Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,8
Bardzo dobry
Ocen: 1942
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

"Opowieści o Józefie Szwejku i jego najjaśniejszej epoce": Musiał zrobić dłuższą przerwę

Jerzy Stuhr po raz pierwszy pojawił się na ekranie w 1971 roku, jeszcze w czasie studiów na krakowskiej PWST. I od tego momentu niemal nieprzerwanie czaruje nas swoim talentem. Jednak siedem lat temu musiał zrobić w pracy dłuższą przerwę...

Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie pamięta przynajmniej jednej roli, w którą wcielił się ten aktor. Bo przecież nawet najmłodsi kojarzą go dzięki brawurowo dubbingowanej postaci Osła w cyklu filmów o przygodach Shreka. Natomiast nieco starsi widzowie pamiętają go z niezliczonych spektakli Teatru Telewizji, filmów "Amator", "Wodzirej", "Spis cudzołożnic", oraz seriali "Z biegiem lat, z biegiem dni" czy "Opowieści o Józefie Szwejku i jego najjaśniejszej epoce".

Reklama

I oczywiście z absolutnie kultowej "Seksmisji". Dlatego też, gdy w 2011 roku okazało się, że aktor jest ciężko chory, to niemal cała Polska wstrzymała oddech. W czasie wakacji spędzanych z żoną na Sycylii aktor zaczął odczuwać potworny ból gardła.

- Nie mogłem niczego przełknąć - opowiadał w jednym z wywiadów.

- Żona coś przeczuwała i postanowiliśmy wcześniej niż to planowaliśmy, wracać do domu - dodał. Potem była wizyta u lekarza, badania i... przerażająca diagnoza - rak krtani. Pewnie dla wielu osób byłby to niemal koniec świata, ale nie dla niego.

- Mam taką naturę, że w trudnych sytuacjach od razu pytam: "Dobra, co trzeba robić?" - wyznał.

- W sekundę jestem zresetowany, staję w blokach startowych. Traktuje to jako wyzwanie. Strach wyrzucam z siebie - uzupełnił.

Niestety, na początku walki z chorobą nie wszystko układało się po myśli aktora. - Lekarze przy moim leczeniu popełnili parę poważnych błędów - ocenił. - W pewnym momencie uznali na przykład, że jestem przypadkiem paliatywnym i można mi co najwyżej pomóc godnie umrzeć.

Wszczepili mi stenty do przełyku. Potem trafiłem na leczenie onkologiczne do Gliwic. A tam pytają: "Jak mamy panu zrobić radioterapię, jeśli pan ma rury w środku?" - opowiadał. Na szczęście przypadkiem aktora zainteresował się docent Marcin Zieliński, torakochirurg z Zakopanego.

Mimo ryzyka postanowił usunąć stenty, bo jak powiedział Jerzemu Stuhrowi: "Jeśli pójdzie pan na kolację z Catherine Deneuve, to nie będzie pan jadł papki".

- Ten człowiek w tak prosty sposób przywrócił mi wiarę i siłę - zwierzył się aktor.

Po operacji, która na szczęście się udała, rozpoczęła się trudna, męcząca i czasem bolesna kuracja.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje