Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,6
Bardzo dobry
Ocen: 2594
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Prywatny detektyw z Gdańska

W pierwszej połowie ponurych lat 80. reżyser Paweł Pitera i aktor Stefan Friedmann wymyślili sobie, że zrobią pogodny serial o przygodach prywatnego detektywa.

Reżyser i aktor spotkali się po raz pierwszy w zawodowych okolicznościach na planie telewizyjnego filmu "Szkatułka z Hongkongu", w którym Stefan Friedmann zagrał detektywa Piekarskiego, prowadzącego śledztwo w przedwojennym Gdańsku.

Reklama

- W 1983 roku trafiłem na książkę gdańskiego autora Sławomira Siereckiego, której bohaterem był niejaki Piekarski. Stała się ona inspiracją do "Szkatułki z Hongkongu" - wspomina Paweł Pitera. - A w czasie pracy nad filmem doszliśmy ze Stefanem do wniosku, że zrobimy serial o przygodach detektywa w Wolnym Mieście. Dlaczego właśnie tam? Bo w połowie lat 80. to była jakaś abstrakcja, Neverland.

Pisaniem scenariuszy odcinków "Na kłopoty... Bednarski" zajęli się Wojciech Jędrkiewicz i Marek Bahdaj. Nad dialogami pracował Paweł Pitera ze Stefanem Friedmannem, który wcześniej nie miał doświadczenia w graniu głównych ról w filmach, ale za to posiadał duże doświadczenie estradowe i wyczucie kwestii językowych. Wtedy nie było zwyczaju w polskim filmie, żeby nad scenariuszem pracował kilkuosobowy zespół. To zaczęto praktykować dopiero na przełomie wieków. Również tylko w nielicznych przypadkach scenariusz powstawał z myślą o konkretnym aktorze. Rzadko też sam zainteresowany w fazie powstawania scenariusza nie miał tak duży wpływ na tworzenie postaci, jaki miał Stefan Friedmann przy opisywaniu przygód Bednarskiego.

Na kształt przyszłego serialu wpływ miało jeszcze jedno niecodzienne zdarzenie...

Nocne seanse na Ursynowie

- Operator Andrzej Jaroszewicz kręcił we Francji film z Andrzejem Żuławskim i przywiózł ze sobą dosłownie worek filmów na kasetach VHS -wspomina Paweł Pitera.

- Myśmy te filmy oglądali nocami w jego mieszkaniu na Ursynowie.

Większość z nich to były produkcje klasy B z gatunku kina akcji, w których tryskała krew i rozlegał się huk wystrzałów. Efekty dźwiękowe i wizualne eksponowano z pewną przesadą, a akcję dynamizowano przy pomocy dużej liczby ujęć. W Polsce jeszcze w ten sposób nie realizowano filmów. Paweł Pitera postanowił, że w "Bednarskim" wykorzysta doświadczenia zachodnich kolegów. Stąd w serialu jest tak dużo ujęć, a wystrzały i wybuchy są tak głośne. W czasie realizacji zużyto też wiele litrów czerwonej farby, w której wręcz pławią się serialowi bohaterowie.

"Psa łatwo zabić, a komara trudno"

Przedwojenny Gdańsk był niesamowitym miejscem, prawdziwym oknem na świat, do którego zawijały luksusowe statki pasażerskie i jednostki z całego świata. W związku z tym w Wolnym Mieście krzyżowały się międzynarodowe legalne i nielegalne interesy.

Tam, gdzie są duże pieniądze, nie brakuje dużych i małych przestępców. Nasz obraz tamtego Gdańska skażony jest pewnymi stereotypami kształtowanymi przez patriotyczną propagandę, z której wynika, że dzielni Polacy zmagali się tam cały czas z hitlerowskimi bojówkami. Tymczasem takie sytuacje bywały po dojściu Hitlera do władzy i nasilały się do czasu wybuchu wojny. Wcześniej Gdańsk był kwitnącym naukowym i kulturalnym ośrodkiem. Polaków w Wolnym Mieście żyło niewiele ponad 10 procent. Nieco większy odsetek mieszkańców miasta stanowili Żydzi. Do tej grupy należy przyjaciel Bednarskiego, właściciel sklepu zoologicznego, nazywany Profesorem, tak znakomicie zagrany przez Wiktora Sadeckiego.

Profesor przeczuwa nadchodzące zagrożenie i dlatego nie chce zwracać na siebie uwagi, bo jak mówi: "Człowiek powinien być mały. Psa łatwo zabić, a komara trudno".

Bednarski był kiedyś inspektorem policji, ale nie układała mu się współpraca z niemieckimi kolegami, na co pewnie wpływ miały też jego niekonwencjonalne metody działania. Wybrał zajęcie prywatnego detektywa, ale dzięki temu nie stał się krezusem. W jego mieszkaniu bieda aż piszczy. Nie ma pieniędzy na kawę, karmę dla papugi ani nawet na sól. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że winien jest pieniądze również swojej gospodyni Tzarowej (Krystyna Feldman).

Reżyser rodem z Bangladeszu

Już w pierwszym odcinku Bednarski wpada w sam środek międzynarodowej afery. Od swojego kolegi, komisarza Rudolfa Hagemanna - wspaniale zagranego przez niedawno zmarłego Stanisława Michalskiego - dowiaduje się, że gra dotyczy nowego narkotyku pod nazwą kokaina. Bednarski udając polskiego dyplomatę jedzie się do Ankary... W połowie lat 80. uzyskanie dewiz na zdjęcia w Turcji było niemożliwe. Dlatego Ankarę trzeba było "zrobić" w kraju. Do uwiarygodnienia tych scen w dużym stopniu przyczynił się II reżyser serialu, pochodzący z Bangladeszu Haider Rizvi, który w jednym z epizodów wcielił się w Turka.

Odcinek "Kurier z Ankary" jest interesujący również ze względów obsadowych. Kobietę fatalną, która - jak się okazuje - stoi za przestępczymi działaniami, zagrała niezwykle przekonująco pełna uroku Grażyna Barszczewska. W jej służącą wciela się piosenkarka Urszula, która wówczas była na fali popularności, a do serialu poleciła ją reżyserowi Ilona Łepkowska.

Telewizja? Oszustwo!

Z kolei w odcinku "Znak węża" Bednarski demaskuje seryjnego zabójcę dzięki... programowi w telewizji. W jednej ze scen detektyw przechodzi przez miejski plac, na którym ludzie oglądają pokaz możliwości nowego wynalazku, jakim jest telewizja.

Bednarski: Co to jest?

Mężczyzna na placu: Jak to, co? Telewizja!

Bednarski: Oszustwo!

W telewizji akurat pokazywano film o uruchomieniu lotów pasażerskich z Triestu do Gdańska. Dzięki tej informacji Bednarski domyśla się, jak morderca zapewnił sobie alibi. Tak to rzekoma kuglarska sztuczka z telewizją przysłużyła się sprawie.

Dialogi na cztery nogi

Serial jest lubiany i pamiętany nie tylko dzięki słynnej piosence z czołówki, którą znakomicie wykonał Piotr Machalica. Wiele dialogów skrzy się dowcipem. Nic dziwnego, w końcu pisał je fachowiec, współautor popularnej audycji radiowej "Dialogi na cztery nogi".

Oto ich próbka:

Komisarz Sękowski: Co pan mi suponuje?

Bednarski: Ja nic nie suponuję, bo ja nie wiem co to znaczy.

Przyjaciółka (Marta Żak) do Bednarskiego:

- Twoja papuga mogła zostać wdową.

Detektyw w scenie łóżkowej:

Filipiakowa: Kochasz swoją żabcię?

Bednarski: Jak bocian.

Detektyw żegna się z Sonią (Ewa Sałacka):

Sonia: Za trzy godziny mam statek.

Bednarski: Do Warszawy?

Bednarski próbuje dostać się do gabinetu Hagemana:

Policjant: Komisarz Hageman powiedział, że nie może pana przyjąć, bo go nie ma.

Bednarski: Kiedy to powiedział?

Policjant: Przed chwilą.

Bednarski (wchodząc do gabinetu): Spytam, czy to prawda.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje