Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 2031
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Zmiennicy": Jedyni tacy taksówkarze

Serial "Zmiennicy" jest prawdziwą mozaiką wątków, galerią najznakomitszych aktorskich postaci oraz zapisem wielu absurdów PRL-u.


Reklama

- Praca na planie "Zmienników" była cudowną przygodą. Wszyscy się lubiliśmy, nie było żadnych zgrzytów, nerwowej atmosfery - mówią Ewa Błaszczyk i Mieczysław Hryniewicz, grający w serialu Stanisława Barei parę warszawskich taksówkarzy. W programie "Zmiennicy - tak było naprawdę" opowiedzą o kulisach powstania produkcji oraz popularności, jaką przyniósł im kultowy serial.

Uczył się od najlepszych

- Mimo że od premiery upłynęło prawie 27 lat, do dziś odczuwam liczne dowody sympatii ze strony widzów. Zresztą nie tylko ja. Ostatnio ktoś spytał moją żonę, czy jeżdżę jeszcze na taksówce - uśmiecha się Mieczysław Hryniewicz i zdradza, że bardzo mu na tej roli zależało, a jednym z warunków, by ją dostać, było posiadanie prawa jazdy.

- Sprawdzono moje umiejętności. Wcześniej pomyślnie przeszedłem zdjęcia próbne. W trakcie zdjęć na planie wszystko szło gładko. Obyło się bez wypadków i stłuczek, a od czasu do czasu zastępował mnie doświadczony kaskader - opowiada aktor, dodając, że początkowo zaplanowano tylko... osiem odcinków.

- Pracowałem z czołówką polskich aktorów. To dzięki nim i ich wspaniałej grze nakręcono dodatkowe siedem. Zachwycony ich komediowym talentem operator nie mógł z wrażenia wyłączyć kamery. A dla mnie obecność na planie takich tuzów jak Irena Kwiatkowska, Bronisław Pawlik czy Krzysztof Kowalewski była niesamowicie mobilizująca. Cieszyłem się, że mogę podpatrzeć, jak świetnie grają czy improwizują - mówi serialowy Jacek Żytkiewicz, dla którego "Zmiennicy" są ciągle doskonałym zapisem pełnej absurdów PRL-owskiej rzeczywistości.

- Pan Bareja był oszczędny w słowach. Zapamiętałem go jako fantastycznego reżysera, który posiadał poczucie humoru i duży dystans do siebie - wspomina Mieczysław Hryniewicz.

Uniknęła odpowiedzialności

Jego słowa potwierdza Ewa Błaszczyk.

- Niezwykle skromny, uroczy człowiek, nikogo nie stresował na planie. Lubił aktorów, z którymi pracował. Bardzo o nich dbał. Pamiętam, jak pewnego upalnego dnia przyniósł mi lody "Bambino", które już dość mocno się rozpuściły - mówi aktorka, od której po emisji serialu taksówkarze nie chcieli brać pieniędzy za kurs.

- Moją bohaterkę miała zagrać Jadwiga Jankowska-Cieślak, ale że akurat była zajęta innym projektem, sięgnięto po moją osobę. Podczas pierwszej rozmowy powiedziałam reżyserowi, że się do tego serialu nie nadaję, bo nie umiem być ani zabawna, ani śmieszna. Pan Bareja przekonał mnie w sekundę. "Na planie będą Pokora, Kobuszewski i Kwiatkowska. Oni to wszystko ładnie zagrają, a ty z Mietkiem będziecie się tylko przewijać przez ekran". W ten sposób zdjął ze mnie dużą odpowiedzialność, której się bałam - zdradza Ewa Błaszczyk, dla której jedyną niedogodnością były... przyklejone wąsy, bowiem klej powodował podrażnienia skóry.

- Do dzisiaj wielu widzów kojarzy mnie jedynie ze "Zmienników", tak jakbym nic innego w życiu nie zrobiła. Ale trudno się temu dziwić, skoro serial oglądała cała ówczesna Polska... - dodaje ze śmiechem.

KRAS

Dowiedz się więcej na temat: Zmiennicy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje