M jak miłość

Ocena
serialu
9,9
Super
Ocen: 339411
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Być jak Marysia

Od 10 lat Małgorzata Pieńkowska gra w najpopularniejszym polskim serialu. Przyznaje, że na początku, kiedy ktoś zaczepiał ją na ulicy, denerwowała się. Teraz podchodzi do tego z dystansem i humorem. Na co się złościć, skoro ludzie zwyczajnie kochają jej Marysię.

Podczas sesji zdjęciowej na okładkę Tele Tygodnia. Pani Małgorzata jest uśmiechnięta, żartuje z osobami w studiu. - Widzi pani, ile osób musi pracować, żeby powstało dobre zdjęcie - mówi wskazując na ekipę w studiu. W dżinsach, eleganckich szpilkach i krótkich czarnych włosach nie przypomina serialowej Marysi Rogowskiej. Aktorka jest dynamiczna, konkretna, tryska humorem. Tylko te oczy... Nic dziwnego, że ludzie poznają ją właśnie po spojrzeniu.

Reklama

Podobno w życiu Marysi szykują się duże zmiany:

- Sama jeszcze tego dokładnie nie wiem. Czytając scenariusz nie mam rozpisanej tzw. drabinki, czyli ciągu zdarzeń, jedynie z zarysu historii mogę się domyślać, co się wydarzy. Myślę jednak, że scenarzyści nie będą burzyć spokoju Marysi. Ona jest bardzo wypośrodkowana i gdyby tak straszliwie zmienić jej życie, to chyba trzeba by zmienić także i ją. Zawsze jestem za odbrązowywaniem postaci, ale w tym przypadku wydaje mi się, że ona mogłaby się zagubić.

Aktorka pracuje w serialu od 10 lat. Aby nie popaśc w rutynę...

- Jeżdżę na warsztaty aktorskie, chcę się rozwijać i mam pewne pomysły na siebie, ale na razie jest za wcześnie, aby o tym mówić. Jeżeli zaś chodzi o postać Marysi, to od paru lat muszę bardzo ciężko pracować nad tym, żeby - nie tyle jeszcze mi się chciało - ale, aby sięgnąć głębiej, dalej. Cały czas staram się dopieścić stronę, która jest kreatywna i po prostu robić to, co los mi zesłał najlepiej, jak potrafię. Zna pani prywatnie kogoś podobnego do Marysi? Znam osoby, w których odnajduję różne cechy Marysi. Sama bardzo chciałabym być taka jak ona, ale nie wiem, czy to jest możliwe. - Czego więc Pani jej zazdrości? Zazdroszczę to złe słowo. Ta postać uczy mnie dystansu, tego, że nie zawsze trzeba od razu odpowiadać. Ona mnie spowalnia, w dobrym tego słowa znaczeniu.

Aktorka najwięcej pracuje, ze swoją serialową rodziną. Na szczęście ich wzajemne relacje układają się bardzo dobrze:

- Mam wrażenie, że z Robertem dobrze się znamy, dużo mu mówię i mogę chyba powiedzieć, że się przyjaźnimy. Natomiast, jeśli chodzi o Dianę, która gra moją córeczkę, to szczerze, nie byłam na początku zachwycona perspektywą pracy z małym dzieckiem. Nie lubiłam grać z dziećmi, bo wtedy zawsze się denerwowałam, że maleństwo się męczy, brałam za nie odpowiedzialność i zamiast zajmować się swoją rolą, myślałam o dziecku. Natomiast ta dziewczynka jest szalenie kontaktowa. Kiedy przychodzę na plan bez pełnej charakteryzacji, to przygląda mi się... Coś ją przyciąga, ale jeszcze nie wie co. Kiedy zaś pojawiam się umalowana i w kostiumie, poznaje we mnie Marysię i serdecznie się uśmiecha. Mam poczucie, że się polubiłyśmy.

Małgorzata Pieńkowska od kilku lat gra w peruce:

- Peruka bardzo mi pomaga, daje możliwość wejścia w rolę, a potem wyjścia z niej. To nakładanie i zdejmowanie peruki jest bardzo teatralnym gestem. W moim przypadku to życie wymusiło te gesty, ale nie chciałabym z nich rezygnować.

- Już się nauczyłam, że jeśli chcę zostać nierozpoznana, to nie powinnam się patrzyć w oczy. Ludzie poznają mnie właśnie po oczach i po głosie.

Spoglądając wstecz aktorka dobrze wspomina dekadę w czasie której pracowała na planie serialu "M jak miłość":

- Nauczyłam się m.in. pracy w zespole. Tu każdy jest ważny, charakteryzatorka, która podbiega, aby mi poprawić makijaż, pan z cateringu. Każdy ma swoje zadania i musimy to zauważać i szanować. Serial to także regularna, stała praca. Z drugiej strony nie można się temu poddać, trzeba dbać o własny rozwój, stąd mój udział w warsztatach aktorskich.

- Można powiedzieć, że są to elementarne zadania aktorskie, ale dla mnie bardzo ważne. Śmieję się, że do aktorskiego krwiobiegu wpuszczam mikroelementy. Uwrażliwiam się, odnajduję zapomniane dźwięki, które przecież we mnie są.

A za kolejne 10 lat... :

- Nauczyłam się nie mówić nigdy. Na początku kariery, kiedy grałam dużo w teatrze zapierałam się, że nie zrobię reklamówki, potem reklamówkę zrobiłam. Także teraz nie będę mówiła, że czegoś nie zrobię albo coś planuję. Zobaczymy...

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje