Reklama

Linia życia

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 350
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Wreszcie mam restaurację

W serialu "Linia życia" Małgorzata Potocka czuje się jak ryba w wodzie. Kiedyś sama chciała otworzyć restaurację. Prywatnie co weekend przygotowuje z przyjaciółmi obiad dla kilkunastu biesiadników.

Podobno Pani, serialowa restauratorka, naprawdę chciała otworzyć lokal.

Reklama

- Odkąd pamiętam, marzyłam o tym, a teraz wreszcie mam restaurację. W serialu! To o wiele wygodniejsza sytuacja, niż gdybym prowadziła knajpkę w rzeczywistości.

Dlaczego?

- Tu czuję się bezkarna, nie ponoszę żadnej odpowiedzialności. W realnym świecie nie byłoby tak pięknie. Mam wielu znajomych, którzy prowadzą własne restauracje. Od nich wiem, jaki stres się z tym wiąże i ile trudu to wymaga. Wolałabym oczywiście, żeby na planie było więcej gotowania i żebym mogła popisywać się swoimi pomysłami na niebanalną kuchnię, ale cóż, serial rządzi się swoimi prawami.

W serialowej kuchni pracuje się tak samo jak w prawdziwej?

- Przede wszystkim musimy pamiętać, że to nie program kulinarny. Gotowanie jest tylko swoistym tłem. My, aktorzy dostajemy półprodukty i w miarę potrzeby je przygotowujemy. Te nasze potrawy mogą być nawet niezbyt jadalne. Są na przykład ciasteczka i makowiec, które mają już dwa miesiące, bo służą za rekwizyty od początku produkcji. Nie zapomnę, jak ktoś poczęstował się takim ciasteczkiem. Mocno się rozczarował, gdy okazało się, że trudno wbić zęby w ten smakołyk.

Lubi Pani gotować?

- Uwielbiam! Niemal co weekend jeżdżę do moich przyjaciół do Bukszy i wspólnie z nimi gotuję. Mieszkają w cudownym miejscu, mają własną stadninę, piękny dom... Gotowanie z moją przyjaciółką Grażyną to najlepszy relaks, jaki mogę sobie wyobrazić. Rozmawiamy o organicznych produktach, zdrowej żywności i książkach na ten temat...

Brakuje tylko kamery i program byłby gotowy?

- Oczywiście! Wyszedłby z tego cykl o zdrowym odżywianiu, co tydzień na inny temat. Co weekend bowiem przygotowujemy wielki obiad na dziesięć lub dwanaście osób.

Co najczęściej trafia na stół?

- Nasze posiłki składają się z ryb, jarzyn i przeróżnych kasz... Używamy odpowiednich garnków do slow food (regionalne dania z naturalnych produktów red.). Po takim dniu dostaję tak niesamowity zastrzyk energii, że mogłabym pracować w kopalni!

Czy do serialu także stara się Pani przemycić zasady zdrowego odżywiania?

- W miarę możliwości. Moja bohaterka Teresa prowadzi restaurację rybną, więc czasem padają teksty w stylu: - Zamówiliśmy świeże ryby u rybaków. Od razu wiadomo, że to nie farbowany sklepowy łosoś, którego i kot nie chce jeść.

Jak obchodzi Pani Wielkanoc?

- W tym roku w Bukszy na polance wystawimy wielki stół na ponad czterdzieści osób...

Co znajdzie się na pierwszym miejscu listy dań?

- Ja przygotuję indyka w chili.

Proszę zdradzić nam przepis...

- Indyka kroimy i zostawiamy na noc w sosie japońskim teriyaki ze świeżymi liśćmi curry. Dzięki temu nabiera on słodko-słonego smaku. Potem posypujemy go ostrym chili, smażymy na dużym ogniu i polewamy sosem z soku trzech cytryn i dwóch pomarańczy, teriyaki i odrobiny białego wina. Całość chwilę dusimy. Takim indykiem można uwieść ukochanego mężczyznę...

Rozmawiała Katarzyna Szymanek

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Potocka | Linia życia (Serial)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje