Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,4
Bardzo dobry
Ocen: 4950
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Życie Emila Karewicza to gotowy scenariusz na serial

Zmarły 18 marca legendarny aktor Emil Karewicz miał bardzo barwne życie!


Miał zostać księdzem

Reklama

Emil Karewicz od najmłodszych lat marzył o licznej rodzinie. Miał zaledwie 7 lat, gdy jego rodzice się rozstali, a rodzina rozpadła. Historia jego dzieciństwa i  wczesnej młodości to gotowy scenariusz na poruszający film lub serial...

Emil Karewicz nigdy nie zapomniał dnia, kiedy sędzia prowadzący rozprawę rozwodową jego rodziców zapytał go, kogo - mamę czy tatę - kocha bardziej. Był wtedy siedmiolatkiem... Nie odpowiedział na pytanie sędziego.

Ojca - byłego oficera służącego pod rozkazami rosyjskiego cara, który w 1919 roku osiedlił się z młodziutką żoną w Wilnie i został najpierw strażakiem, a później felczerem - mały Emil uważał za najważniejszą osobę na świecie. Mamę - bardzo wrażliwą i kruchą kobietę, która cały swój czas dzieliła między opiekowaniem się synem, zajmowaniem domem i wizytami w kościele, gdzie gorliwie modliła się o nawrócenie męża - kochał nad życie. Uwielbiał się do niej przytulać, ale tylko na kolanach taty czuł się naprawdę bezpiecznie. Rodziców nie było stać na kupno zabawek, więc ojciec własnoręcznie strugał je z drewna, byle tylko zobaczyć uśmiech na twarzy swego jedynego dziecka. Niestety, lubił też zaglądać do kieliszka. Pewnego wieczoru nie wrócił do domu z ulubionej knajpy, w której codziennie do późnej nocy przesiadywał z kolegami. Zamieszkał w innym domu, z inną kobietą...

Po rozprawie rozwodowej mały Emil został z mamą. Ojca ostatni raz widział w czasie hitlerowskiej okupacji. Zauważył go, siedzącego nad brzegiem rzeki Wilii z wędką w ręce. Nie podszedł do niego i nigdy nie przestał tego żałować.

- Nie wiem, kiedy umarł i gdzie został pochowany - wyznał w wywiadzie.

Jedyne ocalałe z wojennej zawieruchy zdjęcie taty aktor przechowywał jak najcenniejszą relikwię.

Mama Emila Karewicza nigdy nie pogodziła się z odejściem męża. Po rozwodzie całkowicie poświęciła się pracy w parafii, a mały Emil, by sprawić jej przyjemność, został ministrantem. Raz kościelny wysłał go razem z kolegą po wino mszalne, które przechowywał w przykościelnej piwniczce. Chłopcy postanowili spróbować trunku... Tak bardzo im zasmakował, że wrócili do kościoła na niezłym rauszu. Kościelny wyrzucił ich obu z kościoła, ale mama ubłagała księdza, by dał Emilowi jeszcze jedną szansę i pozwolił wciąż służyć do mszy świętej. Marzyła, by chłopak został duchownym. On jednak miał zupełnie inne plany na przyszłość.

Agencja W. Impact

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje