Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,7
Bardzo dobry
Ocen: 2132
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Wypatrzył żonę na przyjęciu!

Leszek Teleszyński, czyli niezapomniany redaktor Maj z kultowego serialu "Życie na gorąco", żartuje, że swoją żonę wypatrzył kiedyś na jednym z przyjęć. Kiedy ją zobaczył po raz pierwszy, od razu wiedział, że się z nią ożeni.

Zawsze, gdy Leszek Teleszyński przynosi żonie kwiaty, słyszy pytanie: "Skąd wiedziałeś, że o takim bukiecie marzyłam?". Te słowa niezmiennie go wzruszają i powodują, że następnego dnia znów zjawia się w domu z różami lub tulipanami - ulubionymi kwiatami Jolanty.

Reklama

Popularny aktor przywiązuje wielką wagę do, jak sam mówi, miłych drobiazgów, ciepłych słów i czułych gestów. Nic nie sprawia mu większej przyjemności niż uśmiech kobiety, którą wypatrzył kiedyś na jednym z przyjęć i na którą czekał... dziesięć lat.

- Zobaczyłem Jolę po raz pierwszy ponad 20 lat temu. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że powiedziałem głośno, mimo obecności wielu znajomych: "Z tą dziewczyną się ożenię". Wokół zapanowała cisza, a Jola tylko się uśmiechnęła - opowiada.

Nie zamienili wtedy ze sobą ani słowa. Jolanta, psycholog z wykształcenia, wspomina, że śmiałe wyznanie popularnego aktora przyjęła wówczas jak dobry żart i szybko o nim zapomniała. Zresztą - była już szczęśliwą mężatką, wychowywała córkę i wcale nie chciała zmieniać swojego życia. Leszek również nie był wolnym mężczyzną. Wszystko wskazywało na to, że nigdy więcej się nie spotkają.

Dziesięć lat później Leszek Teleszyński znowu zobaczył Jolę.

- Przyjaciele zaprosili mnie na przyjęcie. Ona też tam była. Po chwili rozmowy postanowiliśmy, że tym razem nie możemy zmarnować szansy na szczęście. Zaczęliśmy się spotykać i po roku wzięliśmy ślub. Jola była po prostu przeznaczona dla mnie. Warto było na nią czekać tak długo - mówi aktor.

Nie mają wspólnych dzieci. Ich córki z poprzednich związków są już dorosłymi kobietami i doskonale same dają sobie radę w życiu, Jolanta i Leszek mają więc wiele czasu tylko dla siebie. Często słuchają razem muzyki klasycznej, lubią tańczyć, włóczyć się po Bieszczadach i spacerować brzegiem mazurskich jezior.

Leszek Teleszyński twierdzi, że udało mu się znaleźć receptę na udane małżeństwo.

- Pielęgnuję po prostu moje uczucie do żony jak największy skarb - mówi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje