Reklama

Kochały się w nim miliony Polek! Co dzisiaj robi ekranowy Bohun?

Po występie w ekranizacji sienkiewiczowskiej powieści popularność Domogarowa sięgnęła w Polsce zenitu. Mało znany do tej pory rosyjski aktor, z dnia na dzień stał się gwiazdą. Mało kto wie, że niewiele brakowało, by zawadiackiego Bohuna zagrał ktoś inny.

Początkowo planowano obsadzić w tej roli... Bogusława Lindę. Po przeczytaniu scenariusza aktor odrzucił jednak tę propozycję. Twórcy zdecydowali się przeprowadzić casting wśród ukraińskich oraz rosyjskich aktorów.

Aleksander Domogarow od razu zyskał uznanie w oczach Jerzego Hoffmana. Jego kandydaturze z pewnością pomógł fakt, że aktor doskonale znał powieść i utożsamiał się z kozackim dowódcą. "Bo Bohun to ja" - miał stwierdzić aktor. Dziś nikt nie ma wątpliwości, że rzeczywiście tak jest.

Reklama

***Zobacz także***

Aktor nadał Bohunowi głębi i charyzmy, przez którą nie dało się oderwać od niego wzroku. Gdy tylko pojawiał się na ekranie, kradł plan reszcie obsady. Skradł również serca Polek, które nie mogły zrozumieć, dlaczego Helena nie chciała rzucić się Kozakowi w ramiona. "Żeby zagrać Bohuna, musiałem go przede wszystkim zrozumieć. Chciałem pokazać Bohuna jako postać złożoną psychologicznie, a nie tylko zabijakę z szabelką" - mówił Domogarow w rozmowie z dziennikarzami. 

Rola w "Ogniem i mieczem" otworzyła mu drzwi do kariery w Polsce, z której chętnie skorzystał. Zagrał m.in. w "Bitwie warszawskiej", "Krwi z krwi" oraz kilku przedstawieniach teatralnych. W "Fali zbrodni" stworzył postać, która chociaż pojawiła się na ekranie epizodycznie, to zapadła w pamięć.

"Właściwie każdy odcinek serialu przynosi nowe zbrodnie. Ale dopiero na samym końcu okazuje się, że to niewyobrażalne zło ma moją twarz, mój uśmiech i oczy. Niektórzy mogą przeżyć lekki szok i o to właśnie chodziło reżyserowi" - mówił o swojej postaci. 

***Zobacz także***

Nie chciał się jednak wiązać z Polską na stałe. Urodzony i wychowany w Moskwie aktor nie zapomniał o swoich korzeniach. "Ja miałem to szczęście, że poznałem w Polsce wiele wspaniałych osób. Więcej - mam tu oddanych przyjaciół. Ale (...) chyba nie mógłbym mieszkać w Polsce na stałe. Zbyt kocham Moskwę, zbyt głęboko tkwią tam me korzenie. Lubię przyjeżdżać, szczególnie do Krakowa i Wrocławia. Te miasta mają swój niepowtarzalny klimat" - przyznał w wywiadzie dla "Gazety Wrocławskiej".

Zawodowo odniósł wiele sukcesów, to w życiu prywatnym spotkało go wiele tragedii. Rosyjski aktor był czterokrotnie żonatym, miał dwóch synów. Z pierwszą żoną, Natalją Sagojan, doczekał się syna Dmitrija, który w 2008 roku zmarł w wyniku wypadku samochodowego. Lekarze długo walczyli o życie 23-latka. Niestety, nie udało się go uratować. Przedwczesna śmierć syna wstrząsnęła Domogarowem. Aktor nie pojawił się na pogrzebie syna. Twierdził później, że nie był w stanie patrzeć na jego ciało w trumnie. Długo zmagał się z depresją. 

Głośno było o jego trzecim małżeństwie z o 15 lat młodszą Natalią Gromuszkiną. Rosjanin przyznał ze wstydem, że Gromuszkina wyzwoliła w nim najgorsze instynkty. W ich domu dochodziło do przemocy. Żona rozpowiadała o nim w gazetach. Nie mogąc sobie poradzić z problemami aktor zdecydował się na krok ostateczny i podciął sobie żyły. Uratowała go interwencja brata. Na szczęście w końcu udało mu się rozprawić z demonami. Nadal jest aktywny zawodowo. Gra głównie w rosyjskich produkcjach, ale pracę w Polsce wspomina z sentymentem. 

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje