Reklama

Lost: Zagubieni

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 616
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Locke oczami O'Quinna

Co dla Terry’ego O’Quinna oznacza finał serialu „Lost: Zagubieni”? Przeczytaj wywiad z aktorem.

Dopiero po wielu latach kariery aktorskiej Terry O'Quinn dostał rolę, dzięki której znają go widzowie na całym świecie. Czym jest dla niego praca na planie serialu "Lost: Zagubieni"?

Reklama


Dlaczego John Locke tak szybko poczuł się na wyspie jak u siebie?

- Jego wcześniejsze życie było nijakie. Był uosobieniem przeciętności, niemal niewidzialnym człowiekiem. Czuł się kimś czarnobiałym w kolorowym świecie. To go męczyło. Kiedy wylądował na wyspie, wszystko się zmieniło.

- Kiedy zdał Pan sobie sprawę, że postać Locke'a jest tak istotna dla serialu?

- Już w pierwszym sezonie John zaczął częściej pojawiać się w scenariuszu, pozostali bohaterowie zaczęli wchodzić z nim w bliski kontakt. Całe życie chciał należeć do jakiejś społeczności, być w niej kimś istotnym. I w końcu się udało. W pierwszym sezonie doskonale się bawiłem, grając Johna Locke'a - mądrego człowieka, który żyje w lesie i udziela ludziom dobrych rad. Ale to był dopiero początek. Siły wyższe miały wobec niego inne plany, i bardzo dobrze, bo zaskoczenie jest siłą tej opowieści.

- Czy spodziewał się Pan, że John przeżyje aż do ostatniego sezonu?

- Wydaje mi się, że historia Locke'a jest do tego stopnia powiązana z tajemnicami wyspy, że każde wyjaśnienie musi go uwzględniać. Dlatego mogłem oczekiwać, że będę w serialu aż do ostatniego odcinka.

Zło wcielone w Locke'a morduje jako Czarny Dym:

- Rozbitkowie pochodzą z różnych krajów, różnych środowisk. Czy jest coś, co ich łączy?

- Myślę, że widzowie to odkryli już jakiś czas temu. Nikt nie trafił na wyspę przypadkiem. Wszyscy bohaterowie zostali wysłani w to miejsce z jakiegoś powodu. Locke jako jedyny zdaje sobie sprawę, jak żałosne było jego życie, zanim się tam znalazł, ale dotyczy to też pozostałych. Dlatego wszyscy trafili tutaj. Pod tym względem to starannie wyselekcjonowana ekipa.

- Co jest najbardziej fascynującą tajemnicą serialu?

- Pomału zbliżamy się do odkrycia tego, czym naprawdę jest wyspa. To ona jest największą zagadką. Kiedy się ją wyjaśni, można zrozumieć, dlaczego pasażerowie rozbitego samolotu się tu znaleźli.

- Czy miał Pan jakąś teorię, jak skończy się serial?

- Absolutnie żadnej. Po części dlatego, że bardzo nie lubię się mylić, a na pewno tu bym się pomylił. Po części też dlatego, że kiedy mam jakąś teorię i jestem przekonany o jej słuszności, to postępuję w zgodzie z nią. To musiałoby wpływać na moją pracę, a w serialu, który zaskakuje widzów i aktorów co chwila, byłoby to fatalne. Pracowałem więc, korzystając tylko z tego, co wiedziałem w danej chwili.

- Co sprawiło, że "Zagubieni" odnieśli sukces na całym świecie?

- To jest produkcja, która odbiega od typowych amerykańskich seriali, bardzo silnie osadzonych w naszych realiach i kulturze. Można często odnieść wrażenie, że nie zauważa się w nich w ogóle istnienia innych krajów. "Zagubieni" są zupełnie inni, poczynając od międzynarodowej obsady. Mamy tu zderzenie ludzi wychowanych w różnych kulturach.

- Społeczność rozbitków to w jakiś sposób obraz współczesnego świata, w którym trafiają na siebie ludzie z najdalszych zakątków ziemi. Odkrywają, że inaczej rozumują, reagują, mają inną hierarchię wartości. A jednak muszą się ze sobą dogadać, bo są na siebie skazani.

- Poza tym "Zagubieni" to po prostu znakomicie zrealizowany serial, pięknie nakręcony i reżyserowany. Muzyka jest cudowna, plenery Hawajów niesamowite. A aktorstwo... chyba też niezłe. Ten serial pozostanie wyjątkowy. Inni mogą próbować go naśladować, ale to będzie bardzo trudne.

- Czy mógłby Pan w kilku słowach podsumować ten rozdział swojego życia?

- "Zagubieni" to najlepsza zabawa, jaką miałem w życiu. Będzie mi brakowało Johna Locke'a.

- A gdyby Pan nie był aktorem?

- Jestem nim od 35 lat. Jakiś inny pomysł na życie? Nie mam. Gdybym nie robił tego, co robię, pewnie bym się stoczył. Może byłbym teraz alkoholikiem? Lepiej o tym nie myśleć.


Rozmawiała Sarah Cohen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje