, na przykład w teatrze. Wziąłem więc udział w show "Twoja twarz brzmi znajomo", a w tym roku pojawię się w dwóch musicalach.

Gdzie będą wystawiane?

- Oba reżyseruje Krzysztof Jasiński. Premiera pierwszego "Żołnierz królowej Madagaskaru" odbędzie się w październiku w Teatrze Polskim w Warszawie To będzie uwspółcześniona wersja przedwojennego wodewilu. Drugi - "Kabaret" - będzie można oglądać od grudnia na scenie Teatru Stu w Krakowie. Będę się w nim wcielał w kultową postać Mistrza Ceremonii i zmierzę się z legendarnymi szlagierami, między innymi "Money" czy "Willkommen".

Czekają cię w tym roku jeszcze jakieś wyzwania teatralne?

- Mam za sobą premierę "Wiedźm według Szekspira" w Teatrze STU w Krakowie, która odbyła się 21 stycznia. W marcu rozpoczynam próby do nowego spektaklu Moniki Strzępki, który po raz pierwszy pokażemy w maju w Teatrze Polskim, a po drodze w tym samym teatrze odbędzie się premiera sztuki "Pożar w burdelu. Duchy. Musical spirytystyczny" w reżyserii Michała Walczaka.
 
- A co z projektami filmowymi?
Mam nadzieję, że będziemy pracowali nad filmem "Anhelii" na podstawie poematu Juliusza Słowackiego, o którym przed chwilą rozmawialiśmy. To trudna literatura, teoretycznie nieprzekładalna na język filmowy, ale reżyserka Basia Szewczyk ma świetny pomysł. Pojawi się wiele malarskich, statycznych kadrów nawiązujących do twórczości Jacka Malczewskiego i innych symbolistów oraz odpowiednia, klimatyczna muzyka. Sama historia jest fantastyczną, wciąż aktualną opowieścią o polskości.
Na wiosnę czeka mnie również premiera filmu "Dywizjon 303", w którym gram Mirosława "Ox" Ferica, asa polskiego lotnictwa myśliwskiego z okresu Bitwy o Anglię.

Jest jeszcze "M jak miłość", w którym od dwóch lat wcielasz się w Jakuba Karskiego. Jak z perspektywy czasu oceniasz tę współpracę?

- Fantastycznie! Ta rola to swego rodzaju spełnienie jednego z chłopięcych marzeń z dzieciństwa. Mój bohater jest funkcjonariuszem CBŚ, często jest w terenie, prowadzi śledztwa, tropi groźnych kryminalistów, a gdy jego bliscy i przyjaciele znajdą się w tarapatach, zawsze stara się im pomagać. Dzięki tej roli zacząłem jeszcze więcej trenować. Obecnie szlifuję kickboxing i muay thai pod okiem trenera Krzysztofa Lipowskiego w warszawskim klubie Palestra. Czasami odwiedzam też trenera Roberta Jocza w Warszawskim Centrum Atletyki, gdzie sparuję z jego podopiecznym i moim kolegą aktorem - Pawłem Kruczem. Trenuję, bo chcę być w dobrej formie. Gdy mam na planie sceny walki, nie stresuję się, bo wiem, jak mam to dobrze robić od strony technicznej. 

Co wydarzy się w wątku twojego bohatera w najbliższych odcinkach?

- Niedawno ciążyła na nim duża odpowiedzialność. W jego rękach znalazł się los  Szymka (Stanisław Szczypiński - przyp. aut.) i Ani (Maria Pawłowska - przyp. aut.), którzy zostali porwani przez bandytów. Śledztwo miało wiele zwrotów, okazało się, że w sprawę zamieszany jest brat Andrzejka (Tomasz Oświeciński - przyp. aut.), pojawiły się komplikacje, ale na szczęście ostatecznie nikomu nic się nie stało. Niedługo widzowie zobaczą scenę walki, w której mój bohater i Marcin (Mikołaj Roznerski - przyp. aut.) zmierzą się z kilkoma przeciwnikami. Ponadto Kuba dostanie awans, ale nie będzie chciał go przyjąć i zacznie mieć dylematy związane ze swoją pracą. Będzie chciał z niej zrezygnować, bo zrozumie, że brakuje mu czasu na życie prywatne. To bardzo interesująca, wielowymiarowa postać, która zmaga się wieloma problemami.

Jestem pod wrażeniem. Masz mnóstwo pracy!

- Spokojnie da się to wszystko pogodzić. Oczywiście czasami przychodzą trudne momenty, ale sobie radzę. Ustawiam na rano pięć budzików w telefonie i któryś zawsze mnie budzi (śmiech). Ten system jeszcze mnie nigdy nie zawiódł. Na pewno pomaga mi poczucie odpowiedzialności. Może odziedziczyłem coś po moim dziadku, który był generałem Wojska Polskiego?

Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje