Reklama

Renata Kretówna: Dla Polski porzuciła karierę we Włoszech

Niezapomniana Marynia z „Nad Niemnem” była na ustach wszystkich. Młodą aktorkę ciągnęło do wielkiego świata. Bez wahania spakowała swoje rzeczy do walizki i ruszyła na podbój Zachodu. Dla Polski porzuciła karierę we Włoszech. Chociaż groźny wypadek przystopował jej karierę, to Renata Kretówna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Zagrała setki ról teatralnych, kilkadziesiąt filmowych i serialowych. Dla muzycznej pasji porzuciła karierę aktorską. W 1973 roku została laureatką festiwalu w Opolu. Krytycy byli zachwyceni, porównywali ją do gwiazd francuskiej sceny muzycznej. Sama o sobie mówi, że jest aktorką śpiewającą.

Początkowo nie zamierzała podążać ścieżką artystyczną. Renata Kretówna urodziła się 25 listopada 1948 w Suwałkach. Po maturze, zamiast do szkoły aktorskiej, poszła na polonistykę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. To tam stawiała pierwsze kroki w studenckich teatrach. 

Reklama

"Na trzecim roku oblałam jednak egzamin z pozytywizmu i wtedy stanowczo powiedziałam sobie - raz kozie śmierć! Niewiele się zastanawiając, spakowałam jedyną elegancką sukienkę, wsiadłam w pociąg do Krakowa i dostałam się do tamtejszej PWST. I nigdy nie żałowałam tego kroku" - wspominała w rozmowie z Arturem Krasickim.

Mieszkanie oraz pracę w Krakowie uważa za jeden z najlepszych okresów w swoim życiu. Po roku pracy w Teatrze Słowackiego przeniosła się do Starego Teatru. Spędziła w nim dziewięć lat. "Z jednej strony szalone imprezy do białego rana, z drugiej tradycyjne podejście do wartości, do rodziny, lokalny patriotyzm. Poza tym byłam młoda, pełna niespożytej energii. To w Krakowie zagrałam najlepsze teatralne role i poznałam nieznany mi dotąd świat - nocne kluby, szalone imprezy i mnóstwo oryginałów. Ale nawet jak zabalowałam do rana, nigdy nie zawaliłam pracy. Mimo czerpania z życia pełnymi garściami zawsze byłam odpowiedzialna, sumienna. Do swoich obowiązków podchodziłam profesjonalnie" - przyznała Kretówna w wywiadzie z magazynem "Życie na gorąco".  

W latach 80. poczuła, że przyszedł czas na zmianę. "Miałam wrażenie, że stoję w miejscu, bo etat mnie ograniczał, blokował artystycznie. A ja chciałam się rozwijać, przeżyć coś nowego, nie popaść w rutynę" - przeniosła się wiec do Warszawy, gdzie zaczęła grać w Teatrze Syrena. 

W 1986 roku dostała rolę, która zapewniła jej ogólnopolską popularność. Miała wtedy na głowie wiele obowiązków zawodowych. Nie wiedziała, czy uda jej się pogodzić pracę na planie i w teatrze. Zbigniew Kuźmiński, reżyser "Nad Niemnem", zaproponował jej 10 dni zdjęciowych, tak by nie musiała rezygnować z przygotowań do spektakli. 

Zgodziła się od razu. Zapracowana gwiazda do roli Maryni Kirłowej przygotowywała się po nocach i między ujęciami. Książki Elizy Orzeszkowej nigdy nie przeczytała. Co więcej na studiach oblała egzamin z literatury pozytywizmu. Jednak jako pracowita Marynia sprawdziła się idealnie.

Chociaż w życiu zawodowym odnosiła sukcesy, to prywatnie nie zawsze jej się układało. "Zawsze bardzo ceniłam sobie niezależność i nikomu nie pozwalałam kierować swoim życiem, bo czułabym się potwornie ograniczona. Prasowanie męskich koszul nigdy mnie nie podniecało i może dlatego uciekłam od swoich dwóch mężów" - przyznała po latach. Pod koniec lat 80. zrezygnowała z aktorstwa na rzecz muzyki. Zdecydowała się również na wyjazd z kraju. Od zawsze ciągnęło ją na Zachód, chciała też uciec od szarej PRL-owskiej rzeczywistości. Gdy nadarzyła się okazja spakowała walizki i wyjechała z Polski na 13 lat. "Ze swoimi recitalami występowałam między innymi w Jugosławii, Szwecji, Szwajcarii, Francji i Hiszpanii, gdzie wykonywałam przeboje światowych gwiazd. Na dłużej zatrzymałam się we Włoszech" - mówiła w "Życiu na gorąco". 

W Italii spędziła siedem lat. Poznała tam bogatego szwajcarskiego fabrykanta. On chciał z nią spędzić resztę życia, ona nie chciała spędzać swoich dni w luksusowej posiadłości. Ciągnęło ją na scenę. Chciała koncertować, grać i rozwijać swoje pasje. W końcu, po 13 latach na obczyźnie, postanowiła wrócić do kraju. 

"Tęskniłam za Polską. Cóż z tego, że byłam sławna, występowałam w najlepszych piano-barach, publiczność przyjmowała mnie wspaniale, a sami Włosi rozbierali mnie wzrokiem? Z jednej strony czułam się wolna jak ptak. A z drugiej - odczuwałam wielką, przytłaczającą wręcz samotność..." - przyznała Kretówna. 

Od 2000 roku zaczęła znowu pojawiać się na ekranach telewizorów. Widzowie mogli ją zobaczyć m.in. w "Kryminalnych", "Ojcu Mateuszu", "Na dobre i na złe" czy "Lekarzach". W 2008 roku przeżyła groźny wypadek samochodowy, który zastopował jej karierę. Miała zmiażdżoną rękę, przeszła trzy skomplikowane operacje, ale nie załamała się. Grała wtedy w "Klanie" i nie mogła sobie pozwolić na dłuższą przerwę w pracy. W 2016 roku dostała wylewu na scenie w trakcie spektaklu "Zdążyć przed Panem Bogiem". 

Kolejny raz się nie poddała i nie traci optymizmu. "Niczego nie żałuję! Wczorajszego dnia nikt nam nie przywróci i jedyne, co można zrobić, to wyciągnąć ze swoich niepowodzeń odpowiednie wnioski. Moje liczne doświadczenia bardzo mi się przydały. Teraz jestem dojrzałą, świadomą swych pragnień kobietą, choć nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Wiem, że jeszcze wiele dobrego przede mną!" - mówi z uśmiechem aktorka. 


swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje