Lulu

Ocena
serialu
7
Dobry
Ocen: 15
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Lulu": Anna Dereszowska w roli głównej. "To bardzo dobry czas dla mnie" [wywiad]

Ma 41 lat i niedawno po raz trzeci została mamą. Mimo wielkich zmian w życiu prywatnym, Anna Dereszowska nie zwalnia tempa i wciąż realizuje kolejne zawodowe projekty. W ubiegłym tygodniu na platformie Polsat Box Go zadebiutował serial "Lulu", w którym lubiana aktorka wcieliła się w tytułową postać. W rozmowie z nami opowiedziała o swojej bohaterce i jej ciekawej historii, a także zdradziła nieco na temat swoich zawodowych planów i marzeń. Okazuje się, że mimo sporego artystycznego dorobku, wciąż jest głodna wyzwań.

Martyna Zielonka, Interia: Zacznę tak dosyć przewrotnie, bo zapytam o ulubiony rodzaj... tortu. Ma pani taki? A może nie przepada pani za tego typu słodkościami?

Anna Dereszowska: - (śmiech) Ja za tortami nie przepadam, bo mnie się one zawsze kojarzyły z takim słodkim "ulepkiem", lukrową, niezbyt smaczną masą, która ładnie wygląda, ale niekoniecznie dobrze smakuje. Przed rozpoczęciem, ale i w trakcie pracy nad serialem "Lulu" miałam szkolenia z robienia tortów i bardzo wielu ciekawych rzeczy dowiedziałam się na temat cukiernictwa. Choćby tego, dlaczego czasami wykorzystuje się produkty, które może nie do końca dobrze smakują, ale ładnie wyglądają i długo utrzymują się w odpowiednim kształcie. Dużo dowiedziałam się także o substytutach tych produktów, których cukiernicy najczęściej używają oraz o tym jak sprawić, żeby wypieki bardzo dobrze wyglądały, a przy okazji były też smaczne. To było na pewno bardzo ciekawe doświadczenie.

Reklama

Brzmi niezwykle interesująco, a pytanie było nieprzypadkowe, bo w nowym serialu Polsatu wciela się pani w mistrzynię słodkich wypieków, a w szczególności tortów, która w pewnym momencie ze swojej pasji musi uczynić sposób na życie i przetrwanie. Mogłaby nam pani nieco opowiedzieć o Lulu?

Życie Lulu zaczyna się od diametralnej zmiany, konkretnie to życie, które obserwujemy w serialu. Tak jak to zwykle bywa, musi się zacząć od jakiegoś wielkiego "bum", żeby przyciągnąć uwagę widza i żeby bohater był w jakimś punkcie zwrotnym swojego życia. Tak jest również u nas.

- Lulu musi stanąć na własnych nogach, musi podjąć decyzję, co do przyszłości swojej i swojej rodziny. A ponieważ jest kobietą, która nigdy nie brała pod uwagę innego życia niż to, które prowadziła do tej pory i była pewna, że tak będzie zawsze, to jest to dla niej niezwykle trudne. Życie wymusza jednak na niej taką decyzję i rzeczywiście rozpoczyna prowadzenie własnego biznesu wspólnie z siostrą i mężczyzną, który zabiega o względy siostry.

- Przez 20 odcinków obserwujemy nie tylko zmagania Lulu z biznesem wokół którego kręci się cała oś serialu, bo w każdym odcinku mamy opowieść o słodkościach, o konkretnym torcie, który jest przygotowywany dla kogoś, z jakiejś konkretnej okazji, ale zagłębiamy się przede wszystkim w opowieść o jej perypetiach uczuciowych. W życiu mojej bohaterki w pewnym momencie pojawia się nowy, "stary" mężczyzna, miłość z czasów studenckich. O decyzjach, jakie podejmuje Lulu, o tym, z kim wiąże swoją przyszłość, opowiada cały pierwszy sezon serialu.

- Dla Lulu ta historia kończy się dużym zaskoczeniem. Na pewno nie spodziewała się takiego finału. Będzie to również duża niespodzianka dla wszystkich widzów. Myślę, że tak udało nam się tę intrygę poprowadzić, że będzie ona ciekawym otwarciem na nowe odcinki, które mam nadzieję będą państwo mieli okazję oglądać po zakończeniu emisji obecnego sezonu.

Lulu musi być silna i po zdradzie męża stawiać odważnie czoła przeciwnościom. Stara się radzić sobie nawet, gdy widzi, że nie wszystko układa się po jej myśli. Tę odwagę i niezłomność ceni pani w niej najbardziej? A może coś innego pani imponuje?

Lulu nie ma takiego backgroundu silnej kobiety, była zawsze żoną przy mężu i zajmowała się wychowywaniem córki, a to że teraz musi stanąć na własnych nogach jest niezwykle ciekawym wątkiem. Opowiadanie o losach kobiety, która musi tak zmienić swoje życie i to że się nie poddaje, jednocześnie wspierając swoją siostrę oraz córkę w rozwiązywaniu wielu problemów to bardzo cenne doświadczenie.

- Jest też bardzo zabawny wątek z tatą, którego gra Marek Siudym. Lulu musi sobie poradzić z jego różnymi zachowaniami, na przykład tym, że co chwilę o czymś zapomina, a z pomocnika w wielu przypadkach przeistacza się w osobę, która generuje problemy. To, że Lulu tak świetnie daje sobie radę z tymi wszystkimi przeciwnościami, jest dla mnie imponujące. Za to ją cenię. Godne podziwu jest też to, że stawia czoła rzeczywistości uczuciowej, zdradzie męża, o której się dowiaduje. Podoba mi się, że potrafi powiedzieć "nie". Momentami bywa zawadiacka i  potrafi się też czasem odegrać (śmiech). Nie wiem, czy w najlepszy z możliwych sposobów, być może nie, ale jednak. Wszystkie te elementy charakteru Lulu bardzo mi się podobają.

- Są też jednak momenty, w których rzeczywistość podcina jej nieco skrzydła. W takich sytuacjach zawsze może jednak liczyć na wsparcie najbliższych, co jest ciekawe i pouczające. Nie zawsze trzeba sobie radzić ze wszystkim samemu. Lulu ma wokół dużo osób które ją wspierają, a ona potrafi z tej pomocy korzystać. To bardzo wartościowa cecha.

W serialu, tak jak pani wspomniała, pojawia się również wątek miłosny, bo w sytuacji największych życiowych perturbacji Lulu ponownie spotyka swoją dawną miłość i dość szybko zaczyna między nimi iskrzyć. Andrzej okaże się receptą na złamane serce pani bohaterki?

W pewnym momencie Lulu zdecyduje, że chciałaby się zaangażować, choć przychodzi jej to trudno, bo jednak małżeństwo, w którym żyła przez kilkanaście lat, które udało się jej stworzyć, było dla niej całym życiem. Trudno jest jej z niego zrezygnować, nawet są takie momenty, już po zdradzie męża, że próbuje mu dać drugą szansę. Ale ta postać męża, granego przez Przemka Sadowskiego, jest dosyć... jednoznaczna. On robi wszystko, żeby do siebie Lulu... zniechęcić (śmiech).

- W tej wytrwałości w próbach ratowania takiego związku akurat mojej bohaterki nie rozumiem, bo ja pewnie na jej miejscu odwróciłabym się na pięcie i uciekła. Rolą aktora jest jednak próba zrozumienia swojej postaci i zagrania jej na tyle prawdziwie i sugestywnie, żeby mimo mojego braku utożsamiania się z jej decyzjami, widzowie poznali główne motywacje postaci i starali się je zrozumieć. Mam nadzieję, że udało mi się to zrobić. Tym bardziej, że jest to serial komediowy i na wiele takich sytuacji i zachowań, nie zawsze dobrze umotywowanych, przymyka się oko.

Gdyby miała pani wskazać największy atut serialu, to co by to było?

Z pewnością duża dawka poczucia humoru, ale także piękne zdjęcia, pełne kolorów. Ten serial jest "smacznie" realizowany i montowany. Jest tak kręcony, że ślinka cieknie, kiedy patrzy się na to wszystko, o czym opowiada, na wypieki Lulu, ale też na jej życie, które jest barwnie pokazane.

- Myślę też, może to nie jest do końca skromne, że nasza gra aktorska sprawi, że widzowie będą chcieli ten serial oglądać i będzie to atutem naszej produkcji.

Na planie serialu współpracuje pani z Weroniką Wachowską, która wciela się w 14-letnią córkę Lulu. Dziewczyna nie raz dała swojej mamie nieźle popalić. Pani również jest mamą nastolatki. Czy w życiu prywatnym ma pani podobne doświadczenia i musi mierzyć się z buntem nastolatki?

Weronika jest starsza od mojej córy, prywatnie jest bardzo poukładana i nie potrafi tupnąć nogą i się buntować. Opowiadam o życiu prywatnym, bo w tym kontekście jest bardzo podobna do mojej Lenki, z którą nie mam żadnych konfliktów, w zasadzie żadnych, bo wiadomo, że jakieś drobne nieporozumienia się pojawiają, ale nie jest taką szablonową nastolatką.

- Natomiast moja córka w serialu, którą gra Weronika, jest absolutnie zbuntowaną nastolatką. Niechętnie zasiada do wspólnego stołu, mama ją wszystkim denerwuje. To jest ten moment, kiedy próbuje się odciąć od swojej matki, co jest niezwykle trudne dla Lulu, bo na budowanie relacji z córką poświęciła kilkanaście lat.

Odchodząc już powoli od serialu "Lulu", chciałabym dopytać panią o plany związane z karierą zawodową i kolejnymi aktorskimi wyzwaniami. Mogliśmy oglądać panią zarówno na małym, jak i dużym ekranie, na deskach teatralnych i na różnorakich scenach, nie tylko jako aktorkę, ale i wokalistkę. Doskonale odnajduje się pani także w dubbingu. Czy przy tak ogromnym dorobku ma pani jeszcze jakieś zawodowe marzenie? Czegoś chciałaby pani spróbować?

Mam mnóstwo zawodowych marzeń. Myślę, że gdybym ich nie miała, to świadczyłoby to o jakimś rodzaju wypalenia zawodowego, a ja go zupełnie nie odczuwam. Myślę, że jest to bardzo dobry czas dla mnie. Jestem już doświadczoną kobietą, z bagażem emocjonalnym, z wieloma obserwacjami, które poczyniłam w ciągu życia i które chętnie wykorzystałabym w kreowaniu fajnych postaci, nie tylko ładnych kobiet, ale i takich, które przeżywają coś trudnego. Na taką rolę filmową, serialową jak i teatralną czekam.

Co w planach na najbliższą przyszłość? Szykują się jakieś nowe produkcje z pani udziałem, poza "Lulu"?

Nie, w tej chwili nie. Mam bardzo dużo audiobooków, które czytam. Mam produkcje muzyczne, w których biorę udział. Dużo czasu poświęcam również na teatr, gdzie zobowiązania zawodowe realizuję na bieżąco. Natomiast nowych filmowych i serialowych produkcji, które są potwierdzone, nie mam.

Rozpoczął się listopad, miesiąc dość przytłaczający dla większości z nas. Czy ma pani jakieś sposoby na radzenie sobie z jesienną chandrą?

Dużo bliskości i ciepła ze strony rodziny, spotkania z przyjaciółmi. Świeczki w domu, gorąca herbata, ciepły sweter i kołderka. A przede wszystkim dużo, dużo uśmiechu. My zrobiliśmy sobie ostatnio takie założenia, żeby mówić rano pozytywne rzeczy i myśleć, że to będzie dobry dzień. W pewnym sensie zaklinać rzeczywistość i te pozytywne emocje przekazywać również bliskim. Zdarza się, że to faktycznie sprawia, że rzeczywistość, nawet ta listopadowa, staje się lepsza.

Dziękuję za rozmowę. 

Serial "Lulu" można oglądać w Polsat Box Go.

swiatseriali
Dowiedz się więcej na temat: "Lulu" (serial) | Anna Dereszowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy