Reklama

​Iga Krefft szczerze o swojej chorobie

Gwiazda "M jak miłość" w show-biznesie obecna jest od dziecka. Od kilku lat jest bardzo aktywna na swoich kanałach social media. 25-latka w szczery sposób komunikuje się ze swoimi fanami i pokazuje im nie do końca kolorową rzeczywistość. Niedawno opublikowała na Instagramie post, w którym opisała swoją walkę z chorobą.

Iga Krefft najbardziej znana jest z roli Uli w "M jak miłość". Aktorka swoją przygodę z serialem zaczęła jako 12-latka, w 2007 roku. Na początku miała być jedynie postacią epizodyczną, jednak z czasem uznano, że zostanie w obsadzie na stałe. Od tamtej pory niemal nieprzerwanie występuje w produkcji. Iga dorastała na oczach widzów i już jako nastolatka poznała prawa jakimi rządzi się show-biznes. Od kilku lat aktorka działa również muzycznie pod pseudonimem Ofelia.  

Krefft prowadzi obserwowany przez ponad 88 tysięcy osób profil na Instagramie. Chociaż nie brakuje na nim wystylizowanych zdjęć, to aktorka przede wszystkim promuje naturalność. Jest kolejną gwiazdą, która otwarcie mówi o swoich problemach. Nie próbuje koloryzować swojego życia czy dostosować się do kanonów panujących w show-biznesie. Od dawna publikuje treści propaguje mające przekonać internautów do zaakceptowania siebie, swojego ciała i różnorodności. Teraz głośno mówi o swoich problemach ze zdrowiem psychicznym. Nie ukrywa jednak, że długo zastanawiała się czy poruszyć ten temat. 

Reklama

"Sama nie wierzę, że to piszę, ale od dawna chciałam to zrobić, wisiało to nade mną. Piszę to po to, aby osoby, które mają podobne przeżycia wiedziały, że to nie jest jakiś jedyny przypadek na tej planecie, że nie są same, bo mi kiedyś przeczytanie takich słów szalenie pomogło" - zaczęła swój przejmujący wpis aktorka. 25-latka od sześciu lat zmaga się z depresją oraz nerwicą, które niemal doprowadziły ją do próby samobójczej. Nie wiedząc, jak sobie z nimi poradzić po pewnym czasie zdecydowała się na pomoc specjalisty. 

"Od sześciu lat choruję na nerwicę z epizodami depresji. Dwa lata temu przeszłam załamanie nerwowe, a o samej depresji dowiedziałam się na tydzień przed rozpoczęciem programu ‘Twoja Twarz Brzmi Znajomo’. Było to cholernie trudne wyzwanie i jak wchodziłam na próby, to miałam naprawdę czarne myśli. Gdyby nie leczenie, nie wiem, jakby się skończyło" - wyznała Krefft. Swoje problemy ukrywała przed całym światem. Na ekranie oraz imprezach branżowych uśmiechała się do kamer, prywatnie była w rozsypce. 

"Nikt wtedy nie wiedział o tym, bo było to dla mnie potwornie wstydliwe. Może lepiej byłoby, gdybym jednak wtedy o tym powiedziała komuś, bo może uniknęłabym komentarzy w stylu ‘widza masz zabawić, jego nie obchodzi, że jest ci ciężko’ - napisała. Problemy pogorszyły się, gdy aktorka zaczęła więcej pracować i przeniosła się do Warszawy. Z dala od wsparcia rodziny pogrążała się depresji: "Więc tak, było mi cholernie ciężko. Bycie zupełnie samemu w Warszawie (Wiktor wtedy mieszkał na Islandii, rodzina 500 km ode mnie) i przechodzenie depresji, nie mając nawet chwili, aby zadbać o siebie, to piekło. 3, 4h snu, z jednej roboty do drugiej i widmo tego, że jeśli zrezygnuję, to nie dość, że pójdzie na mnie plaga złych opinii, to jeszcze pewnie kary pieniężne, a pieniędzy wtedy nie miałam zbyt wiele...".

Pierwsze objawy miała już w liceum. Dorastając na oczach całej Polski, od nastoletnich lat spotykała się z komentarzami dotyczących jej wyglądu. Dodatkowym stresem były egzaminy do szkoły teatralnej. I chociaż ostatecznie dostała się na krakowską uczelnię, to jej problemy zaczęły się nasilać. "Skąd się to wzięło? Ta kulminacja była w styczniu 2019 roku. Stąd, że odkąd miałam 19 lat, kiedy zrozumiałam, że coś złego z moim zdrowiem psychicznym się dzieje, nie poszłam do lekarza. Zaczęło się to po egzaminach do szkoły teatralnej. Schudłam, byłam śliczna, a przynajmniej próbowałam (wydawało się, że jak będę chuda, to będę śliczna), bo najbardziej chciałam dostać się do Warszawskiej Akademii Teatralnej, tam przecież przyjmują tylko śliczne dziewczyny, a słyszałam: do Łodzi masz szansę, bo tam lubią takie dziwne. [...] Najgorsze zaczęło się w sierpniu, chwilę po tym, jak się dowiedziałam, że dostałam się do Krakowa. Cały miesiąc drżałam wewnętrznie. Czułam, jakbym była we śnie, nieustanny ból brzucha i wieczna senność. Wychodziłam na spacer i płakałam, patrząc na ukochane łąki i pola, bo nie czułam nic!" - wyznała Iga Krefft. 

Samotność, próba odnalezienia się w nowym miejscu, ciągły stres spowodowały, że stan aktorki znacznie się pogorszył. Po rozpoczęciu studiów doszły również tzw. fuksówki. Ten swoisty rytuał inicjacyjny trwa w zależności od uczelni od dwóch do trzech tygodni. Pierwszoroczniacy zmuszani są do poniżających, ośmieszających i wyczerpujących fizycznie zachowań. Często dochodziło również do aktów przemocy. Władze uczelni przez lata przymykali oko na ten proceder. Dopiero niedawno studenci zaczęli o tym głośno mówić w czym wsparli ich koledzy z branży. 

Iga Krefft wyznała teraz, że kumulacja wszystkich problemów doprowadziła ją niemal do próby samobójczej. "Jednej nocy, jadąc pociągiem do Wrocławia, nastąpiła kulminacja, czułam, że jeśli to się nie skończy, to ja skończę ze sobą. Nie dam rady... To mnie zaalarmowało. Zaczęłam czytać następnego dnia o chorobach psychicznych i zadzwoniłam do rodziców z pytaniem, czy mój stan to może być to? Po ponad miesiącu życia w jakimś koszmarze, objawy się uspokoiły. Samoczynnie. Nie poszłam do lekarza ani nic i to był błąd... Później zaczął się rok akademicki, cholerna fuksówka i studenci, którzy jakby wchodzili w rolę moich oprawców z podstawówki. Taka to szlachetna zabawa w poniżanie innych, ośmieszanie... Ale jakoś to przeżyłam. W ciągu roku miałam dwa takie ataki jeszcze - na święta Bożego Narodzenia i pod koniec roku akademickiego. [...] W końcu organizm powiedział stop. Wtedy już nie było odwrotu. Zaburzenia akcji serca, notoryczna senność, dramat z każdej sytuacji, płacz o pierdoły, generalnie moje całe życie stało się jakimś filmem katastroficznym. [...] Przez tyle lat wypierałam chorobę, która wcale nie zmniejszała się, tylko rosła w siłę. Autostrada do najgorszych stanów już nie zatrzymywała lęku, tylko przechodziła w zwykłą rezygnację z chęci na cokolwiek, łatwiej było płakać, odczuwać całym ciałem ból i poddać się.". 

Początkowo próbowała sobie sama poradzić z narastającymi problemami. Porad szukała w internecie. W końcu zrozumiała, że nie poradzi sobie bez pomocy z zewnątrz i udała się do specjalisty i rozpoczęła terapię. Nie ukrywa jednak, że musi ciągle nad sobą pracować. "Dostałam leki, bo to była jedyna opcja wtedy i po kilku miesiącach życie odzyskało sens. Serio - jedna krótka decyzja o tym, aby pójść do specjalisty i zacząć terapię zmieniła moje życie. Wiem doskonale, skąd się wzięły te lęki, ale nie o tym dzisiaj. Może kiedyś napiszę o tym więcej. Dzisiaj o tej części mojej drogi, bo obecnie jestem po masakrze emocjonalnej, po przygotowaniu projektu, który wypłukał ze mnie chyba wszystkie leki. I nagle poczułam się znowu jak wtedy, w sierpniu po egzaminach, ale teraz wiem, że to choroba i wiem, jak ją poskromić. Stąd też mój samotny wyjazd do Włoch i chęć zrobienia czegoś tylko dla siebie, bo tego uczę się też na terapii, która bywa mega ciężka". 

Dzisiaj artystka czuje się już lepiej. Wie jednak, że depresja to podstępna choroba, nad którą nie jest łatwo zapanować. Iga Krefft nie obawia się już mówienia o swoich problemach psychicznych. Może liczyć na wsparcie najbliższych oraz fanów, którzy nie kryją swojego podziwu dla aktorki. Pod emocjonalnym wpisem posypały się słowa wsparcia również od innych gwiazd show-biznesu. Wiele osób w komentarzach zaczęło dzielić się swoimi historiami, kontaktują się również z aktorką w wiadomościach prywatnych. Gwiazda "M jak miłość" ma nadzieję, że jej historia pomoże innym w walce ze swoimi problemami: "Pamiętaj, jeśli jest źle nie bój się szukać pomocy! Mam nadzieję, że moja historia zainspiruje tych z Was, którzy jeszcze nie postanowili zadbać o siebie- proszę Was - nie bójcie się ukochać siebie!". 

Gdzie zwrócić się po pomoc?

Jeżeli znajdujesz się w trudnej sytuacji, nie czekaj i skontaktuj się ze specjalistą. Skorzystaj z listy miejsc, w których możesz znaleźć pomoc. Jeśli jesteś osobą niepełnoletnią, to zadzwoń na telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111. Pod tym adresem znajdziesz listę miejsc, w których możesz szukać pomocy. Pamiętaj! W sytuacji zagrożenia życia zawsze dzwoń na numer alarmowy 112!

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje