M jak miłość

Ocena
serialu
9,8
Super
Ocen: 360465
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"M jak miłość": Mroczna historia w tle - rozmowa z Michałem Czerneckim

Mieszka w Będzinie i... w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Tegoroczne urodziny uczci premierą teatralną, a Jurek, którego gra w "M jak miłość", wywoła duże zamieszanie w życiu Ali, Basi i Pawła. W tym wątku ważną rolę odegra jego serialowy ojciec, czyli włóczęga Stefan!

 

Reklama

Fani związku Ali i Pawła powinni zacząć się niepokoić. Pojawienie się w "M jak miłość" twojego bohatera może dużo zmienić...

- Dziękuję, pochlebiłeś mi, że mam taki wpływ na ten wątek. A co Jurek, którego gram, wniesie do serialu? Na pewno wywoła wątpliwości u Ali (Olga Frycz - przyp. aut.), Pawła (Rafał Mroczek - przyp. aut.), a także małej Basi (Gabriela Raczyńska - przy. aut.). Po długiej nieobecności wróci do Polski z zagranicy, gdzie pracował. Przed laty wziął ślub z Alą, ale ulotnił się zaraz po narodzinach Basi. Był młodym mężczyzną i nie udźwignął odpowiedzialności, przerosła go ta sytuacja. Wydaje mi się, że w końcu pojawiła się refleksja. Zdał sobie sprawę, że zostawił dziecko, w którym płynie jego krew. Chyba chce sprawdzić, czy dojrzał do ojcostwa.

I zderzy się ze ścianą. Basia uważa, że jej tatą jest Paweł.

- Ale ta ściana ma pęknięcia. Ojciec biologiczny, jaki by nie był, zawsze będzie dla swojego dziecka intrygujący. Basia w końcu zaciekawi się Jurkiem, a Jurek przekona się, że Basia to bystre i mądre dziecko. Mały człowieczek, który ma charakter i swoje zdanie. Mój bohater zacznie się zastanawiać, skąd się to wzięło. Po kim ona to ma? Nie wychowywał jej, ale geny przekazał. Nie będzie przebierał w środkach, żeby mieć z nią kontakt. Mam na myśli środki prawne i inne... Ma coś w zanadrzu.

Czyli Jurek nie jest jednoznacznie negatywną postacią?

- Myślę, że nie. Pojawił się w serialu w momencie, w którym związek Ali i Pawła znalazł się na etapie scalania, w przeddzień podjęcia trwałych zobowiązań. Jako ktoś z zewnątrz, intruz, który ten ład zacznie zaburzać, będzie traktowany z rezerwą i niechęcią. To naturalna reakcja. A że jest facetem dosyć temperamentnym i zdecydowanym, zapowiada się ciekawie. Na razie udaje się osiągać kompromis, ale przyjdzie moment, gdy to będzie niemożliwe. Tym bardziej, że Paweł zechce przysposobić Basię, czyli zostać jej prawnym opiekunem. Pewnie w końcu dojdzie do konfrontacji. 


Chodzi tylko o Basię, czy Jurek ma także nadzieję, że odzyska Alę?

- Gdy ludzie nagle się rozstają, jak Ala i Jurek, nigdy sprawa nie jest do końca załatwiona. Coś w nich zostało, uczucia nie wygasły, a to powoduje emocjonalne reakcje.

W tym wątku ważną rolę odegra także ojciec twojego bohatera, którym okaże się...

- ...Stefan (Zbigniew Waleryś - przyp. aut.). W tle tego wątku jest ich mroczna historia. Ojciec Jurka ma za sobą ciemny czas, gdy popełniał błędy, którymi mój bohater może go teraz szachować. Krótko mówiąc, Stefan nie zawsze był bezdomny i nie zawsze był takim miłym dziadkiem, za jakiego stara się uchodzić. Jest między nimi napięcie. Jeśli ta puszka pandory będzie miała okazję się otworzyć, demony z przeszłości wyjdą na światło dziennie...

Porozmawiajmy o psach. Ostatnio znowu postanowiłeś im pomóc.

- Skontaktowali się ze mną młodzi entuzjaści, którzy mają duże serce do pracy i mnóstwo inwencji. Ujęło mnie, że rzucili się na głęboką wodę. Nagraliśmy filmik nawiązujący do dresiarza Lewego, którego grałem w "Wojnie polsko-ruskiej", i w pewnym sensie do spotu "Mafia dla psa" dla fundacji Przytul Psa, gdzie wystąpiłem między innymi z Piotrkiem Cyrwusem. Zachęcamy do przekazania jednego procenta podatku schronisku dla bezdomnych zwierząt w Sosnowcu. Na planie nie było zawodowego reżysera, mieliśmy ograniczone możliwości, więc siłą rzeczy nie wszystko wyszło tak, jak zakładaliśmy. Są braki dramaturgiczne, niedociągnięcia aktorskie, także moje, ale chłopcy, jak na amatorów, poradzili sobie bardzo dobrze. Zrealizowaliśmy ten film w wolnym od pracy dla mnie, a dla nich od nauki czasie i mieliśmy z tego dużą frajdę.

To przypadek, że wspierasz akurat akcje pomocy psom, czy jesteś ich miłośnikiem? 

- Długo bałem się psów. Moje nastawienie do nich zmieniło się dzięki rottweilerowi mojego kolegi. Żusiek ważył więcej niż ja, ale był łagodny i poczciwy. Lubię zwierzęta, mam w domu dwa koty, ale nie w tym rzecz. Zgłosili się do mnie młodzi ludzie pełni entuzjazmu, więc pomogłem. Gdyby zbierali pieniądze na pomoc dla chorych dzieci, starszych ludzi lub świnek morskich, zareagowałbym podobnie.


Kiedy premiera spektaklu "Noc żywych Żydów" z twoim udziałem?

- Czwartego kwietnia, w dniu moich urodzin. Dużo sobie po tym spektaklu obiecuję. Jest zupełnie inny jeśli chodzi o środki przekazu - wykorzystujemy między innymi mapping i projekcje. Dawno, o ile w ogóle, na scenie Teatru Dramatycznego w Warszawie takiego nie było. Poza tym powieść Igora Ostachowicza, na podstawie której powstał spektakl, jest nowym głosem w sprawie wojny i holokaustu, co ma dla nas ogromne znaczenie. "Noc żywych Żydów" w reżyserii Marka Kality i Oli Popławskiej ma dostarczyć widzom rozrywki, ale i poruszyć, wywołać refleksję. Ma być jak z tygrysem w łóżku - i śmiesznie, i strasznie...

Czy miałeś już kiedyś premierę w urodziny?

- To będzie mój pierwszy raz, ale tak się złożyło, że w zeszłym roku też nie było mnie w domu w dniu urodzin. Wtedy miałem trzecią próbę generalną do spektaklu "Prorok Ilja", a teraz premierę "Nocy żywych Żydów". Świetny prezent! Myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani, teatr nam sprzyja, chcemy opowiedzieć tę historię. To tym bardziej ekscytujące, że jesteśmy pierwsi, nikt tego nie robił przed nami, nie można nas porównywać do niczego i nikogo. To pierwsza adaptacja teatralna tej powieści.

Władze teatru faktycznie robią, co mogą. Zapewniają ci nawet miejsce do spania w wyjątkowym budynku...

- Owszem, śpię w jednym z pokoi gościnnych Teatru Dramatycznego, który znajduje się w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Wszyscy pytają, czy nie mam koszmarów, bo teatr to miejsce, gdzie kumuluje się energia, nie zawsze pozytywna. Śpię dobrze, a do sceny jest naprawdę blisko. Otwieram drzwi, robię trzy kroki i stoję na drugim balkonie tuż nad nią. Budzę się pięć minut przez próbą, zakładam kapcie i jestem na miejscu. Idealnie (śmiech).


Nie myślałeś o tym, żeby przeprowadzić się do Warszawy?


- Z perspektywy niemal trzynastu lat w zawodzie mogę ocenić, że rozwiązanie, które wybrałem, jest dla mnie najlepsze. Moja baza znajduje się w Będzinie. Tam odpoczywam, odkurzam, wyrzucam śmieci i zmieniam kotom podsypkę w kuwecie. Nie stronię od obowiązków domowych, bo przecież nie mogę zostawić wszystkiego na głowie mojej żony. Mamy dwójkę małych dzieci, jest co robić. Ale to nie wszystko. Taka proza życiowa daje mi dobre umocowanie w aktorstwie. Julia Kijowska (aktorka - przyp. aut.)powiedziała w jednym z wywiadów, że miarę na nasze postaci bierzemy zawsze z siebie. Też tak uważam. A jak to zrobić, gdy żyje się cały czas w nierealnym świecie? Wielu aktorów, którzy mieszkają w Warszawie, każdego dnia staje w blasku fleszy, czas mierzą od imprezy do imprezy, a życie tak nie wygląda. W takich okolicznościach ryzykuje się utratę poczucia rzeczywistości i dystansu. Dlatego zdecydowanie wolę mieszkać w Będzinie, a pracować w Warszawie. Dzięki temu jestem na sto procent i w domu, i w pracy.

Będzin. Cisza, spokój. Nie dziwię ci się...

- To średniowieczne miasto, przez które przebiegał prastary szlak handlowy ze wschodu na zachód. Mamy zamek, piękne, ale - niestety - zaniedbane Stare Miasto. Z naszej górki widzimy Beskidy, a czasem także Tatry. Dobrze nam tam.


Rozmawiał: Kuba Zajkowski

Dowiedz się więcej na temat: M jak miłość | Michał Czernecki

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje