Reklama

Kultowe seriale

Ocena
serialu
8,5
Bardzo dobry
Ocen: 3984
Oceń
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10

Katarzyna Figura: Wybuchowy start!

Jak swoje początki wspomina Katarzyna Figura? Dlaczego okrzyknięto ją polską Marilyn Monroe? Co było jej przekleństwem? Aktorka szczerze o przełomie lat 80. i 90., swoim życiu i karierze opowiada w książce "Kobiety przełomu".

Katarzyna Figura: Nie był to najlepszy okres dla debiutujących aktorów. Jednak patrząc na mój zawodowy start z perspektywy czasu, muszę przyznać, że eksplodował fajerwerkami. Udało mi się zaistnieć już na studiach. Plan filmowy nie był dla mnie nowością, bo jeszcze jako nastolatka zagrałam w dwóch filmach dla młodzieży. W 1983 roku do współpracy w swoim debiucie reżyserskim Przeznaczenie zaprosił mnie, studentkę drugiego roku, Jacek Koprowicz, a dwa lata później weszłam w futurystyczny, jakże bliski mi świat Piotra Szulkina. Partnerowałam samemu Danielowi Olbrychskiemu, wcielając się w rolę młodziutkiej prostytutki Once w filmie zamykającym Szulkinowską kosmiczną trylogię - Ga, ga: chwała bohaterom. Reżyser tylko korzystał z oprawy SF, aby mówić o współczesnych problemach. U Szulkina nie dało się grać realistycznie, ale w takich klimatach czułam się jak ryba w wodzie. Cenzura i tak miała swoje ale, oba filmy - choć jeden opowiadał o przeszłości, drugi o przyszłości - stały się "półkownikami", nie od razu weszły do kin.

Reklama

Jednocześnie pracowałam w teatrze. Jeszcze na czwartym roku studiów znalazłam się w zespole Teatru Współczesnego. To była w latach 80. obok Narodowego, Powszechnego i Ateneum najlepsza warszawska scena. Wtedy nie każdy młody aktor od razu po szkole dostawał angaż w teatrze, a ja go dostałam, jeszcze nie mając dyplomu. We Współczesnym debiutowałam rolą Iriny w Trzech siostrach Antoniego Czechowa, w reżyserii Macieja Englerta. I to w jakim towarzystwie! Maja Komorowska, Marta Lipińska, Czesław Wołłejko. Był też Teatr Telewizji i Fedra w reżyserii Laco Adamika, gdzie wcieliłam się w postać Arycji. Na planie tego teatru poznałam Bogusława Lindę.

Wydaję mi się, że od początku jako aktorka miałam w sobie jakiś bunt, rewolucyjność, taki rock and roll. Było to moim atutem, ale i przekleństwem. I jeszcze ten mój charakterystyczny głos. Nie dało się mnie schować gdzieś na drugim, trzecim planie, bo i tak wszyscy mnie widzieli i słyszeli.

Fragmenty pochodzą z książki "Kobiety przełomu" Katarzyny Kościelniak i Katarzyny Jurkowskiej, wydanej nakładem wydawnictwa Znak.

Czytaj dalej -->

swiatseriali

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje